Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
poniedziałek, 31 maja 2010

Wyszedł ze mnie maly chamciuszek.

Wyszedł z siebie i wyraził święte oburzenie.

Czy słusznie?

Można polemizować.

Jednak trudno nie jechać na wkurwie do pracy na stojąco w tłoku w poniedziałek rano.  Prawie w ósmym miesiącu, kiedy dziecko radośnie skacze po pęcherzu.

Weszłam do tramwaju od strony motorniczego.

Są tam dwa miejsca - jedno oznaczone krzyżykiem - dla osób chorych i inwalidów, drugie oznaczone symbolem matki z dzieckiem.

Na obu siedziało dwóch kolesi w wieku studenckim. Jeden ze słuchawkami na uszach zmierzył mnie oziębłym wzrokiem i wbił go w szybę.
Drugi - podobnie - najpierw gwałtownie zaczął pisać sto smsmów, a potem również podziwał malownicze wały poznańskiej Pestki, czyli trasy szybkiego tramwaju.

A ja wisiałam mu z brzuchem nad głową. Bo jednak trochę tłok był.

I gotowałam się w środku.

Rozumiem. Facet ma prawo być chory, zmęczony etc. Ma takie samo prawo jak ja siedzieć. Równość jest. I niby wkurzam się, kiedy upupia się mnie rolą ciężarówki.

Jednak są pewne granice. Zwłaszcza granica śmieszności, kiedy baba z zauważalnym już brzuchem w ciąży wisi nad głową młodzieńca. I to nad miejscem oznaczonym wiadomym symbolem.

Zebrałam się więc w sobie i wychodząc z tramwaju rzuciłam głośno z godnością uciśnionego: Mam nadzieję, że pan nie dostanie skrętu szyi od gapienia się w okno, gdy kobieta w zaawansowanej ciąży nad panem wisi.

Żegnam pana, panie Sułku.

09:51, aeidenn
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 maja 2010

Jęczałam, że zjadłabym świeżych owoców. A tu pustki w sklepach. Żadnych czereśni, śliwek, a truskawki straszliwie drogie. A przy tym nieco chemiczne w smaku.

Małż jednak z wyprawy do sklepu wrócił dumnie z garścią upolowanych za ciężką kasę truskawek własnie.  Zaraz radośnie zrobiłam sobie koktajl.

Po pięciu minutach jednak...

Leżę, wiszę, stękam i dogorywam. Małej chyba spodobały się truskawki, bo rozpoczęła radosny indiański taniec po żołądku.

Ja [zielona na twarzy, z wybałuszonymi oczami]: O nieeeeeeee. Zaraz zwymiotuję... I to truskawki! Tak  czekałam! Tyle forsy, a nawet się nie nacieszę!

Małż [rozsądnie]: Nie wszystkie. Zjadłaś truskawek na oko za 5 zł. I  tylko pół banana.

Ja: Co za ulga.

I pognałam do ubikacji.

Zmaterializowana krwawica mamusi i tatusia metodą "na samuraja" spłynęła falami Warty.

Dzieci naprawdę nie szanują ciężkiej pracy rodziców i nie mają pojęcia o pieniądzach!

sobota, 29 maja 2010

Asia pisze mi na Skype: Ale Ty masz dobrze! Ja właśnie jak co miesiąc się męczę. A Ty masz spokój od takiego czasu.

Ja: Jasne. Super jest. Zwłaszcza od tygodnia. Wieczna zgaga. Obiad w gardle. Nie mogę się schylać. Nie mogę nie chodzić okrakiem, tylko w tej pozycji jakoś mnie nie uciska. Nie mogę się obrócić w łóżku bez bólu. Nie mogę spać na brzuchu. Krwawią mi dziąsła bez okazji i wyglądam wtedy jak wampirella. W pracy niektórzy upupiająco wołają na mnie per "mamuśka" lub "hey, mama" co doprowadza mnie do szału. Boli mnie brzuch gdy za długo stoję, idę, siedzę, leżę i...

Asia: Jak miło być kobietą prawda!

--

Ktoś kto wymyślił ósmy miesiąc ciąży powinien odpowiadać za to przed sądem! A tu jeszcze dziewiąty...

W naszym domu co chwila rozlega się RATUUUUUNKUUU!! MIISIUUU RAATUJ!

To ja, jak syrena alarmowa wzywam Małża.

I on biegnie.

Wyciągać mnie z wanny, podnosić rzeczy, jakie upadły, a nie mam siły się schylić, podać herbatę i poduszkę - kojec vel owsika, utulić, pomasować stópki oliwką...

Małżu. Zasługujesz na medal. Jesteś nie mniej w ciąży niż ja.

Tylko ostatnio coraz częściej wychodzisz z walkmanem na spacer. Czyżby potrzeba odreagowania? :))))))))))

piątek, 28 maja 2010

Mikrocelebryta w slangu e-marketingowym to postać rozpoznawalna w niewielkich kręgach, sieciach społecznościowych, e-niszach.

Czy Małż to mikrocelebryta blogowego kręgu ciążowego?

Najwyraźniej jest świadomy swojej magii i czaru:

Ja [umieszczając wczoraj post na Kiddie o herbacie]: Wiesz, że już dodałam nasz dialog sprzed dziesięciu minut na Kiddie?

Małż:[oznajmująco]: Już widziałem.

Ja: Jak to? Monitorujesz mojego bloga?

Małż: No pewnie. Nie po to nie śpię pół nocy i wymyślam teksty na Kiddie, żebyś mnie nie lansowała!

Co ja bym bez Niego zrobiła?

15:37, aeidenn
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 maja 2010

Leżę i dogorywam uciśniona dolegliwościami żołądkowymi. Mała Ni radośnie uciska mi głową żołądek, doprowadzając do tego, że popołudniowe posiłki od tygodnia szykują się codziennie do powrotu górą, a ja czuje je w gardle.

Przedwczoraj wróciły.

Dwa razy.

Taka impreza była.

 

Małż poszedł do kuchni robić mi  herbatkę ratunkową.

Małż [z kuchni]: Jaką Ci zrobić?

Ja: Hmmm... Zieloną już piłam, pokrzywę też, czarną też. Nieee wiem. Poczytaj miiii.

Małż [wylicza przekopując się przez złogi szafkowe]: Od lewej: Żurawina, Malina, Rumianek, Czarna cytrynowa, Rooibos, Lipa, La Karnita włosy i Paznokcie... [podniesiony ton, imitacja szoku]: O JEZU!!!!!!! Z CZEGO ONA JEST ZROBIONA?????

Ja: [rechocząc]: Z kopyt!!! I mączki kostnej!

Małż: I zmielonych krowich powiek! [odkrywczo] To jak z Makbeta! Te czarownice na początku gotowały jakieś wywary. Włosy, paznokcie, kopyta...

Tak to więc doszliśmy do wniosku, że herbatka może mieć skład jak parówki albo paprykarz szczeciński (dawien dawna zjadłam nieco, natknąwszy się na zmielone deski; podobno w PRL był lepszy niż dzisiaj - zawierał nawet prawdziwą rybę a nie płetwy!).

20:02, aeidenn
Link Komentarze (4) »

Wczoraj poszłam do apteki kupić żel na nadwrażliwe dziąsła. Wypinając brzuszysko poprosiłam o taki, jaki można stosować w ciąży.

Pani wydała mi mikro żelik za jedyne 18 zł i udałam się do domu. Wieczorem zabrałam się za czytanie ulotki.

A tam w składzie głównie alkohol i szałwia. I adnotacja - preparat niewskazany dla babek w ciąży. Wiem, że na większości preparatów tak jest napisane z uwagi na brak odpowiednich testów.

Jednak wystarczy wpisać w Google frazę "szałwia+ciąża". I co mamy?

"Powinny jej unikać kobiety w ciąży."

"Uwaga: Szałwia pobudza mięśnie macicy i dlatego należy jej unikać w czasie ciąży."

"Szałwii powinny unikać także kobiety w ciąży – szałwia zaliczana jest do ziół, które mogą spowodować poronienie, choć działanie takie nie zostało jeszcze dokładnie zbadane – oraz kobiety karmiące, roślina ta bowiem zmniejsza laktację."

Ok. Nie należy przesadzać. Nie być nadwrażliwcem i hipochondrykiem.Nie umrę od tego.

Jednak ogarnął mnie tzw. wkurw. Przydałaby się chyba farmaceutce podstawowa znajomość zielarstwa? A co jeśli wydaje niewskazane preparaty innym pacjentom z gatunku nieczytających namiętnie ulotek?

Poszłam do apteki z małym wyrzutem. Aptekarka zapytała, o której godzinie wczoraj to kupowałam (czyżby szykowała się bura dla zmienniczki?) i wymieniła i preparat na inny.

Ale na jaki...

Elugel jako preparat wspomagający stosujemy: (...) u pacjentów, którzy nie mogą skutecznie dbać o higienę jamy ustnej z powodu upośledzenia fizycznego lub psychicznego

No comments.

Zemsta pigularza:)))))

P.S Ciepłe życzenia urodzinowe dla mojej Siostry.

09:47, aeidenn
Link Komentarze (9) »
środa, 26 maja 2010

Każdy ma czasem takie dni.

Dni, kiedy ma ochotę wykrzyczeć pewnym osobnikom co o nich myśli.

Z okazji tego dnia...

...na przekór Dniowi Matki.

Bo nie zalewa mnie fala czułości i radości.

Z agresywną dedykacją  dla pewnego MFC...

Enjoy, you sucker !!!

 

P.S A pomijając powyższe - dziś wysyłam mnóstwo pozytywnej energii mojej Mamie, na którą zawsze moge liczyć i której dzieckiem zawsze będę. I mamie Małża, która również jest z nami myslami.

wtorek, 25 maja 2010

Miałam dzisiaj (nie)przyjemność uczestniczyć w drugiej odsłonie wykładów dla rodziców pod hasłem Rodzina na Starcie.

Cykl ten obejmuje szereg spotkań, na których wykładowcy akademiccy i przedstawiciele różnych organizacji przedstawiają swoje spojrzenie  na tematy związane z wychowaniem, rozwojem, stymulacją, pielęgnacją małych dzieci.

Być może na moją krytyczną ocenę wpływa zmęczenie fizyczne i psychiczne - spotkania odbywają się we wtorki, bezpośrednio po mojej pracy i trwają 3 godziny bez przerwy. Mają miejsce w dość dusznej salce konferencyjnej, a do dyspozycji są niewygodne konfrencyjne krzesła. Ja wymiękam po 15 minutach. Ale czego się nie robi dla dziecka?

Problemem są tez same wykłady. Stoi sobie pan lub pani przy katedrze, w tle przesuwa się Power Point i obywa się wykład akademicki. Nie przeczę - jest wiele zagadnień ciekawych, zastanawiających i zwracających uwagę na ważne kwestie. Ale czy trzeba je referować językiem prosto z podręczników dla doktorantów psychologii? (typu "responsywna matka" etc.)

Jestem socjologiem, mam pewne przygotowanie  z zakresu psychologii i psychologii społecznej. Rozumiem dość hermetyczny język tych nauk. A jednak mi samej w pewnych momentach trudno skupić uwagę i wyłapać sens wypowiedzi.

A co mają powiedzieć rodzice, którzy chcą się czegoś dowiedzieć, ale nie potrafią wejść na ten poziom abstrakcji? Wychodzą w trakcie wykładu. Albo na niego w ogóle nie docierają. Albo przychodzą raz i później omijają szerokim łukiem.

I tak myślę - czy dobre rodzicielstwo, mądre, zaangażowane, świadome problemów rozwojowych, nowoczesne ma być zarezerwowane tylko dla rodziców posiadających pewne kompetencje kulturowe? Dla rodziców z wyższym wykształceniem, czytających, tych internetowych? Ta grupa przecież może sobie wszystko doczytać, dopytać mailowo, poszperać.

A pozostali znowu zostaną z tyłu. I ich dzieci być może o pół kroku też? I to nie tyle z braku dostępu do informacji, ale z powodu bariery kompetencji. [adnotacja: mam tu na myśli dostęp do wartościowych informacji podanych w niewłaściwy sposób,  nie zakładam ogólnego pozostawania w tyle osób, które nie czytają i nie chodzą na wykłady - uważam, że to oczywiście nie determinuje dobrego rodzicielstwa)

Niemniej należy pochwalić koncepcję spotkań, a dodatkowo wyróżnić plany wdrożenia infolinii laktacyjnej, spotkań dla młodych matek czy wizyt patronażowych położnych specjalizujących się w ocenie w skali Brazeltona.

Oby więcej takich bezpłatnych inicjatyw ze strony miasta!

sobota, 22 maja 2010

Wczoraj wylądowałam na Izbie Przyjęć z powodu bólów i napięcia brzucha.

Po krótkiej potyczce z lekarzem, który postanowił mnie uczyć kultury w bezobcesowy sposób, zostałam zbadana i musiałam odleżeć pół godzin na KTG walcząc z narastającym bólem krzyża.

Okazuje się, że wszystko jest OK, a napięcie wywołane jest rozrostem macicy, stylem życia (praca i stres) i... szczupłością ciała, która powoduje silniejsze odczuwanie mojego rośnięcia.

Dostałam prikaz "oszczędzającego trybu życia" (ubaw... oby to było możliwe) i posilania się no-spą oraz magnezem w ilościach hurtowych.

Ale o co chodzi z lekarzem?

Niestety, przyznaję, nieświadomie faktycznie zachowałam się niegrzecznie, zapomniawszy ze stresu o gumie odświeżającej w ustach. Podeszłam do dyżurki, zadając pytanie, a lekarz przyjął pozę władczego samca dyrygującego bezwolną samicą rozpłodową i rzucił pogardliwie znad papierów: "Nie będę z panią rozmawiał!! Proszę odejść, znaleźć kosz i tutaj wrócić, a wtedy się panią zajmę". Strzelił we mnie piorun, ale odarłam stanowczo: Ma pan rację, to nieeleganckie i przepraszam, już sie jej pozbywam, zapomniałam o niej. Ale proszę nie zwracać się do mnie tak dydaktycznym tonem!!!". Facet spasował: "Ależ oczywiście, przeciez jesteśmy tu by pani służyć..." - rzucił z przekąsem.

Potem, gdy lezałam pod KTG przyszedł: "Jeśli będzie się coś działo, prosze przyjść, a tym czasem w weekend wypoczywać. Zawsze będzie pani tak miło przyjęta..." - dorzucił na koniec, chyba zdając sobie sprawę, że przegiął.

Zajrzałam potem w Google, wyszukując tego lekarza. W serwisie Znany lekarz ma same złe opinie. Nie mówię tu o jego fachowości - nie badał mnie. Ale z pewnością z takim podejściem do pacjentki (upokorzyć, pokazać gdzie jej miejsce) sympatii kobiet nie zyskuje...

Tytuł posta mówi o czym innym jednak.

O tym, że Mała Ni jest cały czas obrócona pośladkowo, a jej główka znajduje się dokładnie  w okolicy mojego pępka, co dobitnie czuję. Czekam więc niecierpliwie na jej obrót, jednocześnie zastanawiając się, czy moja praca, siedzący i stresujący tryb życia nie ma na to wpływu.

Wyczytałam, że dzieci kobiet zestresowanych mają tendencję do trudniejszego obrotu - ponieważ instynktownie lgną, by słuchać uspokojającego bicia serca matki w chwilach, gdy zalewa je fala adrenaliny.

---

Na razie wyczytałam o paru ćwiczeniach, które stymulują do obrotu. Podobno działa też władczy ton ojca. Opowiedziałam o tym Małżowi. Oczywiście obrócił to w żart:

Ja: Wiesz, że głos ojca w okolicach łona może skłonić małą do obrotu?

Małż [nachylając się do brzucha, w tonie z "Samych Swoich"]: Nina! Nastąp się! Ociec mówi! Tu nie ma min!

Czuję, że będzie ciężko...

 

Wracamy ze sklepu.

Ja: Mijają nas kolejne mamy z wózkami. Czy za bardzo się na tym skupiam, czy ich jest tak dużo?

Małż: Tyle co zawsze. Po prostu jest pogoda i spacerują.

Ja: [ironicznie] Robactwo się rozpełzło... A wiesz, do tego naszego wózka trzeba będzie dokupić adapter? [dydaktycznym tonem] Adapter to...

Małż: ... urządzenie do puszczania płyt...

Ja: Brawo!!!!

Małż: [ciesząc się]: Będziesz szła z wózkiem i skreczowała :)

Ja: Ale na poważnie... To urządzenie służące do wpinania fotelika innej marki w stelaż.

Małż programista [ze zrozumieniem]: Aaaa, to taki interfejs do wózka!  To wszystko jasne.

 

Tagi: dialogi
16:42, aeidenn
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers