Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
środa, 30 maja 2012

Dziś będzie niedzieciowo.

Dziś będzie piekarniczo.

Zostałam zarażona! Choroba rozprzestrzenia się błyskawicznie, można rzec, że rośnie jak na drożdżach (dzikich!)

Zarażona zostałam pieczeniem domowego chleba:)

Otrzymałam od koleżanki z zajęć zakwas z mąki żytniej. I zaczęło się eksperymentowanie!

Od kilku tygodni co parę dni nastawiam wieczorem zaczyn i dzielnie raniutko wstawiam ciasto do piekarnika, wyjmując o ósmej chrupiący, pachnący i zdrowy chleb.

Chciałam Was też zarazić, to naprawdę nie jest trudne, udaje się nawet mi, która to nie mam absolutnie talentu do pieczenia. Jedynym wyzwaniem dla niecierpliwców jak ja jest oczekiwanie - na wyrośnięcie zaczynu i rośnięcie ciasta.

Ale - warto czekać. Ninka zajada się chlebem jak delicjami, my również.

Korzystam z tego przepisu  - i na razie chleb zawsze się udaje:) (wczoraj zdradziłam go, zrobiłam zły eksperyment - chleb kukurydziano-pszenny i wyszedł mi kompletny gniot). Mały trick podpatrzony u blogerów - wstawiam chleb do zimnego piekarnika, a na dno kładę formę wypełnioną wodą - to para podobno pomaga w wyczarowaniu tej chrupiącej skórki i miękkiego miękiszu).

A zakwas poszedł między ludzi - dziś piecze moja niania, jestem ciekawa jakie będą tego efekty.

Chwalę się moim wykonem piekarniczym i dajcie znać, czy również pieczecie?

Zdarzyło mi się także upiec bułki pszenne na drożdżach, ale one  - bez polepszaczy - czerstwieją po jednym dniu. A chleb na zakwasie, wzbogacony o siemię, dynię, słonecznik - pozostaje miękki do ostatniego okruszka.

Tagi: dom kuchnia
23:01, aeidenn
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 maja 2012

Z okazji dnia matki będzie coś o ojcu - przekornie. Coś, co mówi o nim i jego troskliwości...

Ninka z tatusiem zgodnie z ich rytuałem szykowała się dziś na dwór. Na hasło "spacer" czatowała już w drzwiach z wózeczkiem z lalką, którymi de facto przestaje się interesować po sekundzie spaceru i  musimy je ciągać za sobą podczas gdy ona zasuwa z motorkiem w 4 literkach.

Tatuś krzątając się: Ninko, nie zabieramy wózeczka.

Ni: [niewzruszona czeka w pozie bojowej]

Ja [władczo]: Lalę możecie zabrać, tatuś najwyżej spakuje do plecaka...

Tatuś: Ale może się nie zmieścić...

Ja: A co tam jest, że jest aż tak wypchany?

Tatuś: Jak to co? Tetra, pampers, chusteczki nawilżane, chusteczki higieniczne, bluza, picie, pudełko z chlebkiem, jabłko, plastry, woda utleniona, psikacz na komary, smoczek, skarpetki na wypadek zimna, piłka...

---

Nie wiem czy kojarzycie film z Michelle Pfeiffer i młodym i niesiwym jeszcze George Clooneyem.

Pfeiffer jako matka pod presją czasu i wymogów pracy w pięć minut wyczarowuje z zawartości swej codziennej torby kostiumy superbohaterów dla dwójki dzieci. 

Torba Pfeiffer kojarzy mi się z superplecakiem supertaty...

A scenkę można zobaczyć tu, od 06:50

środa, 23 maja 2012

Podpatruję sobie życie tego małego ludzika, który nie potrafi jeszcze składać zdań i wymawiać wielu wyrazów (a te które wymawia często przekręca). Widzę wtedy małą nieporadną dziewczyneczkę, moją córeczkę, maleństwo.

A jednocześnie jej mowa ciała - język gestów i mimika pokazuje mi jak ta dziewczyneczka jest błyskawicznie rozwijającym się stworem, uczącym się zachowań społecznych i empatii.

O podpatrywaniu matki swej było już.

Uwielbia się "malować" pędzlem do pudru i domaga się perfumowania zaciągając się przy okazji zapachem z nadgarstka. Od mojej kuzynki Oli dostała śliczne torebusie, które z zachwytem nosi (musi mieć też włożoną do nich swoją zabawkową komórkę, z której "dzwoni" do babci "Loli"). Buty i staniki też mi już zabiera. Nie omieszkuje paradować w nich po domu ku uciesze rodziców.

A do tego odczytuje bezbłędnie i błyskawicznie emocje. Spróbujże przy niej nieco się pozłościć czy posmucić! Dziecko wpadnie w depresję!

Potrafi rozpłakać się straszliwie na bajce (np. kiedy przygnębionemu pingwinowi Pingu ma się wykluć rodzeństwo i rodzice nie mają dla niego czasu). Emocjonalne reagowanie na film ma chyba po mnie - podobnież zresztą ja też jako dziecko krzyczałam do telewizora, ostrzegając dramatycznie Pszczółkę Maję przed Teklą.

Wiąże zdarzenia z przyczynami. Kiedy pan mąż położył się zmęczony "na sekundę" na macie piankowej i w tejże sekundzie zasnął, Ni podeszła do niego na paluszkach szczepcząc "Męcony, Piii" (zmęczony, śpi) i pogłaskała po głowie.

Dzieli się. Jedząc kolację, domaga się podania Misia Ocia, i karmi na przemian siebie i jego ("jec, prose").

Opiekuje się. Przed snem kładzie nieporadnie wszystkie lalki i misie pokotem spać do jednego wózka (wygląda to nieco makabrycznie),

Generalnie codziennie pokazuje nowy chwytający za serce trick.

Tak to natura sprytnie wymyśliła...


czwartek, 17 maja 2012

Dzisiaj zdarzyło się coś wyjątkowego...

Mianowicie moje dziecię przespało ciągiem całą noc, bez pobudek, nie licząc małego stękania dla zaznaczenia swojej obecności, ukojonego cichym rozespanym "śpij, śpij".

Kiedy rano obudziłam się na dźwięk budzika o 6:50 ogarnęło mnie przemożne uczucie paniki.

AAAAA!!!!

Czy moje dziecko żyje?????

Czy ona oddycha?????

I natychmiastowy sprint do łóżeczka, po to by z ulgą stwierdzić, że maluch wtulony rozkosznie w swoje białe baranki oddycha równo we śnie.

Tak.

Przespanie nocy jest u nas czymś nadzwyczajnym, wartym odnotowania. Historycznym.

Budzącym panikę!

Ale nie mam złudzeń, że to uczucie "prawie wyspania" i ... wolności pozostanie

wtorek, 15 maja 2012

Wchodzimy do domu po zakupach i spacerze. Buba nagle radośnie zakrzykuje:

Ni: Żulik!!!

Ja [pełna konsternacja i przyrodzone matce włączenie trybu analizy otoczenia w celu odnalezienia przedmiotu zainteresowania latorośli]: Jaki żulik kochanie?? Czy masz tak podłe zdanie o swych rodzicach???

Ni: Misio!!

Ja [zaczyna coś mi świtać; mój wzrok pada na jej sweterek zawieszony na wieszaku w przedpokoju, na którym widnieje facjata Prosiaczka z Kubusia Puchatka; dusząc się ze śmiechu odpowiadam]: To??? To jest Prosiaczek kochanie. Prosiaczek, przyjaciel Kubusia:)

Ni: Pijaczek!!

Ja: [śmiejąc się w głos]: Możliwe kochanie, ale w wersji dla dorosłych:)))

--

Jedziemy na spacer. Buba ma manię nazywania każdego przedmiotu i osoby, których nazwę zna. I domaga się potwierdzenia swoich wykonów.

Ni: Jejej!!

Ja: Mhmmh

Ni: JEJEJ! JEJEJ!

JA [zmęczonym głosem]: Tak kochanie to jest rower. Może się nauczysz jak się to wymawia? Powiedzo RO..

Ni: Rrrrro!

Ja: Brawo! A powiedz WERRRR

Ni: WEEER!!!

Ja: Super! A powiedz teraz ROWER!

Ni:[dumna jak paw]: JEJEJ!!!!!!!!!!

---

I tak to Bubiszon każdego dnia dostarcza nam rozrywek i zagwozdek lingwistycznych:)

środa, 09 maja 2012

I stało się wydarzenie na skalę światową, a świat się zatrząsł w posadach.:)

Parę dni temu moje dziecię podczas rytualnego usypiania obdarzyło mnie pierwszym spontanicznym werbalnym wyrazem miłości. 

"Chocham!" -  zawołała wesoło, przyciągając mnie za szyję, całując soczyście w oko i momentalnie rozjaśnione radością oblicze.

Niezapomniane i uszczęśliwiające. Zwłaszcza w tygodniu, kiedy mam ochotę skurczyć i wytworzyć grubą skórę uodparniającą na rozmaite formy emocjonalnego rażenia prądem i zimnych szpileczek.

Ciesz się kobieto tym czasem!

Choć przez krótką chwilę możesz być przynajmniej dla jednej osoby na świecie kimś NIEZWYKLE ZNACZĄCYM. I to nawet kiedy jesteś sobą do bólu.

Zapamiętaj to.

wtorek, 08 maja 2012

Wiecie jak to jest, kiedy ma się dużo dobrych chęci, ale niezbyt dużo cierpliwości i równie mało drygu w palcach?

Tak to jest z moim szyciem i robótkami ręcznymi:)

Niemniej zaparłam się aby uczynić wykon artystyczny aby Bubcia otrzymała zestaw filcowego jedzonka od rodzicielki wykonany "tymi ręcyma". 

Zamówiłam filc na Allegro i w weekend zabrałam się do pracy, skutkiem czego powstało filcowe jajo, nieprzemyślane jeśli chodzi o grubość, pewnie z nieszczęsnej kury z chowu klatowego :), kromka chleba ze skórką, ser i pomidor (na estetyczne wykonanie miąższu już zabrakło sił:)) oraz cupcake z truskawą na czubku.

No i ponieważ taka to rzadkość i Reuters powinien wspomnieć o tym, muszę się pochwalić swoimi potworkami. 

Oto mój wykon (kanapka ozdobiona dodatkowo dla smaku sałatą z ikeowskiego zestawu).

I wiecie co?

Niezgrabne toto i średnio staranne, co nie przeszkadza córce częstować nas i przygotowywać kanapkę.

Czyli działa.

I to chodziło!

Filc leży i kwiczy, żeby coś znów wymyślić. Może np. łatwe pancakes z bananami ?

 

 

niedziela, 06 maja 2012

Ninka 3 maja skończyła 22 miesiące. Jednym słowem wielkimi krokami zbliża się do drugich urodzin. I nie omieszka nam tego sygnalizować każdego dnia coraz wyraźniej.

Od około tygodnia widzimy zwiększoną intensywność protestów wszelkiego typu. 

Schodzeniu po schodach towarzyszy wyrywanie ręki i krzyk samodzielności "sama!".

Jedzenie - tylko samodzielne i absolutnie nie w krzesełku - dokonuje popisów cyrkowych wstając i wyślizgując się z niego jak piskorz.

Spacery - głównie piesze, bo w wózku następuje bunt. Dodatkowo - próby sterowania rodzicami. Jeśli idziemy "tutaj", ona chce "tam" i na odwrót. Zresztą chyba galop z wywalonym ozorem za chichoczącym i biegnącym z dziką prędkością dwulatkiem nie powinien nazywać się spacerem?

Na wszystko odpowiada "nie chcesz" - czyli "nie chcę". Nawet jeśli czegoś chce - na przykład jest bardzo zmęczona i senna protestuje dla zasady."Nie chcesz" pada też testowo i profilaktycznie bez ładu i składu - dla zasady.

Ostatnio  prowadziła próby generalne sama ze sobą przeprowadzając dialog buntownika pomiędzy wewnętrznym dr Jeckyll i Miss Hyde: "Tam? Nieee! Tutaj? Nie chcesz! Pani? Nieeee!" etc.

Protestom werbalnym towarzyszą także pokazy wyginania i pierwsze nieśmiałe jeszcze próby rzucania się na ziemię i darcia szat Rejtanem.

Tracy Hogg w "Języku dwulatka" oprócz całej garści oczywistości stosuje także dość praktyczną typologię. Nazywa dzieci jak moje "żywczykami". A to co pisze to wypisz wymaluj moja Ni:

"Żywczyk. Najaktywniejszy z „chodziaczków” jest istotą na wskroś fizyczną, zwróconą na zewnątrz, często dość upartą i skłonną do brewerii.

Są to dzieci bardzo towarzyskie i ciekawe świata. Wcześnie zaczynają wskazywać rzeczy i sięgać po nie. Podobne zainteresowania przejawiają w stosunku do innych dzieci. Są żądne wrażeń i przygód; chcą wszystkiego spróbować i mają ku temu silną determinację.

Intensywnie przeżywają sukces, gdy uda im się coś osiągnąć.

Żywczyki potrzebują jednak wyraźnie określonych granic, ponieważ bez ich ustanowienia działają jak walec parowy miażdżący i rozgniatający wszystko na swojej drodze.

Kiedy zaczynają płakać, długo nie mogą się uspokoić, trzeba więc zawczasu wdrażać je do ścisłego harmonogramu, ze szczególnym uwzględnieniem snu nocnego. W przeciwnym razie rodzice mogą mieć z nimi tak zwany bal Murzynów, są to bowiem dzieci odznaczające się i niespożytą kondycją i siłą. Bardzo uważnie obserwują opiekujące się nimi osoby.

Betsy, która wspinała się na stolik do przewijania w moim gabinecie, nieustannie „sprawdzała” swoją mamę Randy. W typowym przypadku dziewczynka przyglądała się najpierw czemuś, czego dotykanie było zabronione – np. gniazdku sieciowemu lub tkwiącej w niej wtyczce – po czym zbliżała się do tej rzeczy, oglądając się na matkę i oceniając jej reakcję. Betsy, jak wszystkie Żywczyki, wyróżniała się samodzielnością myślenia. Kiedy była z matką i ojciec chciał go wziąć na ręce, odpychała go.

Właściwe prowadzenie i stwarzanie okazji do wyładowania energii pozwala tym dzieciom pełnić rolę przywódców w grupach oraz cieszyć się sukcesami w dziedzinach, które je interesują."

I co nas czeka wg Hogg niedługo?

"Żywczyki nie patyczkują się z natrętnymi rodzicami – wrzeszczą, tłuką i rzucają przedmiotami." ...

Albo: "Żywczyk nie lubi się dzielić. Nie potrafi też skupić uwagi, kierując ją co chwilę na coś innego. Chaotycznie biega po pokoju, bawiąc się wieloma zabawkami („Pół- diabeł”)."

O słodki losie...

Już zapowiedzieliśmy z mężem sobie - to co nas uratuje przed pół-diabłem to nasze poczucie humoru i de facto to, że na co dzień jesteśmy zdani tylko na siebie  (chociaż mamy pełne wsparcie wszelkiego typu od naszych najbliższych na odległość - za co dziękujemy!).

Pozdrawiam wszystkie mamy żywczyków, które wiedzą o czym mówię...


piątek, 04 maja 2012

Drogich czytaczy proszę o drobną przysługę.:)  

Być może znacie kogoś, kto chciałby kupić komfortowy wózek spacerowy dla dziecka. Na nabywcę czeka śliczna czekoladowa Teutonię Cosmo z kolekcji 2010, jeszcze na gwarancji!.

Wszystkie zdjęcia tutaj. Wózka przedstawiać nie trzeba, a wszystkie szczegóły - mailowo. Gratis dodaję ciepły śpiwór w kolorze szampana.

Pozdrawiamy weekendowo po powrocie znad jezior i z lasów.

Tagi: dzieci
13:36, aeidenn
Link Dodaj komentarz »

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers