Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
wtorek, 31 maja 2011

W przededniu międzynarodowego Dnia Dziecka chciałam pokazać wam trailer filmu dokumentalnego pt.Babies pokazującego życie i rozwój czterech dzieciaczków z czterech skrajnie różnych zakątków świata - Mongolii, Namibii, San Francisco i Tokio.



A tu więcej urywków

Odkąd mam dziecko rozbraja mnie oglądanie zdjęć i filmów z dzieciakami w wieku podobnym do mojego. Dlatego z przyjemnością obejrzę ten film.

Polecam także inny, wcześniejszy dokument pt. La Premier Cri (Pierwszy krzyk) o porodzie.

Jako ciekawostkę przytoczę informację o tym, że w USA podniosła się wrzawa, bo wg prawa kalifornijskiego sytuacja amerykańskiego bohatera filmu podpada pod naruszanie praw dziecka. A to dlatego, że niemowlę - gwiazda filmowa może przebywać przed kamerą tylko 20 minut dziennie, i to w towarzystwie opłaconej pielęgniarki oraz opiekuna, a także mieć powyżej 15 dni życia. Producenci filmu tłumaczą jednak, że zasady te tyczą opłacanych aktorów, a dzieci w filmie nie dostały gaży za to...
Hollywood:)


A Wy, dokumentujecie rozwój swojego szkraba?

Ja przez parę miesięcy fotografowałam Ni obok białej kartki a4, pokazując jej wzrost. Żałuję, że zabrakło mi konsekwencji :( Podobnie w ciąży robiłam sobie autoportret z profilu pokazując rozwój brzucha. Także zabrakło mi sił po pewnym czasie. Skleroza...

Ale może uda mi się coś sklecić na jej urodziny...

Zobaczcie te projekty:)

  

 

Ten projekt na pewno znacie - rodzina od 1976 roku do dziś... Smutne będzie to, kiedy liczba osób na fotografii zacznie się zmniejszać...

Tagi: dzieci filmy
12:37, aeidenn
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 30 maja 2011

Bobas Lubi Wybór. Czyli Baby Led Weaning. Czyli Buba Lubi Wybrzydzać.

Nasza córka postanowiła zostać dużą dziewczyną i konsekwentnie od paru dni odmawia posiłków o konsytencji papkowatej. Zupek, deserków i kaszek. Być może wynika to z przebytej właśnie choroby, wyrzynania się zębów i ogólnego spadku apetytu. (własnie wczoraj trzydniówka wykwitła piękną wysypką, a temperatura minęła).

Niemniej Buba postanowiła konsumować posiłki razem z rodzicami i wybierać potrawy "wyrafinowane" jak rant od pizzy, mintaj, frytki, makaron, cukinia itd. Kaszki z łyżeczki absolutnie nie chce, za to wygrzebać ją z miseczki palcami - owszem. Dotykanie obolałych dziąseł staje się jednak po chwili nie do zniesienia i Nina odmawia wszystkiego.

Long hard times to come.

Swoją drogą wczoraj poczuliśmy się jak bohaterowie pasków komiksowych Baby Blues (gorąco polecam i namawiam) - Darryl i Wanda (tu strona oryginalna). Bohaterowie to młode małżeństwo z niemowlakiem Zoe (w dalszych częściach u nas niewydanych pojawia się kolejna dwójka). Ich przygody i dialogi to scenki żywcem z mojego życia wzięte. A pewnie z życia każdego innego rodzica także.

Na wielu paskach pojawia się motyw Darryla i Wandy w restauracji razem. Oczywiście niosąc zgorszenie, pożogę i sromotę dzięki ryczącej i rozwalającej wszystko małej (lub trójce). Nasza Ninka trochę pomarudziła wczoraj, ale uspokoiła się, kiedy kelner przyniósł pizzę i dostała rant do pomemłana. Cóż to za fascynacja i duma z siedzenia razem z rodzicami i jedzenia tego co oni!

Crash test z publicznych występów gościnnych za nami!

Tagi: dzieci scenki
09:35, aeidenn
Link Komentarze (4) »
piątek, 27 maja 2011

Zębiszcza albo trzydniówka.

A pracy dolina.

Ninka od przedwczoraj ma wysoką temperaturę. Obniża się po podaniu Ibumu po czym znów wraca na wysoki poziom. A do tego wypieki, pokładanie się, popłakiwanie, tulenie do niani lub do mnie.

Ponadto dwugodzinne usypianie wczoraj i pobudka z histerycznym płaczem po pół godzinie. Po uspokojeniu - łkanie przez sen.

O w pół do czwartej w nocy pobudka z temperaturą i wyciem, godzina walki o ponowny sen. Jej i mój.

O siódmej rano bezskuteczna godzinna walka o pobranie moczu do analizy. Ani wychłodzenie stópek, ani strumień z suszarki, ani onomatopeje matki, ani łaskotanie nic nie dały.

I musiałam na rzęsach iść do pracy. A w niej same nieprzyjemne wiadomości i stres.

Czy muszę mówić, jak się czuję?

To właśnie chwila, kiedy czuję się niewystarczająca.

Niewystarczająco dobrą matką, bo nie zostanę z Bubą, kiedy choruje i mnie potrzebuje.
Niewystarczającym pracownikiem, bo ciągle mi coś jawnie nie wychodzi.
Beznadziejna, nic nie umiejąca, niewyspana. Niemająca czasu się dokształcać. Zostająca w tyle. Wypadająca blado.

Kiedyś pisałam, że się DA pracować i być mamą.
Może i tak, ale nie samodzielną mamą.
I Buba i praca cierpi. I ja, niedowartościowana, popełniająca błędy, zestresowana.
Szlag by to trafił.


P.S Paulina, najlepsze życzenia urodzinowe!!!

czwartek, 26 maja 2011

Mój pierwszy Dzień Matki.

Tymczasem czasem nadal to do mnie nie dociera...

 Tydzień po porodzie od bliskiej osoby usłyszałam  "Czy ją kochasz?"i  "jesteś teraz matką..." - co wywołało u mnie fontannę łez.

Na to pytanie, czy ją kocham, było stanowczo za wcześnie.

Oczywiście odpowiedziałam zgodnie ze swoją prawdomównościa - nie wiem.
Nie wiedziałam.

Zbyt wielki chaos się kłębił. Być może to kwestia zawodu związanego z cesarskim cięciem, szoku z powodu wcześniejszego o miesiąc porodu, problemów w szpitalu, trudności z karmieniem, bólu... Być może mamy po porodzie naturalnym i mogące od razu karmić mają łatwiej. Hormony w końcu robią swoje. Ja czułam się jak w pułapce. Przecież to nie tak miało być...

Dziś w Dniu Matki wiem jak bardzo kocham Ninę. Jak jest nierozerwalną częścią mnie, jak noszę ją w swojej głowie w każdej minucie. Jak bardzo wzbogaciła moje życie tym, że jest, jak ubarwia je każdego dnia, wzrusza, rozśmiesza, wprawia w zachwyt. Jak budzi pokłady energii - choć ją wysysa przecież,  i cech o jakie bym siebie nie podejrzewała.

Macierzyństwo dla mnie wielka, daleka podróż. Pełna emocji, wyzwań i wyrzeczeń, przygód, wzruszeń, odkryć, radości, znużenia, czekania, ekstremalnych sytuacji...

I choć kochasz podróże, czasem chciałbyś przespać się w luksusowym hotelu, wziąć kąpiel z pianką, zaszaleć, zrzucić ten plecak. Tylko i tak już nie masz pieniędzy, a hotelu nie widać na horyzoncie:) Jest za to dzika dżungla. Idziesz więc dalej, głębiej, do plecaka pakując pamiątki. Dzięki nim jesteś szczęśliwa, choć czasem znużona. Widzisz i czujesz inaczej, więcej odkąd wyruszyłaś. I choćbyś wróciła do miejsc bliskich i oswojonych przed podrożą, to nie będą już te same miejsca i ludzie. Wszystko się zmieniło.

I to chyba jest właśnie bycie matką...

wtorek, 24 maja 2011

Dziewczyny, jak zwykle dziękuję Wam za obszerne komentarze.

Każda wypowiedź to ciekawa historia i Wasze emocje. Aż głupio nagradzać za relacje z życia, historie zmagań i małych szczęść. Miałam straszny dylemat, choć nagrody to przecież nie wakacje na Bali. Ale liczyło się dla mnie uczciwe wybranie dziewczyn, do których powędrują upominki.
Czytałam te wpisy ze 100 razy.
Aż w końcu wybrałam dwa posty, które zadziałały na moją wyobraźnię najbardziej ogłaszam, wszem i wobec, że są to:

Expecting i Bioo.:)

Proszę o adresy!

  • Mleko, portfel i miś

Expecting - za prawdziwy obraz partnerstwa w ekstremalnej sytuacji i "testu taty" od razu po narodzinach synka.

(wiem, że Paweł jest alergikiem, ale na pewno mleko Bebilon się nie zmarnuje:)

  • Mleko

Bioo - za pokazanie, że partnerstwo to także więź psychiczna między tatą a dzieckiem, wspólne tematy i sprawy. Dzięki czemu mama może czuć się pewnie, wiedząc, że tata zna swoje dziecko, a ono mu ufa. I za poruszający obraz męża po wypadku Małgosi...


Chciałam zaznaczyć też, że każdy komentarz wart jest wyróżnienia. W każdym jest to COŚ. Dziękuję każdej z Was:)


A szczegółowo:

  • Witaaminkaa, Da_gh, Trojpak - za pokazanie, że partnerstwo jest wsparciem w męczącej czasem codzienności
  • Ewikpajton - za podkreślenie, że partnerstwo to nie tylko relacja z ojcem, mężem - partnerem może być wspaniały dziadek. I Dardada, Ma_niusia - także jesteście samodzielne i dzielne!
  • Evilmonkey, Mamalandia, Mama_pietruszki - za portret ojców przełamujących schematy na urlopie ojcowskim i wychowawczym
  • Kahlan84, Justynawolny, Cochlea, Bpankanin, Yena1 - za opis fantastycznych relacji ojców z dzieciakami
  • Julitka29 - za pokazanie taty, który wie, że bycie tatą to niebycie dawcą genów, tylko BYCIE
  • Edit1230 - za historię jakby z mojego życia...
  • Anek1985 - za portret taty znoszącego bez mrugnięcia okiem ekstrmalne warunki
  • Apiz i jeszcze raz Anek1985 - za ogólny głos w sprawie partnerstwa



09:50, aeidenn
Link Komentarze (7) »
czwartek, 19 maja 2011

Zbliża się Dzień Dziecka, a także pierwsze urodziny Ninki i robię research zabawkowy, żeby mądrze wybrać.

Postanowiłam się podzielić efektami moich poszukiwań, które są też efektem przemyśleń i obserwacji dotyczących tego jak moje dziecko się bawi i spędza czas.

Generalnie, jak już pisałam wcześniej, pociąga ją wszystko co nie jest zabawką. Komórka, ipad, aparat fotograficzny, komputer. A także przedmioty codziennego użytku, jeśli można nimi stukać, zgniatać je, szeleścić, przekładać, zjadać.

Miałam miesiąc temu popis zainteresowań Ninki, kiedy dostała od dziadków kulę pełzaka Fisher Price. Obok stał kosz na śmieci na pieluchy z klapką. Ninka olała kulę i zaczęła bawić się klapką, otwierając i zamykając kosz. Uwielbia też na przykład moje buty jazzówki ze sznurówkami.

Teraz widzę pewne zmiany, zaczynają ją bardziej interesować zabawki elektroniczne. Bardzo sprawdza się duży stojak muzyczny (mamy Gym Deluxe Chicco), który można ustawiać w różnych pozycjach, naciskać guziki emitujące dźwięk i światło, przekręcać zabawki, pociągać nimi. jednak nie da się ukryć, że nie jest to kreatywna zabawka i na długo nie wystarcza.

Dlatego będę rozglądać się za zabawkami dla malucha, które mogą wystarczyć na dłużej, są piękne (często niestety dość drogie, jako że mocno odbiegają jakością i pomysłem od chińskiej tandety) i nie ma co kryć - pozwalają mi wrócić myślami do mojego dzieciństwa i tamtej estetyki.

Pomysły na prezenty podzieliłam na kilka kategorii. Na początku miałam pomysł, że pokażę zdjęcia produktów, ale stwierdziłam, że podam na końcu linki, jakie warto odwiedzić. W przypadku konkretnych zabawek jakie podpowiedzą klimat podaję czasem link. Zabawki bywają tam drogie i bardzo drogie, ale ostatecznie można znaleźć coś na każdą kieszeń.

Oto moja lista inspiracji zabawek dla roczniaka:

(uwaga, linki to tylko przykłady i inspiracje, nikogo nie zachęcam do wydawania paru stów na zwykłą zabawkę! Ja generalnie jestem fanką hand made).

Lalki i misie, zabawki do tulenia

  • Lalka szmacianka - byle nie chińska tandeta... Marzy mi się prawdziwa szmacianka jak np. ta (jej cena zabija i nie wiem po co jej komórka, ale ogólnie cieszy oko) czy te
  • Lalka - bobasek, może być płacząca i śmiejąca się (na trochę później)
  • Misie i inne pluszaki brzydalki do łóżeczka
  • Pacynki


Domowe zabawy  - poznaję świat


Trochę ruchu w domu

  • Bujaczek drewniany - występują w kształcie zwierzątek i postaci z bajek
  • Drewniana huśtawka do domu
  • Tunel do czołgania się

Sortery, piramidki, wbijanki

  • Sortery kształtów
  • Ławeczki do wbijania kul np. taka
  • Drewniane i pluszowe piramidki do nakładania kółek
  • Układanki, puzzle

 

Zabawki muzyczne (dla wytrwałych)

  • kastaniety
  • bębenek
  • puszka grająca
  • pudełko dźwiękowe
  • marakasy
  • bajki grajki, muzyka na płytach (poelcam poszukać w magazynie Gaga - często czytam tam recenzje ciekawej muzyki np. jazzu czy muzyki świata dla dzieci), kołysanki


Klocki

  • Klocki drewniane w wiaderku
  • Klocki Mega Bloks
  • Klocki Duplo
  • Klocki magnetyczne Geomag - farma lub ocean

 

Książeczki

  • Polecam Wydawnictwa Dwie Siostry, Muchomor, Zakamarki, Ezop, EneDueRabe, Czerwony Konik, Literatura (także dla starszych dzieci)

Co na dwór?

  • Rowerek do pchania
  • Drewniany pchacz, jeździk
  • Drewniana zabawka do ciągnięcia lub pchania na sznurku lub kiju
  • Zabawki do piasku, piaskownica do ogródka (jeśli posiadamy)
  • Samochody


Co dodatkowo polecają znajome mamy z kategorii elektronika

  • Gąsienica Gawędziarka FP
  • Krzesełko uczydełko FP
  • Garnuszek na klocuszek FP
  • Szczeniaczek uczniaczek FP
  • Ja ze swojej strony - Chicco Gym Deluxe (u nas się sprawdził)

 

Sklepy jakie zwróciły moją uwagę:

 

Producenci, jakich warto szukać:

  • http://www.selecta-zabawki.pl/
  • http://www.plantoys-polska.pl/
  • http://www.haba.de/haba/home.htm
  • http://www.bajo.com.pl/
  • http://www.educco.pl/kat12_zabawki_edukacyjne_educco.php
  • http://www.janod.com/catalogue.htm
  • http://www.sevi.com/home.html
  • http://www.vilac.com/
  • http://www.playmais.pl/
  • http://www.beleduc.de/
  • http://www.heros-zabawki.pl/
  • http://www.simba.com.pl/oferta/eichhorn 

P.S A może prezenty niezabawkowe, a przyszłościowe? Polisa? Ubezpieczenie medyczne? (To dla majętnych). A może coś do pokoju - pościel do łóżeczka, dekoracje. A może wózek - parasolka?  A może pakiet na zajęcia dla dzieci? Karnet na basen?  Na marginesie - prezenty typu srebrna łyżeczka to dla mnie niewypał i nieporozumienie.

Czekam na Wasze komentarze i podpowiedzi, co się sprawdza.

-- 

P.S  Komentarz Ladetre sprowokował mnie do napisania : a) ja też nie jestem fanką Fisher Price, natomiast inne mi znajome mamy polecają, co zaznaczyłam zresztą. b) często ceny prezentowanych zabawek są kosmiczne i podobnie jak w przypadku FP często nieadekwatne (np samochód za 600 zł itd.. natomiast zrobione są z pomysłem i dbałością o estetykę - a o to mi chodziło - pokazać inspiracje)

P.S 2 Ladetre mnie zainspirowała i niebawem pojawi się post o zabawkach hand made:) 

wtorek, 17 maja 2011

Będą tu trzy truizmy.

1. Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo.

2. Nieprawdopodobne jest bardzo możliwe.

3. Shit happens.

ad 1. Dziś przeprowadziłąm losowanie z udziałem Wysokiej Komisji. Komisja nie zastosowała się do reguł i wylosowała DWIE karteczki. Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Będą dwie nagrody - myślę. Pan Paweł przeznaczył jedną książkę dla szczęściary, drugą dla mnie. Zatem postanowiłam oddać swoją.

ad 2.  Pierwszą osobą jest SKORONA. A drugą  - osoba mi bliska - EWIKPAJTON. Sama nie wierzyłam własnym oczom, ale reklamacje składać proszę do Komisji!

ad 3. Ten post już dwa razy mi się skasował. Jeszcze raz i mnie trafi szlag, a to niewskazane!

GRATULACJE!

Poniżej reklacja z wydarzeń. Po wyciągnięciu kartek Komisja zaczęła zjadać dowody, więc  musiałam potem zrobić dwa pozowanie zdjęcia z kartkami laureatek.

Poproszę o dane adresowe! 




 

22:03, aeidenn
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 maja 2011

Często na tym blogu poruszam temat relacji dziecko - partner, opisując przygody małża z Bubą. Czasami słyszę historie o tym, jak to partner nie zajmuje się dzieckiem, albo robi to przymuszony. Ostatnio usłyszałam od koleżanki, jak to ojciec wkurzony dzieckiem babrającym się w jedzeniu i zaciskającym usta na widok zupki, wylał resztę zupki biednej dziewczynce na głowę...

Ja mam szczęście - małż najchętniej chyba zostałby babysitter z powodu Niny. W weekend chociażby wyszedł na pół godziny, mówiąc że będzie niespodzianka. I wrócił z rowerkiem dla Bubiszona. Oczywiście potem miał miejsca pokaz pełnego szaleństwa. Buba jechała na rowerku dumna i w pełnej ekstazie, oglądając świat z wywalonym na wierzchu językiem. Co widać chociaż trochę na zdjęciu: (łapki w rękawie, bo troszkę chłodno się zrobiło, a bez butów, bo Buba ich nie akceptuje...)

 

W niedzielę byliśmy także na basenie, gdzie małż harcował z Ninką wykonując ewolucje i symulację pływania. Mała potem nam pięknie padła i spała godzinę, co u niej się często nie zdarza. A zanim padła, na basenie totalnie nas rozczuliła wtulając się w męża po wyjściu z basenu jak mała małpeczka. Nie muszę mówić, jak trudne są niedzielne rozstania i powroty małża do Dalekiego Miasta...

Nie chcę się powtarzać pisząc o tym, jak cieszy mnie ta relacja małż - Buba, to wsparcie, jakie otrzymuję, i jak brakuje mi ich na co dzień. Ale chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach.

Niech pretekstem będzie to, że zgłosiła się do mnie kolejny raz marka Bebilon. Mogę dzięki temu rozdać małe upominki (dla transparencji zaznaczam, że ja także je otrzymam).


Na pewno się orientujecie (bo akcja jest dość popularna, widoczna także na Facebooku - prawie 15,7 tysiąca fanów) że Bebilon patronuje akcji "Mama wraca do pracy". Obecnie trwa jej trzecia odsłona. Towarzyszy jej konkurs pt. "Mama ma wsparcie", dotyczący partnerstwa i wsparcia w rodzinie.  (nie muszę pisać, jako samodzielna mama, jak ono jest ważne...)

Odsłonie towarzyszy konkurs z nagrodami. Do wygrania bony do Smyka o wartości 500 zł i zestawy Bebilon.

Co zrobić by mieć szansę na upominek od Kiddie?

1.Zapoznać się z regulaminem

2. Skomentować ten post i wypowiedzieć się na temat: "Mój mężczyzna i dziecko" - opisać w komentarzu wybraną zabawną, wzruszającą, wyjątkową scenkę czy wspomnienie z udziałem dziecka/dzieci i Twojego partnera, męża, chłopaka.


3. Mieć dziecko w wieku do 36 miesięcy

Tym razem nie mogę rozdać upominku przez losowanie. Wybiorę najbardziej zapadające w pamięć dwie wypowiedzi. Długość komentarza nie ma znaczenia.

Komentarze można dodawać do 23 maja.

A mam do rozdania dwa malutkie zestawy:

1. Portfel skórzany + miś Bebilon + mleko dopasowane do wieku dzieciaczka
2. Mleko dopasowane do wieku - ja rezygnuję ze swojego, bo Ninka jest na Bebilonie Pepti, a to już mleko na receptę.


To czekam:)


piątek, 13 maja 2011

Jak zasypiają Wasze dzieci?

Nina ma chyba wbudowany czujnik łóżeczkowy.
Moge ją usypiać pół godziny, zapada w półsen, wtedy odkładam ją cichaczem.

I wtedy natychmiast otwiera oczy, siada w łóżeczku albo macha łapkami w tempie koliberka i wierzga nogami...

Jednym z moich sposobów na nią jest wzięcie jej mocno w ramiona i dość mocne przyciśnięcie do siebie. Zapadając w sen ma swego rodzaju wstrząsy ciałka, związane pewnie z nadmiarem wrażeń w ciągu dnia, które ją wybudzają. Kiedy ją tak mocno przytrzymam, buntuje się i wierzga, ale w końcu pozwala, aby sen nadpłynął. Poddaje się a ja wkładam ją do łóżeczka. Automatycznie wtedy obraca się na boczek i wyciąga łapki do przytulanki królika. A ja szepcę, mantruję jej do ucha: "wszystkie myszki śpią, wszystkie liski śpią, wszystkie kwiatki śpią, wszystkie rybki śpią, Ty też zaśnij maluszku..." Zasypiała tak zawsze ze mną wtulona w pierś, leżąc na boku jak była maleńka. Myślę, że te instynktowne potrzeby i nawyki (może prenatalne?) zostają.

Zresztą kupić można pluszaki z dźwiękiem bicia serca, a na zachodzie podobnież skrzyneczki prenatalne emitujące dźwięki jak w łonie matki tudzież płyty z tzw. białym szumem. Rodzice imają się wszelkich sposobów... Ja też parę razy stosowałam wkładanie do łóżeczka przytulanki, jaką wcześniej nosiłam przy swojej obfitej pachnącej mamą mlecznej persi... Działało!

Niestety na Ninkę nie działają książeczki na dobranoc. Raczej ją pobudzają. Być może, kiedy będzie starsza, bajka będzie dobrą metodą. Aktualnie książeczka służy jej do maltretowania i zjadania, a nie wyciszania się.

Temat posta zbiegł mi się z mailem jaki otrzymałam jakiś czas temu. Napisał do mnie prezentując swój blog pan Paweł, tata dwóch chłopców i autor bajek zasypianek, jakie umieszcza na swoim blogu: Bajki Zasypianki. Inspiracją do nich była sylwestrowa noc, kiedy Pan Paweł podstępem przekonał chłopców do spania (polecam historyjkę, jest bardzo sprytna:)

Testowałam jedną zasypiankę autorstwa pana Pawła na Bubie, ale nie wyszło nam - z pewnością jest jeszcze za mała. Przypuszczam, że u starszych dzieci może to działać dużo dużo lepiej. Na pewno jednak sprawdzają się wszelkie szumy, szelesty, szepty, wyliczanki i mantry, tak jak moja opisane wyżej. Przy starszych dzieciach rozumiejących sensy zdań tego typu historie mogą się sprawdzić. Dla leniuchów na blogu są bajki w formacie mp3:)

P.S Prezent!


Jako, że bajki pana Pawła doczekały się wydania drukowanego, na moją prośbę autor przeznaczył dla zaglądających na Kiddie (dziewczyny na blogach szafiarskich nazywają to z angielska giveaway) jeden jej egzemplarz z autografem:)

Tym razem nie będę wybierać wypowiedzi, tylko wylosuję ją, a raczej zrobi to za mnie komputer.

Albo Buba.

O ile nie zje karteczki z numerkiem!

Wystarczy skomentować  ten post. Może o ulubionych metodach usypiania? A może o najlepszych książeczkach usypiających? A może o przebojach z zasypianiem? Dowolnie.

Losowanie we wtorek wieczorem, także umownie wezmą w nim udział komentarze zamieszone do przyszłego wtorku do 18tej.


czwartek, 12 maja 2011

Pamiętam jak położna środowiskowa na drugi dzień po powrocie ze szpitala powiedziała o Bubie, że ma charakterek i będę z nią w konflikcie. I powinnam kochać ją POMIMO.

Oczywiście okazało się to, jak na razie, nieprawdą.

Ale charakter to Nina ma. Zdecydowanie widać w moim dziecku indywidualność.

Jest pogodna i uśmiechnięta w małża. I otwarta, optymistycznie nastawiona do świata jak on. Ufna jak on. Uśmiecha się do każdego, zaczepia gadając po swojemu i strzelając miny. Nie ma krępacji, w tatusia a jakże. Małż potrafi naśladować ministerstwo głupich kroków w supermarkecie, Buba zaś rozwala sie w wózku jak rasowy burak w BMW i zamast tzw. zimnego łokcia robi "zimne kolanko" demonstrując swoje rozkraczone wdzięki.

Czasem gada tak głośno, że ludzie się za nami oglądają.

Nienawidzi czapek. W tatusia. Natychmiast z krzykiem protestu ściąga wszelkie ustrojstwo, w tym piękną chusteczkę z daszkiem jaką jej kupiłam na lato.

Nienawidzi także kremów do twarzy (w tatusia), dotykania twarzy, czyszczenia uszu. Każda próba pielęgnacji kończy się wrzaskiem.

Jest niecierpliwa - we mnie. Szybciej, szybciej. Nanosekunda oczekiwania to dla niej za dużo. Umie poganiać okrzykami.

Kocha kąpiele - we mnie i pluska jak foczka, protestując gdy za szybko ją wyjmę. Przy czym kiedy już jest znudzona, sama zaczyna wychodzić z wanny.

Walczy o swoje - parę miesięcy temu będąc w odwiedzinach u rówieśniczki Amelki podpełzła do niej, wsadziła prawie palec w oko i zabrała zabawkę. (Co najgorze, oczywiście jestem z niej dumna, że jak na niemowlę jest przebojowa).

Emocje uwidacznia jaskrawo. Kiedy płacze, to na całego, a kiedy cieszy się, to całą sobą, macha łapkami z radości i wierzga.

Kocha jeść (w mamusię) i poznawać nowe smaki. Najchętniej jadłaby to co my i porzuciła kaszki i papki. Bułka z szynką, schab w ziołach - ależ oczywiście.

To moim zdaniem nie będzie nieśmiała dzieweczka we mnie, tylko mały ancymon, nerwus, krzykacz - ale taki uroczy i rozbrajający.

Strasznie mi przypomina moją siostrę w dzieciństwie, która chodziła po drzewach, dyrygowała bandą chłopaków na podwórku, bawiąc się w "Żelazny rocznik" (Classe di ferro - niegdyś nadawany włoski serial komediowy o żołnierzach) i zawsze była tam gdzie nie powinna (np. okazywało się, że "piekła chlebek" przy ognisku gdzie faceci gotowali smołę...)

Cos czuję, że nie usiedzi ani minuty, ale kocham ją za...

Swoją drogą to niesamowite.

Jak dziecko jest, że się tak wyrażę, kreatywną zbitką cech paru pokoleń i genotypów...

I jak czasami, kiedy patrzę na nią, wzmaga się moja tęsknota za bliskimi. Kiedy zrobi coś jak małż, albo moja siostra, kiedy strzeli minę jak moja mama... Kiedy robi z małżem atak klonów na mnie... (twarzy przy twarzy, Buba na rękach u taty przybliżają się do mnie świdrując wzrokiem).

P.S Ostatnio marudziłam, że nie mam czasu dla siebie totalnie. Uznałam, że nie jest tragicznie, skoro znajduję parę chwil na bloga. To mój kontakt ze światem. Takie okienko przez które wyglądam, oglądam świat i gadam z sąsiadkami... Dzięki, że ktoś tu zaglada i mnie wirtualnie poklepie czasem po plecach...

 
1 , 2

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers