Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
sobota, 14 lipca 2012

W kontekście poprzedniego wpisu - obejrzyjcie poniższy film proszę, może o nim już słyszałyście.

Pan Marek, właściciel sklepu spożywczo-monopolowego w moim mieście - Poznaniu mieszczącego się blisko Dworca jest regularnie okradany przez bezczelnych, wykłócających się, wulgarnych młodzieniaszków. Postanowił wydać temu zjawisku wojnę, publikując nagrania z kamer i zdjęcia złodziei, obnażając ich bezczelność

Dzięki jego postawie i niesamowitej odwadze obywatelskiej liczba kradzieży w sklepie nieco się zmniejszyła, choć nadal nie jest różowo. A wśród internautów rozpoczęła się dyskusja. O mówieniu NIE chamstwu, agresji, kradzieżom. O skrzyknięciu się, by wpłynąć na rozwiązania prawne, które są korzystne dla złodziei (kradzież do 200 zł nie jest karalna...).

Pan Marek mi zaimponował - nie tylko mi.

Ale w tym kontekście smutne jest to, że dziś tak się boimy, że pokazanie twarzy, sprzeciw wobec absurdom i przemocy, obywatelski nieanonimowy protest  jest dziś postawą wyjątkową, wręcz bohaterską....

Ja też ze względów zawodowych jestem ciekawa nowego trendu jaki się pojawił - social media służą do oddolnej reakcji na przestępczość i linczowaniu złodziei. Na Facebooku rozprzestrzeniają się informacje o skradzionych przedmiotach i ich cechach, co ułatwia identyfikację w lombardach czy na aukcjach. Pojawiają się także zdjęcia i nagrania złodziei z kamer przemysłowych, czasem wręcz od razu osoba taka jest identyfikowana i piętnowana. Facebook służy także fajnym akcjom - ostatnio szukano właściciela odnalezionego aparatu fotograficznego publikując jego zdjęcie ze znalezionej w aparacie karty (choć tutaj też pojawia się kontrowersyjna kwestia ochrony wizerunku).

Czyżbyśmy byli już tak zmęczeni obojętnością organów prawa, że sami zaczniemy się bawić w Rob Roya, Batmana, Spidermena i innych bohaterów?...

środa, 11 lipca 2012

Poszłam z Bubolkiem na plac zabaw. 

De facto to jedno z nielicznych moich takich wyjść, nic dziwnego, że doznałam otumanienia i paraliżu...

Kiedy Ni zjeżdżała z zapałem na zjeżdżalni, na placu ulokowała się Mać  synem.

Syn około 8 lat, i nie da się  ukryć - wielki jak taran, subtelny jak słoń, mało urodziwy, mało sympatyczny i na dodatek ostrzyżony na krótko z discopolowym pejsem z tyłu...   Uległam stereotypowi, zaszufladkowałam. Ale cóż. Nic to... Zjeżdżamy sobie.

A tymczasem Mać potwierdziwszy stereotyp otworzyła usta, z których wydał się okropny ryk:

"Krzysiek, k...aaaaa!!! 

Gdzie leziesz!!! Teeeeeej!!!   (tej to nasz słynny lokalny wtręt gwarowy:)

Bo pójdziesz do domu!! Wolę siedzieć na balkonie niż tutaj z tobą!

Nie umiesz się bawić!

Głuchyyyyyy jesteś?

Co, ojciec ma przyjść i ci przypier....ć, tak jak wczoraj?!!!!"

 

Aż mną zatrzęsło.

Ale to nie koniec.

Za chwilę na placu pojawiło się dziewczę, siostra tegoż chłopca.

Ninka w tym czasie zbliżyła się do konia na sprężynie. W tym samym momencie matka pognała dziewczę w jego stronę: szybko, siadaj! Dziewczę ochoczo lekko odepchnęło Bubę i usiadło na koniu. Matka zarżała radośnie. No tak, wykiwała dwuletnią dziewczynkę. Była szybsza...

Szczerze - dopadło mnie wkurzenie połączone z kompletna rezygnacją. Oczywiście najlepsze komentarze przyszły mi do głowie w domu... Podreptałyśmy sobie stamtąd.

Niewinna nie jestem, przeklinanie jest także w mojej naturze.  Bywam wkurzona, bezradna, zmęczona, zirytowana.

Ale przerasta mnie agresja w stosunku do dziecka. Przerastają mnie przekleństwa i tak wulgarny ton. Oraz pokaz cwaniactwa pod tytułem "kto pierwszy ten lepszy".

Po wszystkich warsztatach dla rodziców i przejrzanych publikacjach czuję się silniejsza w tej sferze - sferze komunikacji z dzieckiem i radzenia sobie z emocjami, przekazywania zakazów i nakazów. Pokazy siły rodzicielskiej staram się tłumić w sobie w zarodku, co oczywiście nie zawsze jest łatwe.

Wszędzie wskazywane są korzenie tego typu zachowań - przyczyna leży głównie w nas, nie w dziecku... 

Postrzegam je jako wyraz wielkiej bezradności - i językowej (jak inaczej zwrócić uwagę niż krzykiem i straszeniem? ) i rodzicielskiej... Oczywiście nieuświadamianej...

Ale czy i ja nie wykazałam się bezradnością?

Przy tych wszystkich poznanych mądrościach umiem radzić sobie z dzieckiem, ale nie umiem radzić sobie z takimi sytuacjami, z pokazówkami chamstwa...

Ninka jest jeszcze mała i sytuacja przeszła obok niej w miarę niepostrzeżenie. Ale co będzie gdy takich sytuacji doświadczać będzie częściej? A na pewno będzie... Czego jej nauczę? Biernego ustępowania? Ustępowania i ironicznego komentarza, który ciśnie się na usta? Walki o swoje?

A może tego co wydaje mi się najwartościowsze - asertywności, którą już teraz często po niej widać, kiedy odmawia zabrania sobie zabawek przez dzieci krótkim i stanowczym 'Nie!"Może powinnam jej nauczyć odpowiadania:"Przepraszam, ale to ja byłam to pierwsza, pobujam się chwilę i potem Ci ustąpię"?

Plac zabaw to prawdziwa dżungla życia, i dla dziecka i rodzica...

poniedziałek, 09 lipca 2012


Parę tygodni temu otrzymaliśmy informację, że Ninoczka dostała się do żłobka. Tym samym po dwóch latach starań, przeskoczywszy z 410-tego miejsca na liście rezerwowej na 3cie od września zostanie pełnoprawną żłobkowiczką!

Cieszymy się, a jednocześnie wiemy, jakim to stanie się wyzwaniem...

Nasza niania, podobnie jak poprzednia (mama i córka:)), jest naprawdę kochana i pełna czułości, a Ni za nią przepada. Gdyby nie prozaiczne finanse, przedłużylibyśmy Bubie beztroski czas pod jej opieką.

Żłobek nie jest dla mnie wcieleniem zła wszelkiego, ale jednak czuję lekki niepokój...

Przede wszystkim - pojawi się problem logistyki. Żłobki państwowe są czynne do godziny 17tej, co wydaje się lekkim absurdem zważywszy na najpopularniejsze dziś tryby pracy. Będziemy więc gnać, jak i inni rodzice, po Bubę z wywalonym językiem. Podobnież zresztą w innych miastach wprowadzono kary za opóźnienia dla niesfornych rodziców, którym zdarza się zasiedzieć w pracy...

Pojawi się też ryzyko chorób - nie wyobrażam sobie ciągłego brania urlopów i zwolnień w takim przypadku... Czy trzeba będzie zorganizować kogoś w razie awarii, kto posiedziałby z małą? To kolejny dylemat.

Żłobek to pewnie także nowe, nie zawsze chciane nawyki, słowa czy zachowania przejmowane od innych dzieci. To także nie zawsze zdrowe posiłki. Jakiś czas temu czytałam artykuł o nadmiernej ilości cukru w posiłkach żłobkowych i przedszkolnych, co wynika oczywiście nie tyle z nieświadomości tylko marnych stawek żywieniowych. Ninka generalnie nie jada przetworzonych słodyczy poza herbatnikami czy biszkoptami. Czy tutaj zostanie zapchana słodzonymi kisielami, pączkami etc.? Czy rodzice mają wpływ na to co je ich dziecko? I jak zabronić zapychaczy, kiedy inne dzieci będą je wsuwać?

Żłobek to wreszcie nie tylko kontakt z dziećmi ale i pewien rygor, także pierwsze zderzenie z rzeczywistością, być może słuszne. Bubcia przestanie być numerem jeden i obiektem uwielbienia dla otoczenia, a stanie się jednym z wielu maluchów. Będzie się musiała dostosować do reguł gry.

Postrzegam to troszkę jako łamanie dziecka... Z jednej strony to świetne, że rozwinie swoje umiejętności społeczne,  a z drugiej - oczywiście matczyne serce mi pęka na myśl o tym, że nie będzie już tak tulona, całowana i podziwiana jak w domu. Nie tylko ona będzie musiała odtańczyć swój rytuał przejścia.  Dla nas także będzie to wielkie przeżycie, może nawet większe niż dla niej. Dlatego już dziś rezerwuję urlop na okres adaptacyjny. Jej i mój...


P.S Poszukujemy pilnie pensjonatu/hotelu nad morzem w okolicach Sarbinowa/Chłopów/Unieścia przyjaznego rodzinom z małymi dziećmi - z placem zabaw, łóżeczkiem, dostępem do kuchni lub smakowitymi posiłkami etc. Może polecicie jakieś miejsce?

wtorek, 03 lipca 2012

Ninko, ile masz lat?

ALATKA!!!!!

No własnie. Ninka skończyła dziś dwa latka!

Z tejże okazji matka poczyniła stosowny wykon kulinarny w postaci tortu jogurtowego z truskawkami i oczywiście ukochaną świnką Peppą na wierzchu.

Tort został podany na śniadanie zadowolonej jubilatce i zaszczycony włożeniem paluszka w środek kremu., a następnie skwitowany: dobreee, smacne... Znaczy, chyba zaakceptowany!

Od rodziców Ni otrzymała zestaw filiżanek, talerzyków i czajniczek.

Od razu przystąpiła do wlewania i wylewania "baty" czyli herbaty i picia z wprawą z filiżanki niczym mała damusia. Na szczęście owa damusia nie wahała się wytrzeć po sobie  ściereczką, kiedy rozlała wszystko na stolik:) Po czym spakowała manatki do torebki i oznajmiła "papa, dzenia" i zebrała się do wyjścia na dwór...

A od dziadków z obu stron dostanie zaś na dniach nowe, wypasione, dorosłe łóżeczko. Z niemowlęcego próbuje w ramach protestu przechodzić górą, zadzierając nogę i wykonując niebezpieczne akrobacje. Cóż, poważny wiek ma swoje prawa. Musimy też odebrać specjalnego misia od Cioci Pauliny, który przebył drogę aż z Krakowa:)

Ninko...

Córeczko. Nie będę się tu rozpisywać....

Wszystko wiesz, a czego nie wiesz, powiem Ci na uszko. Dla nas jesteś kwintesencją słowa ósmy cud świata, genialność, urok, spryt, empatia... Ale także "codzienny trud" i rewolucja życiowa:). KCNŻ!*

*kochamy Cię nad życie... 

Tagi: urodziny
21:00, aeidenn
Link Komentarze (10) »
niedziela, 01 lipca 2012

Ninka swego czasu została sympatycznie ochrzczona przez nianię "Tulinką".

Nasz dzieć bezustannie obdarzany jest miłością i czułym dotykiem  - i sam się tego domaga.

Głaskanie, tulenie, ściskanie, zabawy z przewalaniem się, turlaniem, wałkowaniem są u nas na porządku dziennym.

Klatka piersiowa ojca od zawsze służy za najlepszą poduszkę, amortyzator wstrząsów psychicznych i urazów fizycznych (dość wspomnieć, że po szpitalu Buba spała jedynie leżąc na ojcu histerycznie w niego wtulona, a przy próbie ruchu uruchamiała ryk rozpaczy).

Przestraszona wtula się w nasze ramiona lub w nasze nogi. Szczęśliwa i dumna z siebie - nadstawia się do pocałunków i uścisków.

Co jednak najlepsze, potrafi sobie od dawna wyegezkweować porcję ulubionych pieszczot.

Niania w ramach nauki zasypiania nauczyła ją przedsennego delikatnego "miziania", łaskotania, czy też "cmyrania" po rączce. Parę miesięcy temu Ni przybiegła więc do mnie z pluszową żyrafą, której ogonek zakończony jest małym chwaścikiem, stanowczo wołając "gili gili!!!!!!" Dopiero po chwili okraszonej jej wyraźnym zniecierpliwieniem uświadomiłam sobie, że domaga się "miziania" po rączce. tymże mięciutkim ogonkiem ...

Zasypiając także zarządza "gili gili", w sennej i leniwej aurze, odpływając już pokazuje paluszkiem gdzie mam ją głaskać - "szija... tutaj... rącka... jesce... tu też...."

Odwzajemnia się, głaszcząc mnie delikatnie małymi łapkami po włosach czy plecach.

I nie wiem czy to genetycznie zaprogramowane, ale rozpływam się za każdym razem...

środa, 27 czerwca 2012

Zawiązałam kitkę na cebulę na czubku głowy- trochę by rozbawić Ni, trochę by pokazać jej funkcję kolorowej gumki, jaka przykuła jej uwagę.

Ostatnio uwielbia oglądać się w lustrze, odgarniać włosy, mierzyć spinki. Odkrywa kolejny etap kobiecości po smarowaniu się kremami i pryskaniu z lubością perfumami. Robi przy tym przezabawne miny starej pudernicy. Czyżby mnie podpatrywała....

Związałam woje trzy włosiska. A ona zmierzyła mnie wzrokiem kwitując z rozbawieniem jednym słówkiem: TUBIŚ!!

 

No tak.

Wiedziałam, że mam braki urodowe i w kitce wyglądam jak idź stąd i nie wracaj.:)

Ale myślałam, że do teletubisia to mi jeszcze trochę brakuje :P

Za to torebusię -kuferek już mam, choć nie czerwoną.

Tagi: humor scenki
19:38, aeidenn
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 czerwca 2012

Po napisaniu posta o Dniu Taty weszłam na portal informacyjny i zastałam notkę o tym, że Magda Prokopowicz nie żyje.

Ruszyło mnie.

Magda była twórczynią fundacji Rak and Roll, na pewno znanej szerszemu gronu ostatnio dzięki kampanii "Zbieramy na cycki, dragi i nowe fryzury". Ja o Magdzie  dowiedziałam się ze dwa lata temu, kiedy obejrzałam film dokumentalny o niej.

Ta młoda, dzielna,  inteligentna kobieta pozostawiła męża i synka.  Chorowała przez wiele, wiele lat, a jednocześnie mimo chwil zwątpienia i cierpienia stworzyła poruszającą akcję społeczną. 

Magda nie była jedyna. Na pewno jest więcej zaangażowanych, niesamowitych kobiet takich jak ona.

Ale to akurat ona dzięki swoim kontaktom i osobowości  mogła stworzyć i wypromować świetną fundację zmieniającą myślenie chorych i zdrowych.  Wraz z innymi dziewczynami pokazała zdrowym, że chorobę można zwalczać postawą - kobiecością, humorem. Pokazała ludzką, tę nieupodloną twarz choroby.

Dziękuję.

Z okazji dnia Taty zamiast pisać akapity i poematy wkleję link do reklamy, która mówi więcej o ojcostwie niż tysiąc ckliwych słów. 

Dedykuję ją tatusiom zakochanym w swoich córkach, zwłaszcza takiemu jednemu, jaki dał się kompletnie omotać wokół palca:)

I mojemu tacie, który daaaaaawno temu fałszował z nami dwiema w aucie szanty o cholernym sztormie w drodze nad morze...

środa, 20 czerwca 2012

Ninka, jak pewnie każdy maluch w jej wieku, zaskakuje nas na każdym kroku fenomenalną pamięcią.

Oczywiście pamięć ta dotyczy rzeczy, które ją zaciekawią i pochłoną, a które często pojawiają się przypadkiem. A inne zapadają jej w pamięć, ale udaje, że nie kojarzy. Na przykład kiedy wbrew ostrzeżeniom robi coś z upodobaniem ponownie, testując granice...

Na spacerze tatuś od niechcenia pokazał jej marki aut, ponieważ była zafascynowana motorami i bezbłędnie rozpoznawała kultowego Fiata 126 P krzycząc na jego widok z radością "maluch, maluch!".

I teraz nie można przejść z nią obok parkingu, by nie przeżyć pokazówki znajomości marek.

"Kja, Cedes, Wagen, Opel, Troen, Reno, Nisan, Fjat, Adi"...

Moja dwuletnia córka lepiej rozpoznaje marki samochodów niż ja...

Można się ze mnie śmiać, ale w pewnym momencie nie byłam już pewna, co to za auto. Ninka za to radośnie zakrzyknęła "Adi, adi" - czyli audi.

Mamusia skonsternowana odparła, że nie wie, ale sprawdzi. Ninka na to z przekonanie,: "Adi, JEST!!!"

No tak, mamusia przekonała się po chwili, że Ni bez wątpienia miała rację.

Takim sposobem chowamy małą pasjonatkę motoryzacji...

Raz tylko przeżyłam chwilę grozy - kiedy podbiegła do mercedesa i chwyciła za celownik - gwiazdę. Już miałam nomen omen gwiazdy przed oczami i wizję, że go urwała, a ja będę płacić na pewno niezbyt mile nastawionemu właścicielowi. (Być może jestem skrzywiona stereotypem, ale mam swoją mało zachęcającą wizję właściciel mercedesów - podobnie jak BMW...).

Na szczęście nie urwała. Mój refleks dorównał tym razem jej prędkości. 

Ale chyba ten zapał do poznania organoleptycznego świata momentami trzeba hamować:)

niedziela, 17 czerwca 2012

Ninka dostarcza mi niejednokrotnie powodów do śmiechu - który czasem muszę stłumić i podjąć próbę rodzicielskiego tłumaczenia swoich zasad. Czasem zachowanie powagi przychodzi z trudem.

I tak było wczoraj.

Ninka zasmakowała w zbożowych kulkach czekoladowych do mleka. Zabrałam trochę na spacer. Zjadła garstkę, po czym postanowiłam, że już jej wystarczy.

Ni: Kulka! Kulka!

Ja: Nie Ninko, już zjadłaś sporo, będzie Cię brzuszek bolał...

Ni [żebrząco]: Prose, prose...

Ja [wymiękając]: Myszko, dostaniesz po obiadku na deser, teraz już wystarczy.

Ni [energicznie i prostestująco]: KULKA! KULKA!!!

Ja: [próba oszukania dziecka w związku z brakiem stanowczości]: Wiesz co, chyba nam się te kulki już skończyły. Nie ma...

Ni [stanowczo i dobitnie]: MOZE... JEDNAK... SKLEPIK!???

---

No tak.

Nie tylko żelazna konsekwencja.

Także znajomość logiki faktów - nie ma kulek=trzeba kupić=trzeba kupić w sklepiku.

I próba negocjacji.

Oj, będzie się jeszcze działo:)

--

Ostatnio znajomy pięciolatek którego mamę odwiedziłam, wziął mnie za rękę na bok i mówi: "Ciociu, jaki słoneczny dzień, idealny dzień, w sam raz na lody...Chodź, pokażę Ci jeszcze taki sklepik..."

Kiedy mama zaciekawiona zapytała czemu wziął mnie na bok uroczo skłamał: Tak dawno nie widziałem cioci, że muszę z nią porozmawiać...

Mama domyśliła się, że próbuje mnie naciągnąć i zbeształa małego zmieszana.

Ja zachowując kurtuazję odrzekłam, że pójdziemy na lody, ale tylko jak jego mama pozwoli. Bo to mama ma zawsze rację i wie co chłopiec może zjeść, a czego nie może i kiedy.

A mały na to: Nie zawsze ma rację! Raz nie miała!

No i negocjuj tu z małymi spryciarzami!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers