Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
piątek, 31 sierpnia 2012

Święto mam, a co!

Światowy dzień blogera.

Blog to uzależnienie z jakiego nie trzeba się leczyć. 

Czasem jest jak na obrazku poniżej.

A czasem okazuje od słowa do słowa, jak to było u mnie, że mama poznana na warsztatach dla rodziców czyta twojego bloga. (pozdrowienia Kasiu!).

I miło jest.



21:29, aeidenn
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 sierpnia 2012

Przyszła do nas opakowana w papier pakowy niepozorna paczuszka...

Po niecierpliwym rozdarciu papieru zobaczyłam zgrabne pudełeczko, na dodatek z wstążeczką...

 

A po jego otworzeniu (przyznacie, że otwieranie zgrabnych pudełeczek z niespodzianką jest chwilą rozkoszną) - zobaczyłam naprawdę uroczą kartkę hand made z wyklejonym kraciastą babeczką i czapką białego kremu.

A pod spodem...

 

Stos filcowych, pięknie wykonanych pyszności - truskawek, cupcakes, donutów. A na nich perełki-cukiereczki, ziarnka kawy, wisienka i lukier...

 

Wydałam na ich widok banalny okrzyk "O rany, ale czad!", na co Ninka go oczywiście go podchwyciła i zaczęła wykonywać taniec indiański/afrykański wokół stołu krzycząc "ale cad!!"

Ten zupełnie niespodziewany prezent i zestaw do kuchennej kolekcji Ni wykonała dla nas Kasia z Warszawy - mama Nastki, a także moja kumpelka z licealnej ławy (oj, jak miło przypomnieć sobie erę grunge 16 lat temu...)

Kasiu! Dziękujemy! 

Ninka oczywiście przystąpiła do zjadania perełek z filcowej polewy i wydawania deseru lalkom. Musiałam ratować pyszności przed destrukcją poznawczą:)

Znaczy się, realistycznie i apetycznie te wszystkie cuda wyglądają. Moje filcowe pokraki nie umywają się do tych dziełek.

Jeszcze raz dziękujemy!

Tagi: dzieci scenki
22:24, aeidenn
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 sierpnia 2012

Poszłyśmy z Bu na plac zabaw, bo zażyczyła sobie, że chce się wspinać. Wspinanie na wszelkie murki, siatki, drabinki stanowi zresztą wielką pokusę dla tej małej himalaistki. Codziennie podziwiam jej niesamowitą sprawność i aktywność fizyczną. Nie wiem skąd ją ma, bo gdyby dziedziczyła po nas, zostałaby leniwcem...

Obok bawiły się dziewczynki, na oko ośmioletnie. Jedna z nich sięgnęła do torby. Zerknęła na komórkę - "o nie, mam tylko minutę! muszę iść do domu!" I rzuciła: "Szybko!Robimy gwiazdę". Dziewczynki jak zaczarowane na jej wezwanie zaczęły robić na piasku gwiazdy, piruety rodem z gimnastyki artystycznej. Bu zaraz ochoczo przystąpiła zresztą do naśladownictwa.

Po chwili dziewczynki zeszły na inny temat - temat gier komputerowych. Ze strzępków rozmowy usłyszałam frazy " Jak to nie możesz znaleźć Minecrafta? Wrzucasz w gugla "minecraft gry online" i powinny ci wyskoczyć stronki!"

Rozmawiały jak starzy geekowie, a były w wieku wczesnej podstawówki.

Nadal mnie to fascynuje - ten przeskok technologiczny pokoleń.

Ni lepiej niż pan mąż obsługuje ipada, domaga się włączania "apikaći z jelbondem" (aplikacji z wielbądem), wyrywa mi aparat kiedy robię zdjęcia i domaga się robienia własnych (te przypadkowe kadry czasem nawet fajnie wychodzą), rozmawia z babcią przez komórkę a kiedy przychodzi sms woła "tatuś napisał!".

Już maluchy zanurzone są w świat elektronicznych gadżetów, bajek oglądanych na laptopie, komórek, gier, przycisków, światełek. Wszystko jest dla nich oczywiste i naturalne jak oddychanie.

Kiedy będę musiała kupić małej telefon, aparat foto i założyć profil na komputerze? Nie z racji presji otoczenia, tylko naturalnej potrzeby swojej i dziecka? 

Szybciej niż myślę.

Konto na gmailu już ma. Tatuś jej założył i wysyła jej od urodzenia co ważniejsze fotki. Odbierze może już za pół roku...

Zupełnie jak w tej reklamie:

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Nie wątpię, że jedną z audiowizualnych traum mojego pokolenia był słynny Marsz Wilków z Akademii Pana Kleksa. Do dziś ten fragment z kultowego filmu wywołuje u mnie ciarki na plecach:)

Dzieci powinny doświadczać rożnych naturalnych emocji, zdrowego strachu także - po to są wszystkie scary stories, obrzydliwości, glutki, robale, wampirki i koszmarki tak uwielbiane przez dzieciaki.

Zadałam sobie ostatnio pytanie, czy warto je jednak straszyć przy tematach, które powinny wywoływać pozytywne emocje?

Wypożyczyłam z biblioteki dość znaną, feministyczną w wymowie książkę pt. "Grzeczna" autorstwa małżeńskiego duetu Sven  Nyhus + Gro Dahl. Traktuje o dziewczynce, która jest właśnie "grzeczna" - ciuchutka, spokojna, niewidzialna dla otoczenia, posłuszna do skrajności.

Któregoś dnia znika - przepada na amen i cała do tej pory obojętna rodzina rusza na poszukiwania. Tymczasem Lusia jest tuż obok - tylko zamurowana, zaklęta w ścianie i nie może się wydostać z pułapki. Aż do momentu kiedy zdobywa się na krzyk. Krzyczy i uwalnia się, a razem z nią wydostają się ze ściany inne dziewczynki, a nawet jej prababcia.

Symbolika uwalniania się z więzów tradycji i stereotypu oraz własnej nieśmiałości i ograniczeń jakie stawia przed nami jest bardzo czytelna. Sam pomysł wizualizacji tych ograniczeń może być pretekstem do  ciekawej rozmowy ze starszym dzieckiem na temat ról płciowych, asertywności, prawa do zabierania głosu, do bycia sobą.


Na kartkach książki przewija się także symbolika, która może stać się pretekstem do rozmowy - na stole czy w kącie widoczny jest chociażby wielki kamień, jak brzemię ciążący nad dziewczynką w każdej scenie jej życia. Mamy także wszędzie ciągi cyfr, które być może symbolizują miliony takich dziewczynek, takich kobiet?

I wszystko niby ok. Świetny pomysł, ambitne ilustracje, ciekawy tekst.

Tylko wg mnie coś zgrzyta.

Ilustracje w książce o tak pozytywnym przesłaniu są chyba przeznaczone dla dorosłych i starszych dzieci,  młodsze mogą przestraszyć. Są świetne - ale... chyba ciut za dojrzałe dla maluchów. Nie są łatwe w odbiorze i przyjazne. Na pewno zmuszają do zastanowienia się. Ich wymowa jest chyba dla młodszego dziecka za trudna. Nie wiem czy pięciolatek sobie z tym poradzi. Nawet dorosłego ta książka uwiera - najpierw sam musi sobie z nią poradzić...

Różowa delikatna okładka nie zwiastuje stylistyki jaką znajdziemy w środku - chyba to specjalny zabieg. To kolejne mrugnięcie okiem do rodzica. Róż kojarzony z dziewczęcością i delikatnością staje się preludium do rewolucji. A  w środku mamy w pewnym momencie agresywną bohaterkę z ostrymi dzikimi zębami i dość przerażających dorosłych.

Przemiana bohaterki, jej uwolnienie się na ilustracji ukazana jest przez uwolnienie jej wewnętrznej agresji. Złość aż buzuje i kipi pokazana bardzo dosłownie. Nie sposób jej nie odczuć.

Jestem absolutnie fanką niesztampowych, niecukierkowych ilustracji i otwierania dzieci na dorosłą estetykę. Zastanawiam się nie tylko nad adekwatnością książki do wieku, ale także nad tym czy tak groźne i szorstkie pokazanie przemiany i oddychania pełną piersią bohaterki jest ok? Czy tak ważny temat dobrze jest wypaczać?

W połączeniu z charakterystycznym językiem książki wydaje mi się to wszystko mocno ironiczne, wzięte w nawias, bardzo dorosłe i wcale nie skierowane do dzieci.

To książka dla rodziców, a tylko umownie skierowana do dzieci. To chyba rodzice mają przemyśleć swoje wychowanie, swoje metody, swoje postrzeganie dziecka i podczas czytania z dzieckiem przetworzyć je w głowie.

Czytałyście? Co myślicie?


Recenzje książki:



poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Kiedy obserwuję moją córeczkę, widzę, że przyswoiła sobie pewne niepisane wyrafinowane zasady. Postanowiłam je spisać ku potomności...

Oto one:

1. Kiedy rodzic zadaje Ci pytanie za każdy razem krzycz na wszelki wypadek NIE!!! nawet jeśli w głębi twojego malutkiego jestestwa tli się potrzeba odpowiedzi TAK.

2. Krzycz jednak zawsze "TAK!!" jeśli rodzic pyta o to, czy zjesz ciastko lub czy chcesz wyjść na podwórko.

3. Jeśli otrzymasz tylko kawałek ciastka/bułki zamiast całego krzycz "TEN NIE! INNY!" i wyciągaj ręce po wielki kawał. Idealna do tego celu jest kilkudziesięciocentymetrowa bagietka, która nadaje się do jedzenia i wleczenia po ziemi zarazem.

4. Zawsze krzycz "SAMA!" niezależnie od tego, czy potrafisz daną czynność wykonać. Manifestuj, że potrafisz myć zęby, ubierać się, jeść, wchodzić po schodach, czesać się itd, nawet jeśli czasem kończy się to katastrofą w postaci zawartości tubki pasty na świeżo ubranej bluzce.

5. Sięgaj po więcej! Próbuj się sama przewijać, obsługiwać komputer włączając sobie bajki i rozwalając tacie Linuxa i smarować kanapki masłem. Zresztą po co ci kanapki, kiedy możesz wyjadać masło łapkami bezpośrednio z maselniczki? Jeśli nabierzesz go za dużo, idealna do wytarcia łapek jest narzuta na sofie.

6. Bądź wybredna! Wyspecjalizuj się w rozgrzebywaniu posiłku tak, by zjeść samo mięso a ominąć warzywa. Artystycznie powyrzucaj je na stolik i na podłogę. Rozwiń umiejętności detektywa - wypluwaj każdą podejrzaną porcję na widelcu, na którą matka przemyciła ukryty kawałek marchewki.

7. Wspinaj się. Nie tylko na każdą drabinkę, zjeżdżalnię, ściankę wspinaczkową (im wyższa tym lepsza), ale także przeskakuj np. siatki oddzielające cię od boiska. Możesz również, kiedy rodzice najmniej się tego spodziewają, po ciuchutku wspiąć się na parapet i stojąc na nim oglądać świat.

8. Próbuj wymuszać. Możesz na przykład wpaść w histeryczny płacz pozbawiony łez i zawodzić znacząco "Płaczę!Płaczę!' na wszelki wypadek, jeśli rodzic jakimś cudem nie zauważy.

9. Szlifuj talenta aktorskie. Rób miny, tańcz kręcąc kuperkiem, powtarzaj przekręcane słowa, śpiewaj układane przez siebie piosenki. Zwracaj na siebie zawsze uwagę. Po pokazie i w trakcie nie omieszkaj bić sobie intensywnie brawo.

10. Rozczulaj. Obłapiaj, przytulaj, głaszcz rodziców. Pakuj się im na kolana. Całuj i mów "kocham". Na widok ojca wpadaj w ekstazę i biegnij do niego z prędkością światła. Przychodź do łóżka rodziców o piątej rano, wdrapuj się na nich i tul z całych sił. Podczas wieczornego usypiania chwytaj matkę za szyję tak, że prawie nie może oddychać. Zaznaczaj swoją obecność. Dosłownie. Możesz np. obsikiwać kąty - po zdjęciu pieluchy przed kąpielą uciekaj jak najdalej na golasa, a potem zaznacz swoje terytorium i skwituj to komentarzem: "Mrokłe! Trudno!"


Dorzucie jeszcze jakieś przykazania do zestawu?




Tagi: dzieci humor
18:20, aeidenn
Link Komentarze (5) »
piątek, 10 sierpnia 2012

Wróciliśmy z naszego krótkiego urlopu. Podobno aby wypocząć potrzebne są minimum dwa tygodnie. Muszę się z tym zgodzić...

W zasadzie nie poczuliśmy za bardzo smaku lata, ponieważ pogoda nam w ogóle nie dopisała. Padało i wiało, a na plaży mogliśmy poleżeć w słońcu jeden raz przez dwie godziny. Miło było jednak wieczorem poczytać ciekawą  książkę o dwudziestoleciu międzywojennym - prezent od męża - w łóżku i zajadać się pysznym sernikiem od mojej kuzynki Oli:) Tym bardziej, że byliśmy na detoksie internetowym - w ośrodku nie było wifi. Co dla internetoholików nie jest łatwe:)

Niemniej najważniejsze, że Ninka zobaczyła po raz pierwszy morze. Jej zaślubiny z "basenikiem" jak je ochrzciła był entuzjastyczne. Oczywiście Ni dzięki genom tatusia nic sobie nie robiła z zimna i wiatru i cieszyła się każdą chwilą wakacji.

Największą atrakcją nie było jednak nasze morze, ale trampolina vel tlalalina postawiona obok naszego domku. Mogła na niej skakać niezmordowanie cały dzień, zawierając znajomości ze starszymi dziećmi. To było chyba najciekawsze doświadczenie  - obserwowanie jak nauczyła się rewelacyjnie skakać jak większe dzieci i jak wchodziła z nimi w interakcję. Rozmawiała z nimi po swojemu, tuliła się do nich. A gdy któreś z dzieci się przewróciło, wołała "wstawaj!" albo "uwazaj!". Te momenty, a także  kontakt nawiązany  ze starszymi kuzynami utwierdzały nas w przekonaniu, że chyba odnajdzie się w żłobku i potrzebuje pobytu wśród rówieśników.

Ni ku naszej dumie podbiła serca mojej rodziny. Wróciła też z pięknymi prezentami za które dziękujemy (w tym z mówiącą lalką, która była przyczyną jej entuzjastycznej pobudki o piątej rano - koniecznie chciała się bawić nią o tej morderczej godzinie).

A dla wyjeżdżających nad morze mam jedną radę - sprawdzcie wcześniej typ miejscowości do jakiej się wybieracie. Ja byłam przekonana, że Sarbinowo to rozkoszna ciuchutka pipidówka, a okazało się gwarną i tłumną promenadą...  Na szczęście nasz dom stał na uboczu i wieczorem słyszałam cykanie świerszczy a nie disco polo...

P.S Dziękujemy Tym, dzięki którym nasze wakacje były możliwe i beztroskie!

piątek, 03 sierpnia 2012

Od soboty czeka na nas to co zaprezentowała Suzy Lee w swojej książeczce Fala.

Do usłyszenia!

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers