Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
czwartek, 29 lipca 2010

Kiedy byłam dzieckiem lubiłam godzinami rysować i rozwiązywać zagadki w specjalnych książkach formatu A4. Zadania polegały na łączeniu linii, znajdowaniu drogi w labiryncie, dorysowywaniu historyjki, łączeniu numerów liniami td.

Okazuje się, że dzisiaj można znaleźć takie zeszyty wspierające rozwój tzw grafomotoryki.

Skontaktowali się ze mną twórcy akcji Mówimy obrazami i pomysłodawcy Bazgroszytów. To rozwiązanie dla starszych dzieci, ale chętnie o nim napiszę. Na stronie internetowej akcji można pobrać przykładowe karty z sympatycznymi bohaterami i zachęcić dziecko do ich uzupełniania. Moim zdaniem rodzic może mieć nie mniejszą frajdę z rysowania niż dziecko.

Warto polecić Bazgroszyty, tym bardziej, że część dochodów ze sprzedaży twórcy przeznaczają na zakup kredek, jakie rozdają w szkołach i przedszkolach. Sam Bazgroszyt jaki otrzymałam prezentuje się przyjaźnie i estetycznie. Wydaje się fajnym pomysłem na zajęcie kilkulatka w podróży, w poczekalni u lekarza itd.

Chowam dla Niny do szafki na przyszłość.

 

18:53, aeidenn
Link Komentarze (1) »
środa, 28 lipca 2010

Wczoraj odwiedziła nas miła pani psycholog z fundacji Zero - Pięć w Poznaniu, która oferuje m.in ocenę noworodków w skali NBAS - wg metody Brazeltona /uwaga link PDF/.

Skala ma pomóc w ocenie mocnych i słabych stron dziecka, jego stanu neurologicznego, stopnia sharmonizowania. Przy problematycznych dzieciach ma pomóc naprowadzić rodziców na metody lepszej komunikacji z dzieckiem.

Badanie polega na stymulacji dziecka głosem, dźwiękiem, kolorem, zbadaniu napięcia mięśniowego, odruchów bezwarunkowych itd.

Efekty?

Ja minimalnie się rozczarowałam badaniem.

Dlaczego?

Bo dowiedziałam się, że moje dziecko jest super:P

Harmonijnie się rozwija, dobrze reaguje na bodźce, wykazuje prawidłowe odruchy, umie się samodzielnie wyciszać i odcinać w przypadku nadmiernej stymulacji, ładnie wchodzi w kontakt wzrokowy z dorosłym.

Dlatego w sumie trudno znaleźć konkretne wskazówki dla nas i naszej Małej Ni. Jak usłyszałam - mam ją kochać i tulić - jak do tej pory.

Gdyby badanie to było przeprowadzone po naszym powrocie ze szpitala na pewno wynik byłby inny. Obie byłyśmy pokierszowane emocjonalnie po pobycie w tym miejscu, Nina nie potrafiła jeść i dopiero się uczyłyśmy siebie.

Teraz zaczynamy się pomału dostrajać - stąd pewnie świetny wynik badania i kurtuazyjne komentarze, że Mała Ni mogłaby służyć jako "dziecko treningowe" podczas szkoleń.

Pomijam oczywiście banalną kwestię tego, że moja córka jest nie tylko nadzwyczaj urodziwa, ale po prostu genialna :-P Na dodatek przekroczyła granicę magicznych 3 kg i na buźce zaczyna wyglądać jak Mały Budda. A za tym idą dłuższe przerwy między karmieniami w nocy:)

Podsumowując -  mogę polecić ocenę NBAS mamom dzieci, z którymi są problemy - ze spaniem, jedzeniem, nadmiernym płaczem - wrażliwcom, wiercipiętom czy poprzeczniakom o jakich pisze Tracy Hogg. Z pewnością można uzyskać wówczas więcej indywidualnych wskazówek.

P.S Na badanie załapała się pani położna środowiskowa, która nas wczoraj odwiedzała. Ta sama, która twierdziła, że mam trudne dziecko, jakie da nam popalić. Ciekawe, czy zrobiło jej się chociaż troszkę nieswojo?

poniedziałek, 26 lipca 2010

Kiedy pojawia się w Twoim życiu noworodek zaczynasz odkrywać nowe prawa Murphy'ego:

  • jeśli założysz świeżą pieluchę, dziecko tym chętniej się od razu w nią strzeli mega kupę, jakby specjalnie trzymaną na tę okazję
  • jeśli zdejmujesz dziecku pieluchę, z pewnością w tym momencie postanowi zrobić siku na Twoje ręce
  • jeśli włożysz śpiące dziecko po pół godziny tulenia do łóżeczka, obudzi się w momencie kiedy dotknie materacyka
  • jeśli Twoje dziecko cay dzień jest grzeczne, je i śpi, o pierwszej nocy na pewno stwierdzi, że to super czas na aktywność
  • jeśli Twoje dziecko jest aniołkiem w dzień przy matce, ojcu da na pewno popalić w nocy
  • jeśli musisz pilnie wyjść do przychodni, dziecko postanowi się obudzić i zażądać cyca
  • jeśli ktoś dzwoni do drzwi, patrz punkt wyżej
  • jeśli przypadkiem krzywo założysz pieluchę, na pewno zaraz będzie w niej wielka kupa, która przesiąknie przez ubranie na łóżeczko
  • jeśli zaczniesz jeść swój posiłek, Twoje dziecko zażąda swojego w tym samym momencie
  • jeśli chcesz nakarmić dziecko na świeżym powietrzu, nagle zapomni jak się podłączyć do biustu i będziesz pół godziny operować cycowym systemem naprowadzania rakiet zanim się zassie
  • jeśli założysz świeżą koszulkę, dziecko wyczuje to szóstym zmysłem i postanowi zaraz na nią ulać
  • szósty zmysł służy również do wykrywania, kiedy matka zabiera się za pedicure, hennę brwi i inne bezsensowne czynności - po to by podjąć alarm wzywający

To kilka moich praw Murphy'ego.

Macie swoje?

Ta mina mówi za siebie!

Mina Wojowniczki Ninja! Albo Samuraja:)

 

 

sobota, 24 lipca 2010

Dziś wyjechała moja Mama, która towarzyszyła nam przez 3 tygodnie, wspierając, wstając nocą do małej, pomagając nam i dogadzając kulinarnie na kazdym kroku. Przez krótki czas obecny był też mój Tata, który zapewniał m.in. bazę logistyczną pt. wielkie zakupy dla Niny.

Dziękuję Mamo, Tato za to, że Nina ma najlepszych dziadków, jakich mogłam dla niej wymarzyć  - chcących pełnić tę rolę, kochających a jednocześnie neutralnych i szanujących nasze decyzje jako rodziców. Szkoda, że mieszkających tak daleko...

Od dzisiaj płyniemy w codzienność dalej w trójkę.

My.

Nasza Rodzina? Ciągle to do mnie nie dociera.

piątek, 23 lipca 2010

Jakiś czas temu wygrałam w blogowym konkursie dostęp do internetowej szkoły rodzenia Przed Porodem (plus świetną wanienkę Flexi Bath, o czym później).

Postanowiłam pokrótce podsumować swoje korzystanie z dostępu do szkoły. Być może to pomoże innym mamom w podjęciu decyzji o kupnie dostępu.

Poziom i ilość udostępnionej wiedzy dotyczącej samej ciąży określiłabym jako przeciętny - o ile przyszła mama edukuje się na własną rekę czytając książki i przekopując Internet. Moim zdaniem materiały te mają charakter podstawowy. Jednak jeśli zaczyna się edukację online z minimalną wiedzą - na pewno są przydatne.

Znacznie bardziej wartościowe dla mnie stały się materiały dotyczące wszystkiego co wiąże się z opieką nad noworodkiem. W szkole znajdziemy instruktaż video dotyczący kąpania dziecka czy materiały dotyczące karmienia piersią i typowych problemów w tym  okresie. Przydatne są także porady położnej, pani Lucyny. Ten obszar zdecydowanie wyróżnia się na plus. Nie można też zapomnieć o praktycznych ćwiczeniach video dla kobiet w ciąży.

Ciekawe są również seminaria online. Mimo pojawiających się czasem problemów technicznych warto się na nie zapisywać. Dostępne są również nagrania z minionych seminariów. W czasie seminarium można także zadawać prowadzącym własne pytania. A tematy? Np. miganie, poród i udział partnera w nim, naturalne pieluszkowanie, karmienie piersią itd.

Największym atutem Szkoły jest jednak Forum, gdzie w każdej chwili można zasięgnąć porady eksperta - Pani Izy - lekarza, położnej czy psychologa. Każde pytanie znajdzie swoją zindywidualizowaną odpowiedź. De facto są to wartościowe konsultacje dostępne 24h na dobę. To jest największa wartość tej szkoły - ekspert na "wyciągnięcie myszki".  Niejednokrotnie już korzystałam z tego dobrodziejstwa.

Brakuje mi w szkole informacji o tym, co robić po urodzeniu dziecka - jakie formalności nas czekają, gdzie powinniśmy zapisać dziecko do lekarza etc. Na tym polu czułam się wrzucona na głęboką wodę. Na pewno przydałoby się takie uzupełnienie. Warto także wzbogacić wiedzę dotyczącą samej ciąży. Na tle materiałów dostępnych w sieci wygląda to zbyt ubogo.

Niemniej za tę cenę warto wykupić dostęp - przede wszystkim z uwagi na wielomiesięczny stały dostęp do wiedzy eksperta. Teraz kiedy pojawia się problem, nie tylko szperam w necie, ale wrzucam pytanie na forum. To błogosławieństwo dla wystraszonej młodej matki;)

 

wtorek, 20 lipca 2010

Wcześniej, na przedciążowym etapie życia, często zżymałam się na miasto nieprzyjazne niepełnosprawnym i osobom prowadzącym wózki. Miasto nieużyteczne, zmuszające do walki z trzema schodami. Jednak to nie dotyczyło mnie na co dzień.

Tymczasem z dnia na dzień zostałam wrzucona na głęboką wodę. Wezbraną wodę dziurawych chodników, niedostosowanych podjazdów, schodków wyrastających w nieprzewidywalnych miejscach, okrężnych dróg.

Okazuje się, że kobieta po urodzeniu dziecka musi opracować w głowie nową topografię miasta. Musi stworzyć mapę miejsc dostępnych i niedostępnych, mapę przejść, podjazdów i barier do pokonania. Jednocześnie pokonywanie tych przeszkód musi pomnożyć przez odpowiednią ilość czasu.

Dla przykładu - aby wydostać się z mojego wieżowca mogę:

a)zjechać windą z drugiego piętra i stachać wózek pod pachą z dziesięciu schodków na parter

b)wjechać z drugiego piętra na jedenaste, gdzie wszystkie klatki się łączą, przejść do środkowej klatki, ściągnąć windę, zjechać windą na parter i wyjść wyjściem z tyłu bloku, gdzie znajduje się dostosowany do wózków podjazd.

Wybieram to drugie, zwłaszcza po cesarce. Tyle, że zajmuje to dwa razy więcej czasu.

Matka z wózkiem to kobieta apriorycznie posiadająca według projektantów miejskiej przestrzeni duuużo wolnego czasu do zagospodarowania na przedzieranie się przez różnego typu "kwiatki" i gargamele architektoniczne.

Szkoda tylko, że to błędne założenie.

Bo czasu mam zajebiście mało. A jeśli mam pięć minut, natychmiast zapadam w letarg w kokonie koca.

Pamiętam bajkę wytwórni Hanna Barbera - The Jetsons. Tytułowa rodzina latała nad miastem w futurystycznym helikopterku.

Przydałoby mi się coś takiego.

niedziela, 18 lipca 2010

Kiedy od kogokolwiek usłyszę tekst "nic nie robisz, tylko siedzisz z dzieckiem" to zabiję, pokroję, posolę, zmasakruję...

W życiu nie doświadczyłam jeszcze tak koszmarnego przemęczenia.  Gdyby nie moja wspaniała mama na posterunku musiałabym sobie wstawić zapałki do podtrzymywania powiek.

Tymczasem zamówiłam wagę niemowlęcą na Allegro. Będę Ninę ważyć chyba co pięć minut z nadzieją, że już dobiła do trzech kilo i będę mogła troszkę ograniczyć karmienia...

Wczoraj Mama została z małą, a my na parę godzin spotkaliśmy się ze znajomymi. By odkryć, jak w ciągu dwóch tygodni przeprowadziliśmy się na inną planetę. Planetę dziecko. Na tej planecie nie ma imprez i luzu. Jest zegarek, pielucha i cyc. Oraz Piaskowy Dziadek, ten od snu. Albo jego braku.

Obawiam się, że starzy znajomi się od nas odsuną. Ale dzięki małej w sieci zyskaliśmy nowych. A może poznamy takowych poza siecią?

Z drugiej strony - nie chciałabym aby kupy były moim jedynym tematem. A od 2 tygodni nic sensownego nie przeczytałam i nie obejrzałam. To boli. Czuję rozpad szarych komórek kiedy zalewa je mleko...

środa, 14 lipca 2010

Czas nabiera nowych wymiarów i znaczeń.

  • nanosekunda - czas od włożenia do łóżeczka do rozpoczęcia płaczu.
  • wieczność - cza spędzony na karmieniu o godzinie 1 - 4 w nocy
  • fast forward - tempo mycia się i robienia śniadania by przybiec na wołanie
  • sekunda - czas od mojego  przyłożenia głowy do poduszki do zaśnięcia
  • dzień roboczy - trwa 24h
  • ułamek sekundy - czas mojego odpoczynku
  • kwadrans - fragment godziny w jakim dopada mnie  dół poporodowy, łzy i przygnębienie rzeczywistością

Funkcjonowanie w rytmie codwugodzinnych karmień potrafi zabić jakąkolwiek radość.

Czekamy jednak aż mała dzyska wagę urodzeniową a potem dobije do 3kg. Będzie można przejść na plan trzygodzinny, jaki jawi się jako cudowna oaza... Na razie wskutek braku porządnego doradztwa laktacyjnego mała wyszła ze szpitala dużo szczuplejsza.

Funkcjonuję jak zombie, chyba nie da się tego uniknąć.

Dobrze, że przybyli z odsieczą moi rodzice, bo Małż musi chodzić do pracy. Dziadkowie są niezastąpieni, zakochani w małej i pomocni. Nie ma co kryć - zasponsorowali też wielkie zakupy pieluchowo - kosmetyczne. Nina może robić w pampersy do woli.. Nie wiem jak się odwdzięczymy...

wtorek, 13 lipca 2010

Marka Bebilon przygotowała dokument będący efektem współpracy z blogerkami, a dotyczący powrotu matek do pracy po urlopie macierzyńskim. Zostałam zaproszona do tego projektu, o czym pisałam wcześniej i zamieszczam dziś jego efekty.

Oj, ciążowa naiwności... Myślę, że ciężarówa nieposiadająca dziecka nie powinna jednak wypowiadać się na ten temat. Dopiero dziś widzę, jak optyka się zmienia momentalnie w momencie pojawienia się szkraba.

Swego czasu założyłam minipoznan.pl licząc na to, że będę ten projekt rozwijać na macierzyńskim. Co prawda jestem na nim od tygodnia, ale jak na razie nie przejawiam większych ambicji i przede wszystkim jakichkolwiek sił w tym kierunku. Dziecko pochłania czas i uwagę zostawiając niewielki margines swobody. Wiem, że jeszcze się tu ustabilizuje i muszę wypracować sobie swoje ścieżki i metody. Intuicja mi jednak mówi, że nie można być na 100% mamą i 100% pracownikiem miesiąca.

Chociaż można próbować...

A tutajwspomniany dokument.

 

Mamy uśmiech w pracy.

poniedziałek, 12 lipca 2010

Czy tylko ja zbieram wieczne ochrzany?

To tego pani nie wie?

Tym się pani nie zainteresowała?

Tego pani nie zrobiła?

Kolejny strzał od położnej środowiskowej. Za to, że nie zapisaliśmy się do niej PRZED PORODEM.

Cholera, w każdym serwisie www było o zgłoszeniu PO porodzie...

Położna wyskoczyła do nas z tekstem: Ja nie wiem jak tego można nie wiedzieć. Dlaczego państwo tego nie zrobili. To nieodpowiedzialne. Nie chcę być złośliwa, ale jest przecież coś takiego jak szkoła rodzenia... Od reformy służby zdrowia minęło 11 lat a państwo dalej nie wiedzą???? A może to zależy od wykształcenia? Czasem ci mniej wykształceni więcej wiedzą.

Itd.

A dodatkowo usłyszałam, że mam trudne dziecko, które da mi popalić, z którym będę w konflikcie, które ma charakterek, które robi co chce i się buntuje.

Oczywiście usłyszałam to po 5 minutach obecności położnej w domu. Doskonała znawczyni psychologii niemowląt...

Kiedy zrobiłam przerażoną minę skwitowała: co pani tak patrzy, chciała pani tego dziecka prawda? To trzeba je kochać POMIMO...

Po wyjściu tej babki poryczałam się totalnie. Znów poczułam się upokorzona i sprowadzona do parteru. Przygnębiły mnie też komentarze o Ninie. Co ciekawe jak na razie jest bardzo grzeczna, a płacze tylko z głodu czy zniecierpliwienia.

Wiem, że przechodzę połóg i jestem nadwrażliwa. Ogólnie jestem przewrażliwiona:) Ale mam jakoś wrażenie, że niektórzy lubią robić pokazówki swojego autorytetu. Łatwo jest pognębić słabego i drażliwego... A już najłatwiej młodą zestresowaną matkę... Łatwo ją przekonać, że fatalnie pełni tę rolę.

Do tego stopnia, że wczoraj podczas pierwszego spaceru leciały mi łzy jak grochy, a rączki wózka trzymałam się jak koła ratunkowego...

A to my rozmawiamy sobie..

Tagi: dzieci
18:34, aeidenn
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers