Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
środa, 29 czerwca 2011

Jestem wyrodną matką, a raczej matką u kresu sił.

Kres sił jest efektem ustawicznych problemów ze spaniem mojej latorośli.

Problemy ze spaniem - to nazwa mocno eufemistyczna.

Nina usypia wyłącznie w moich ramionach. Po przeczytaniu bajki, tulona, głaskana po nasadzie nosa, podczas śpiewania kołysanek w moim pseudogreckim.

Po kilkunastu minutach tych zabiegów udaje padniętą na amen i zanurzoną we śnie. Ja jak kot Sylwester na paluszkach odkładam ją do łóżeczka. W momencie przekładania do pozycji poziomej moje dziecię natychmiast napina całe ciało, otwiera oczy i rozpoczyna ryk. Ryk ten nasila się po odłożeniu do łóżeczka.


Trzeba ją wówczas głaskać po plecach, po twarzy, a dziecina wpija sie pazurami w moje ramię, nie pozwalając mi odejść. Zamyka oczy po chwili i udaje usypiającą. Ja znów na paluszkach staram się wymknąć. Dziecina wówczas otwiera oko i rozpoczyna wycie. Wymusza tym samym moją ciągłą obecność. Jeśli cudem udaje się jej usnąć, zazwyczaj budzi się po 20 minutach pierwszego snu i znów wyje zanosząc się.

Uspypianie zaczyna się od nowa. Dziecina pada i śpi powiedzmy do drugiej. Wówczas rykiem wymusza wzięcie jej do mojego łóżka i śpi do piątej. Często przez sen chlipie jeszcze straumatyzowana. O piątej wypija butlę i śpi do siódmej - do mojego wstania.

Od niedzieli próbuję stosować metodę Fabera Ferbera czyli metodę usypiania przez wypłakiwanie i zostawianie dziecka na coraz dłuższe przerwy. Przez dwa dni był postęp - zasypiała za czwartym razem i to w łóżeczku, niedotykana (ale ze mną wiszącą nad jej uchem i szepczacą do niej).

Wczoraj jednak wpadła w taki amok, że rozwaliła łóżeczko - kołek jednej ramy wysunął się z drugiej.
Pies sąsiadów dostał histerii.
Ja zrobiłam rzecz karygodną, krzyknęłam na nią i zbyt mocnym ruchem położyłam na łóżeczku małego potwora, który kolejny raz wstał przy szczebelkach.
Nie pomogło oczywiście...
2,5 godziny metody Fabera Ferbera skończyło sie wzięciem dziecięcia do mojego łóżka o 23-ciej. W którym to usnęła od razu, wczepiona we mnie kurczowo jak mała małpka.

Metoda Fabera Ferbera nie działa na moje dziecko. Im dłużej zostaje samo, tym mocniej krzyczy i więcej siły w sobie znajduje.
Moje wszystkie błędy - bieganie od razu na jej każde zawołanie, branie jej do łóżka, usypianie przez noszenie i głaskanie odbijają się negatywnie na mnie.
Nina nie umie samodzielnie spać i usnąć.

W dzień jest fajną małą dziewczynką, wieczorem zamienia się w krwiopijcę, upasionego przeze mnie, własnymi rękami, na własnej piersi...

Chyba nie jestem jedyna z tym problemem?

P.S Metoda Fabera Ferbera to nie metoda, to gest rozpaczy wymęczonego rodzica...

niedziela, 26 czerwca 2011

Bubiszon w ostatnim tygodniu swego niemowlęctwa postanowił uraczyć nas skokiem rozwojowym. Akurat na długi weekend. Co by rodzice przypadkiem nie mieli przespanych nocy i leniwych dni.

Dick Wredniak jeden.

Nasze dziecko postanowiło porzucić niemowlęcą bezradność i stać się małą dziewczynką oraz demonstrować to. Zwłaszcza w kwestii spożywczej. Oraz w kwestii spędzania czasu.

Bo w kwestii snu nadal tragicznie. Usypianie wieczorne potrafi trwać dwie godziny, a w nocy zaliczamy pobudki i wędrowanie małej do mojego/naszego łóżka. Terrorystka po wzięciu jej na ręce i przetransportowaniu zaraz ucicha, co jest ewidetnym dowodem konsekwentnego szantażu. Ulegamy, wszak słabi jesteśmy i liczy się dla nas własny sen. Z Buby stopami na naszej twarzy, byleby był.

Wracając do kwestii spożywczej - Ninoczka umyśliła sobie, że będzie konsumować jak dorosła. Koniec z miksami i przecierami. Liczą się duże kęsy, najlepiej z talerza rodziców. Burritos czosnkowe jak cholera, tosty z serem śmierdziuchem, spaghetti - oczywiście. Tylko niestety, małe rączki nie radzą sobie jeszcze z wyślizgującą się cukinią chociażby. A wyproszone nowe smaki nie zawsze okazują się kulinarnym objawieniem malucha. Jedzenie zatem z perfidią lub wbrew woli Ni ląduje na podłodze. I zaczyna się ryk. "Przecież ja tego nie chciałam!!! Gdzie moja fasolka?!!". I dawajże człowieku ratować, podnosić, nakładać, wycierać, uspokajać.

Szaleństwo! Baby led weaning w wydaniu ekstremalnym!

A do tego dochodzi pasja poznawcza. Musi wszędzie wejść, wspiąć się, wszystko wpakować do pyszczka, obejrzeć, podrzeć. Nie ma pięciu minut spokoju z tym diabłem. Wszędzie demonstruje umiejętność stania, próbuje stać bez trzymania się i dawać kroki. A Ty biegaj, trzymając za rączki i pilnuj, by się nie zabiła.

Taaa...

Każdy okres wieku dziecka odkrywa przed Tobą kolejne stopnie wtajemniczenia Zen jakie musisz osiągnąć, by nie wylądować w kaftanie bezpieczeństwa.

Chociaż...

Taki kaftan przydałby się czasem Nince! Zawiązać, omotać, niech przez 20 sekund ma spętane kończyny... A ja leżę i piję kawę...

czwartek, 23 czerwca 2011

Pomyślałam, że z okazji dnia Ojca zamiast rozpływać się w zachwytach na Małżem jako tatą wstawię tu dla Niego jakiś symboliczny wiersz. W końu cały blog jest laurką dla niego. 

A że nie pamiętam takowego, ruszyłam w sieć.

I oczywiście ciśnienie mi skoczyło :). Wiem, dzieci muszą mieć poukładany świat. Wiem, że tak jest - to mama często pierze, a tata wbija gwoździe. Tylko dlaczego nie napotkałam wiersza o ojciu piekącym ciasto i mamie puszczającej latawce?

Jestem ciekawa czy to u nas tak wygląda, czy np. w literaturze zagranicznej dla dzieci można znaleźć inny obraz rodziny? W końcu są książki o dwóch tatusiach, mamusiach... 

Oto niektóre fragmenty, które mnie rozwaliły, inne rozbawiły:

Tu mamy typowego ojca, który chodzi z teczką i zalega z gazetą na kanapie...

Kiedy już sobie odpoczniesz,

Odłożysz gazetę i teczkę,
To wtedy Tato kochany
Zaproszę Cię na wycieczkę.


Reszta jest za to obiecująca (tylko ten nabożny szacunek do wielkiego świata taty...)

Będziemy razem wędrować
Trzymając się za ręce,
Po piasku pełnym marzeń-
- tylko Ja, Ty i nikt więcej.

Wejdziemy na stare drzewo
Tam, gdzie czarodziej ptak lata
I stamtąd zobaczmy
Wszystkie kolory świata.

Porozmawiamy sobie spokojnie
O gwiazdach i rakiecie,
O skarbie, tym za szafą
I Twoim Wielkim Świecie.

A gdy już zejdziemy na ziemię
Tuż przed podróży końcem
Szepnę Ci Tato nieśmiało:
Pamiętaj, Ty też byłeś chłopcem!

(autor/ka mi nieznany/a)


Tu mamy ojca, który pomoże matce, ale kiedy ta już nie wyrabia z robotą... I zasłania się gazetą. I trzeba go oswajać...

Do czego służy tatuś?

Do czego służy tatuś? Na przykład do prania,
kiedy za dużo pracy miewa w domu mama.
Do trzepania dywanów, jazdy odkurzaczem,
do chodzenia z córeczką na lody na spacer.
Do wbijania haczyków w twardy beton ściany,
Wtedy, gdy nową szafkę lub obraz wieszamy.
A kiedy się gazetą, jak tarczą zasłania
przynoszę kolorową książkę do czytania.
I razem wędrujemy do ostatniej strony...
Do tego służy tatuś dobrze oswojony!

(W. Faber)

U Natalki Kukulskiej ojciec śpi i olewa dziecko...

Dlaczego biedronka jest mała?
Czy może być morze bez dna?
Czy każda królewna ma pałac?
I czy on jest ze szkła?
Dlaczego raz jestem nieśmiała,
A potem to brykam aż wstyd?

Co powie tata, co powie tata?
Co tata mi powie, co na to odpowie mi dziś?
Co powie tata, co powie tata?
Czy znów się wykręci, czy dziecko zniechęci - on śpi!

Skąd wzięły się mrówki w słoiku?
Czy lepiej mieć kota, czy psa?
Dlaczego wciąż mówią: bądź cicho.
Przecież głos mam i ja.
Czy można pokochać ślimaka?
Skąd wzięły się burze i mgły?

Co powie tata, co powie tata?
Co tata mi powie, co na to odpowie mi dziś?
Co powie tata, co powie tata?
 Czy znów się wykręci, czy dziecko zniechęci - on śpi!


A tu mamy feministyczy bunt! HURA! Nareszcie! (Aczkolwiek niefajny jest język i rzeczywistość tego wiersza - zaraz widzę jakieś patologie...)

Na wagary

Nasi tatusiowie
Zamkną się w pokoju i oglądają mecz,
A ty pierz koszule, a ty ciasto piecz.
I podaj im jedzenie i umyj po nich gary.
Mamusiu dość tego ! idziemy na wagary !
Na wagary, na wagary, mama z córką,
Na wagary, na wagary przez podwórko.
Na wagary, na wagary gdzieś do parku.
Jak najdalej od tych chłopów i od garnków.
My znamy od pokoleń domowe ABC,
A teraz na nich kolej, niech oni uczą się.
A jak się już wykształcą przy pralce i wśród garów,
To mama z córką wrócą do domu z tych wagarów.
Z tych wagarów, z tych wagarów gdzieś do parku,
Powrócimy punktualnie jak w zegarku.
Powrócimy kiedy skończą edukację
I spytamy – Co nam dacie na kolację ?
 Co ? Puste gary ? 
No to wracamy !

(autor/ka mi nieznany/a)

Za to jak czytam ten, to widzę trochę Małża i Ninę w przyszłości... Choć trudno mi ją wyobrazić sobie w sukience, tego małego ancymona...(ta sukienka w wierszu też jest znamienna). Ale łezka się zakręciła... Zresztą, już teraz chodzą na takie wyprawy.

Spacer z z tatą

A kiedy będzie słońce i lato
pójdziemy sobie na spacer z tatą.
Ja będę miała nową sukienkę,
Tato będzie mnie trzymał za rękę.

Pójdziemy wolno, prosto przed siebie,
Będziemy liczyć chmury na niebie,
Będziemy liczyć drzewa przy drodze,
Będziemy skakać na jednej nodze.

Miniemy kino, przedszkole i aptekę,
Jeszcze spojrzymy z mostu, na rzekę,
Jeszcze okruchy rzucimy falom,
Kupimy w kiosku różowy balon.

Kiedy będę już bardzo zmęczona,
Tato posadzi mnie na ramiona
(tacy będziemy jak nikt, szczęśliwi).
A wokół ludzie będą się dziwić,
I wszyscy będziemy patrzyli na to,
Jak na barana niesie mnie tato.

(M. Mrózek - Dąbska)

I ten jest taki zwyczajny, ludzki...

Kocham Go!

Kocham mojego ojca.
Chodzę z ojcem na spacer.
Wtedy jest tyle słońca,
Wtedy nigdy nie płaczę.

Idziemy z tatą do parku
Albo idziemy nad Wisłę,
Bawimy się w chowanego,
W zielone gramy – listkiem

Lubię, kiedy mój tatuś
Wraca z pracy do domu.
JA zawsze mojemu tacie
Mogę powiedzieć: - Pomóż...

Gdy się zepsuje latawiec,
wrotki, samochód lub rower,
mój tatuś rower naprawi
I dalej - ruszaj w drogę!

To tatuś mi opowiada
o gwiazdach i ptakach w obłokach.
Dlatego mojego tatę
tak bardzo, bardzo kocham.

(T.Kubiak)

Ten też sympatyczny - i tata robi kakao!

 „Mój Tata”

Mój tata codziennie rano
budzi mnie szeptem wesołym…
„Wstawaj, kochany śpiochu,
czas już pojechać do szkoły”.

Parzy gorące kakao,
Kanapki stawia na tacy.
Przed szkołą mach mi ręką
i jedzie szybko do pracy.

A kiedy lekcje skończone,
obok siebie siadamy.
Mam sto pytań do taty
i sto pytań do mamy.

Suszymy razem zioła,
wiek drzewa rozpoznajemy.
Zbieramy ciekawe kamienie
ukryte głęboko w ziemi.

Chcę być taki, jak tata-
mądry, dobry wesoły.
I także codziennie rano
odwozić syna do szkoły.

(autor/ka mi nieznany/a)

To ja może lepiej przestanę szukać i pójdę zrobić obiad z okazji Dnia Taty, bo właśnie wracają ze spaceru:P :D
 

 P.S Chciałam tutaj złożyć życzenia mojemu Tacie. Do dziś pamiętam, jak mi przywiózł wytrzaśnięty spod ziemu plakat z filmu Podróże Pana Kleksa;)

wtorek, 21 czerwca 2011

Słoń mi na ucho nadepnął.

Jak sądzę nieskromnie, mam poczucie rytmu, uwielbiam też tańczyć (najchętniej z zamkniętymi oczami...),  ale talentu muzycznego natura mi poskąpiła. Oj poskąpiła..

A przecież nic tak nie łagodzi obyczajów i nie kształci dziecięcia jak muzyka.
Nucę więc Nince, czasem tańczymy. Puszczam jej też dziecięce piosenki.
Jakiś czas temu mój repertuar ograniczał się do kultowych utworów z serii Akademii Pana Kleksa, przebojów Fasolek, piosenek z dobranocek, standardów typu z Popielnika na Wojtusia, paru utworów Tęczowego Music Boxu czy Natalki Kukulskiej.
Małż zaś puszcza Bubie późniejsze płyty Beatlesów z jego kolekcji, a nawet Metallikę. Dziecię reaguje zachwytem.

Stwierdziłam, że czas poszerzyć horyzonty. Do snu nucę Bubie Twinkle little star, i Mro iło do muzyki Lorenza z filmu Bandyda. W czasie zabaw podśpiewuję Itsy Bitsy Spider i Wheels on the bus. I szukam więcej. Mąż nawet stwierdził, że odkąd śpiewam Bubie, zaczynam nawet trafiać w tonację :P Odbywa się zatem także moje kształcenie słuchu:)

Zaczęłam szukać na You Tube i nie tylko. I szczerze - często dziwi mnie muzyczna i wizualna tandeta oferowana dzieciakom. Piosenki stworzone na keyboardzie jednym palcem, obrzydliwie odpustowe obrazki, discopolowe aranże, przetworzone komputerowo koszmarki typu Bebe Lilly. Mówię takiej tandecie "nie", choć wiem, że często się podoba i wpada w ucho dzieciakom. Ale to chyba nasza, rodziców, rola by podsuwać to co sympatyczne, pozytywne, fajnie zrobione?

Dlatego założyłam muzyczny kanał Kiddie na you Tube. Dla mam, które chcą jednym przyciskiem puścić dziecku zaufaną (mam nadzieję) playlistę. W przypadku nowych utworów pomógł mi serwis Qlturka oraz magazyn Gaga (oba serdecznie polecam). Podzieliłam kanał na playlistę edukacyjną, kołysanki, utwory kultowe oraz nowe i polecane.

Będę starała się dorzucać nowe pozycje. Podrzuccie proszę swoje propozycje. Niekoniecznie piosenek stricte dziecięcych, ale takich jakie lubicie i lubią Wasze maluchy.

Słuchacie muzyki z dzieciakami? Tańczycie z nimi? Kształcicie słuch??

P.S Dziękuję Marii za kilka linków. A Ladetetre znów za inspirację;)

Tagi: dzieci muzyka
09:15, aeidenn
Link Komentarze (17) »
piątek, 17 czerwca 2011

Wiele z nas zanim zostało matką, z nudów na zwolnieniu przez porodem i z powodu nadmiaru wolnego czasu (o matko!wolny czas!) robiło sobie różne założenia dotyczące swojej wizji macierzyństwa.

Nie byłam wyjątkiem. Dużo rozmyślałam o tym, jaka będę i jaka nie będę.

Wiele moich założeń o kant d... można rozbić.

Rzeczywistość i jej skrzek znacznie wpłynęły na moje możliwości i chęci.

A rządzi nimi król zmęczenie i książę brak czasu. 

Co się zmieniło w stosunku do założeń?

Miałam nie kupować słoiczków, tylko gotować. Oczywiście kupuję je, choć nadal gotuję, ale mrożę porcje i wyciągam je jak królik z kapelusza. Słoiczki jednak ratują mi często życie, choć ruinują porfel. 

Planowałam, jak to aktywnie będę spędzała czasz  Ninką, edukowała przez zabawę. Na początku uczyłam ją bobomigów, ale moje pójście do pracy skutecznie zapobiegło dalszemu rozwojowi jej komunikacji niewerbalnej.

Miałam jej czytać 20 minut dziennie, codziennie. Jak tu czytać, kiedy dziecię nie usiedzi 5 sekund i bardziej jest zainteresowane koszem na śmieci/lampą/telefonem/komputerem?

Miałam nie robić jej zdjęć z gatunku kompromitujących czyli np. z obiadową paciają na buzi. Oczywiście ma takich parę, i uważam, że są przesłodkie.

Miałam nie zachwycać się słodyczą mojego dziecka, nie rozczulać nad jego umiejętnościami, nie wpadać w ekstazę na widok mmsa od niani z jej zdjęciem. Taa.

Miałam chodzić z nią częściej na basen. Byłyśmy dwa razy, choć basen jest po drugiej stronie osiedla. Do logistyki basenowej przydatne są dwie dorosłe osoby, a kiedy Małżon przyjeżdża, nie składa się nam jakoś.

Miałam dużo do niej mówić, stymulować ją. A kiedy wracam z pracy jestem tak skonana, że ledwo wyduszam z siebie "a co to za mądra Ninusia mamusi?".

Miałam prowokować zabawy edukacyjne, manualne, rozwijające zmysły. Tymczasem Buba sama sobie wybiera to co ją interesuje. Czasem papier, czasem walenie w garnek, czasem szeleszczenie torbą. W pompce ma zabawki edukacyjne i sortery. Pakuje wszystkodo buzi jak odkurzacz, gada jak szalona i poznaje świat po swojemu.

Tak to moje obietnice się rozpływają, a w tle słyszę grobowe "ha ha ha" mojego alter ego.

A jakie Wasze obietnice rozpłynęły się we mgle? 

środa, 15 czerwca 2011

Homoseksualne rodzicielstwo pojawia się w szerszej społeczności w serialach. I to zagranicznych (np. Greys Anatomy czy L Word). Albo dzięki co jakiś czas pojawiającym się artykułom w prasie opiniotwórczej.

Homoseksualne rodzicielstwo  naszym kraju istnieje, tylko o nim nie mówimy głośno i nie myślimy na co dzień.

Wczoraj kumpela opowiedziała mi o znajomej parze dziewczyn, które są po trzecim zabiegu inseminacji. Znalazły ginekologa, który zgodził się wykonać te zabiegi na kasę chorych. (Jeden z nich kosztuje ok 1000 zł). Dziewczyny ponoszą typowe koszty plus każdrazowo koszt nasienia - ok. 200 zł. Ciekawostka - mężczyzna może być dawcą nasienia maksymalnie 8 razy. A to po to, by nie mnożyć ewentualnych anonimowych dzieci, jakie potem mogłyby się spotkać i "krzyżować"...

Zaczęłam zastanawiać się z iloma przeszkodami muszą zmagać się kobiety homoseksualne chcące mieć dziecko.
Już samo ujawnienie lekarzowi tego faktu może spotkać się z napiętnowaniem. A co później, przy porodzie i w trakcie wychowywania i pielęgnacji dziecka?
Tylko jedna osoba jest formalnie matką, druga nie ma prawa występowac jako rodzic.
Co z decydowaniem o losach dziecka, udzielaniem informacji medycznej?
A co ze staraniem o żłobek, przedszkole, gdzie trzeba wpisać dane obojga rodziców?

Jeśli dziecko jest efektem inseminacji od anonimowego dawcy, czy trzeba szukać kolegi geja, jaki zgodzi się występować jako tata w papierach?
A może wystarczy podawać się za samotną matkę, wbrew rzeczywistości?
Kobietom jest nieco łatwiej, mogą mieszkać razem podając się za mamę i przyjaciółkę, obie publicznie mogą przytulać dziecko.
A co z gejami? To osobny temat.

Same problemy i zero prostych odpowiedzi.
Czasami marudzę na temat trudności logistycznych jakie mnie spotykają. Dopiero zetknęcie z "mamami drugiego obiegu" uświadamia, czym mogą być prawdziwe problemy...

P.S Rudy_eco podesłała mi linka do apelu o rejestrację związków partnerskich. Jeśli jest to w zgodzie z Twoimi poglądami, podpisz!

P.S 2 Świadomie nie poruszam w poście kwestii dzieci ze związków homoseksualnych, to inny temat, a za mało wiem by się wypowiadać. Poruszam jedynie kwestię organizacji życia takiej rodziny.

wtorek, 14 czerwca 2011

Stało się!
"Ja wiedziałam, że tak będzie
Aha, aha
Ja wiedziałam"

Tata, tata, tatatta...



Moje dziecko postanowiło nagrodzić swojego zakochanego po uszy ojca pierwszym świadomym, jak nam się zdaje, słowem.
W weekend kiedy wchodził do pokoju, skierowała się ku niemu, nadając  swoje "tatatata ta".

Podobnież w obecności niani tego nie robi, w mojej też. Coś jest zatem na rzeczy.

Wczoraj zadzwoniłam do Małżona do Dalekiego Miasta. Swoim zwyczajem przełączyłam na telefon na głośnomówiący.
Po pierwszych czułych frazach Małża: "Bubo, Myszko, Pyszczorku!" Ninka rozjaśniała czteroipółzębnym uśmiechem i wydobyła z siebie radosne "tatatta", po czym przystąpiła do wyrywania i zjadania telefonu. Być może miało to naśladować całuski z Tatą:)

A świadomego "mama" nadal się nie doczekałam. Coś tam marudzi pod nosem, ale najbardziej wydaje z siebie ten odgłos, kiedy radośnie konsumuje. Słychać wówczas "am am am mama". Oprócz oczywistej onomatopei jest to z pewnością kwestia matki karmicielki, tudzież wrodzonej po mamie miłości do jedzenia. Istne food porn!

Mam również wrażenie, że dziecina zaczyna naśladować wymawiane przeze mnie wyrazy. Rano witam ją zawsze (i niania jak wchodzi) słowem "cześć". Dzisiaj po przebudzeniu wydała z siebie "sies" i trąciła mnie, bym wstała.
Wczoraj zaś pokazałam jej smoczek, nazwałam go i usłyszałam zwrotnie coś jak "otek".
W momencie kiedy coś spadnie na ziemię, wydaje zaś z siebie coś jak bdeeng (brzdęk).

Czyżby następowało wejście w okres rozwoju mowy?

Nie mogę się doczekać dialogów z nią!

A u Was jakie było pierwsze słowo?

Tagi: dzieci scenki
13:09, aeidenn
Link Komentarze (10) »
niedziela, 12 czerwca 2011

Wczoraj wybraliśmy się na spacer na Morasko - leśno-polny rejon Poznania, gdzie można znaleźć stawik z kaczkami i łabędziami oraz zagrodę kucyków.

Bubiszon wystąpił w spodniach, jakie ja nosiłam około 29 lat temu...Wyglądała jak córka farmera. (BTW, wczoraj w Wysokich Obcasach był artykuł o blogerce- milonerce -farmerce:)Zamarzyło mi się utrzymanie z bloga i bezstresowe życie, ale wolałabym być blogerką z Nowego Jorku jak Adamant Wanderer, odkryta przeze mnie dzięki Ladetre, niż blogerką z farmy)

Zapinając Nince oldskulowe szelki wzruszyłam się - przede mną wierzgał mały dowód na nieustanny korowód pokoleń...

A Wy, macie zachomikowane swoje ubrania, zabawki - czy Wasze mamy trzymały je dla Waszych pociech?A może zachowujecie ubrania swoich dzieci dla potencjalnych wnuków?

 

piątek, 10 czerwca 2011

Nina jeszcze nie wymawia pierwszych słów. Za to nadaje namiętnie w swoim własnym języku - żargonie dziecięcym. Non stop i bardzo głośno.

Kompletnie nie interesuje się zabawami manualnymi. Nie wkłada klocków do sortera, nie wykonuje poleceń typu "daj", "włóż". Ucieka do swoich zajęć. ale za to obserwując mnie podpatrzyła jak robię zdjęcia lustrzanką (rodzaj aparatu jest tu o tyle znaczący, że to duży aparat z mnóstwem przycisków) Jeśli aparat leży na podłodze, Ni zbliża się do niego w tempie odrzutowca i bezbłędnie naciska ten jeden przycisk migawki, robiąc foty

Olewa książeczki dziecięce. Za to chętnie "czyta" i zjada nasze czasopisma.

Nie umie się skoncetrować na dłużej niż pół minuty. Za to ma w sobie tyle pasji poznawczej, że obdzieliłaby troje dzieci. Wszędzie jej pełno.

Nie interesuje jej pokazywanie, gdzie mama ma nosek. Za to chętnie wkłada do maminego nosa palce i eksploruje go organoleptycznie.

Nie chodzi. Za to wspina się gdzie popadnie, namiętnie i nieustannie. Wszędzie wejdzie, wszędzie zajrzy, wszystko wpakuje do buzi.

I tak dalej.

Dyskusje o dziecięcych umiejętnościach przewalają się przez fora i w rozmowach w piaskownicy. Mamy wzajemnie podgladąją swoje dzieci, chwalą się albo sobie zazdroszczą.

Ekscytacja i zamartwianie trwają.

Przecież intuicyjnie czujemy, że nasze dziecko jest wspaniałe, mądre, jedyne w swoim rodzaju i fantastyczne...

Jakim cudem jeszcze nie radzi sobie z tak prostymi rzeczami?

Czy źle się rozwija?

Czy może jest za mało stymulowane?

A może to mały leń?

Wyścig mam i porównywanie dzieci trwają.

Przypuszczalnie szkodliwe są poradniki. W książce "Pierwszy rok życia dziecka" rozdziały zaczynają się zestawem tego, co dziecko powinno robić w danym miesiącu życia.
Ale to co szkodliwe siedzi głównie w naszych głowach i pewnie jest trudno lub nieusuwalne.

To mieszanka dumy, miłości z poczuciem winy i niepokojem.

Miłość do dziecka wydaje mi się być zawsze podszyta lękiem, mniejszym lub większym w zależności od osobowości. O zdrowie, bezpieczeństwo, rozwój, o zapewnienie najlepszej przyszłości.
Jest także chyba emanacją naszego egoizmu. Dziecko jest przecież cząstką nas, obiektem dumy i projekcji wyobrażeń i marzeń.


Jeśli kochamy, kochamy zazwyczaj za coś, albo mimo czegoś.
A czy w przypadku dziecka umiemy kochać?
Kochać z kropką na końcu.Bez wszystkich "bo", "za", "pomimo"?
A może się tak nie da?
Może wymaga to najpierw bezwarunkowego pokochania siebie, pogodzenia się ze sobą?
A to już wyższa szkoła jazdy...

czwartek, 09 czerwca 2011

Specem od kinderbali nie jestem...

Aczkolwiek sto lat temu byłam atrakcją balu urodzinowego siostry, podczas którego usiadłam na talerzyku z deserem bananowym. Siedmiolatki przez rok jeszcze wspominały tę atrakcję - wiekszą niż przygotowane przeze mnie konkursy z podziałem na grupy i przecudnej urody medale. :)

Urodziny dziecka mogą być  okazją do spotkań i celebracji, ale także siarczystych przekleństw pt. "oż fuck mać, znowu muszę się wykazać jako pani matka i pani kucharka" - co jest tym bardziej możliwe z uwagi na kompletny brak czasu przy małym dziecku... Lub całkiem zrozumiały brak chęci. Nie każda kobieta realizuje się w czymś takim.

Ja zaliczam się do kategorii matek-zrób-to-sama i matek zaplanuj-to-sama. Mimo braku czasu przyjemność sprawia mi planowanie niespodzianek i radosnej konsumpcji. Jednym słowem, porównując życie do prezentu, opakowanie jest dla mnie równe ważne jak zawartość.

Aby uniknąć katastrofy w czasie imprezy warto pewnie zastosować się do prostego algorytmu pt. dziecko najedzone wcześniej - wyspane - przewinięte - w wygodnym ubraniu plus minimum gości i nowości. I tak najpewniej soczek wyląduje rozsmarowane na podłodze, maluch dostanie histerii na widok wąsów wujka i wypluje torcik na odświętną bluzkę mamusi.
Tego nie jesteśmy w stanie opanować, ale za to jesteśmy w stanie a)zakupić wiktuały i ewentualne dekoracje b)zdać się na wersję DIY.

Wyszperałam linki dla mam optujących za drugą wersją. Dla których dziubanie ozdóbek i ciasta jest przyjemnością i jest ważne. A inne mamy udadzą się do marketu i zakupią co trzeba. Albo i nie.:)

Zaproszenia

Jeśli chodzi o produkcję zaproszeń, nie znam nic prostszego a efektownego niż Smilebox


Tort

Wyszukałam parę dekoracji tortów jakie da się zrobić w polskim domu i które nie są amerykańskie do cna (np. jaskrawoniebieskie lub składające się z samych Smarties i żelków)

Co jeść?


A w co się bawić?

Polską tradycją jest pokazywanie dziecku przedmiotu do wyboru, co ma wróżyć o jego przyszłości. (ostatnio widziałam zdjęcie małego Michałka z krzyżem i kielonkiem w ręku, co wg mnie wróży, że będzie trunkowym księdzem:P). (jeśli to wdrożę w życie, to na zasadzie zabawy - wybieraj dziecino: książka, komputer czy aparat fotograficzny i z mojego doświadczenia - pchwyci aparat...)

Natomiast może zaproponować coś innego? Znalazłam kilka propozycji.

Dla gości

  • Zabawa - wybór zdjęć dziecka z różnych miesięcy i zagadka dla gości - z jakiego miesiąca pochodzą
  • Prezentacja krótkiego(!) filmiku z montażem najfajniejszych scenek z pierwszego roku (lub zdjęć)
  • Zagadki na temat wiedzy o dziecku - kiedy pierwszy raz usiadło, wstało itd. lub jego ukochanych zabawek itd.
  • Księga życzeń - prosimy gości o wpisanie życzeń, wskazówek, treści jakie ma przeczytać nasze dziecko kiedy skończy 18 lat. To nie tylko życzenia zdrowia i pomyślności, ale coś co chcielibyśmy aby było ważne i symbolizowało nas. Może to treść piosenki?Albo wiersz?albo tytuł książki?Film?
  • Wspominki -  na temat naszych najfajniejszych wspomnień z dzieciństwa


Dla dzieciaków

  • plac zabaw czyli wydzielona część pokoju z matą i toną zabawek
  • domek kartonowy - udekorowanie dużych pudeł na wzór domków i przeszkód, umożliwienie maluchom eksploracji terenu
  • pinata na sznurku - na pewno kojarzycie pinatę w postaci zwierzątka, w które dziecko ma uderzyć a wysypią się cukierki. Opcją dla roczniaka jest piniata do pociągnięcia za sznurek. A wysypywać mogą się drobne zabawki czy małe przekąski dla dzieci. Tudzież upominki dla gości (tzw favors)
  • odciskanie rączki dziecka w glinie czy masie solnej na pamiątkę


Prezenty unikalne

  • piszemy list do naszego dziecka, który przeczyta jako świadoma osoba
  • tworzymy książeczkę do czytania z historyjką o dziecku, a na stronach wklejamy jego zdjęcia
  • sadzimy roślinę, drzewo, jakie będzie rosnąć z naszym dzieckiem
  • Kapsuła czasu - pudełko, do jakiego zapakujemy przedmioty ważne, ale już nie używane przez dziecko (smoczek, grzechotka, otrzymane gratulacje z okazji narodzin, gazety z dnia urodzin, zdjęcia domu i otoczenia itd.). Kapsułę chowamy i pokazujemy dziecku, kiedy już stanie się nastolatkiem...


Prezenty do kupienia i zrobienia
O tym już było tu i tu


Uff!
To by było na tyle.

Moze  komuś się przyda:)

Zakasuję rękawy, 3 lipca i urodziny Ni już niedługo.:)

 
1 , 2

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers