Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
sobota, 28 kwietnia 2012

W sobotni poranek testowo odwiedziliśmy po raz pierwszy poznańską znaną od lat (od 1991 r!) i magiczną księgarnię dla dzieci "Z bajki", w jednej z jej dwóch siedzib - na osiedlu Przyjaźni. Info o spotkaniu dotarła do mnie przez Facebook czy przez serwis dziecięcy. Dziwne, że nie było nas tam wcześniej.:)

To królestwo książki dziecięcej mieści się w niepozornym tradycyjnym osiedlowym PRLowskim pawilonie handlowym. W przykurzonym troszkę wnętrzu (ale w przyszłym tygodniu podobno będzie remont) - trochę rupieci, tkanin i papierowych ozdób tworzących klimat, stare regały pełne literatury i niskie regaliki dla najmłodszych. A obok salka do spotkań literackich - z poduchami i miejscem dla aktora. Panie sprzedające wydają się być absolutnie zanurzone w świat literacki i fachowo doradzają, no i są naprawdę życzliwe.

Księgarnia organizuje spotkania  bezpłatnie - podczas nich dzieci mogą usłyszeć książkę czytaną przez przebranego i ucharakteryzowanego aktora/aktorkę. Dziś bohaterem dnia był Pettson i jego kot Findus walczący w kurami w ogrodzie i siejący warzywa, z nieznanej mi wcześniej serii..

Grupka dzieci miała okazję pogdakać jak kurki, posłuchać o kocie sadzącym klopsiki w ziemi, spróbować posiać rzodkiew i posmakować chrupiącej marchewki. A rodzice oczywiście przejrzeć półki i coś niezobowiązujaco wybrać i zakupić. My kupiliśmy książeczkę z serii Mądra Mysz o Zuzi idącej do lekarza - bo Ni ma z tym ewidentnie problem od czasów szpitalnych.

Pomysł na literackie spotkania - świetny i mam nadzieję, że wspiera sprzedaż. Kibicuję - zwłaszcza, że księgarze walczą nie tylko z rynkiem używanej książki (którą i ja bardzo cenię), ale i hegemonią Empiku i sprzedażą online oraz piractwem...

W księgarni można także zorganizować literackie urodzinki tematyczne . Jako ciekawostka - nie mam pojęcia ile kosztują i ile trwają urodziny w McDonaldsie (podobno bardzo popularne...), ale sprawdziłam na www, że tutaj za 1,5 godziny i 15 dzieci płacimy 280 zł - co prawda bez przekąsek, ale w SPOT za urodziny z gotowaniem za 2h aż 600 zł... Równie dobrze można zrobić takie urodziny w domu "on budget" - pytanie tylko o ból głowy w trakcie i po przejściu hordy dzieci.. :) Przekonam się pewnie za parę lat:)

A Ni w całym tym wydarzeniu była mocno przestraszona i wtulona z całych sił w  tatę. Dopiero po czasie rozkręciła się i zaczęła gdakać jak kurka i zasiała rzodkiewkę. Siedziałam w drugim kącie sali po turecku, patrzyłam na Bubsztala wtulonego w tatę i zapatrzonego ze skupieniem i powagą w panią aktorkę. I miałam jak zwykle w takich chwilach jakoś dziwnie szkliste oczy z dumy...

czwartek, 26 kwietnia 2012

Ja do męża: Kup porcję rosołową, nastawimy pomidorową.

Mąż: A czy porcja rosołowa to to samo połówka kurczaka, bo ja nie wiem?

Ja: Aaa tam, forget it... Kup udko jeśli to zbyt skomplikowane...

Mąż dociekliwie: Ale na serio, jest coś takiego? Nie zbłażnię się w sklepie?

Ja: Nie. To taki... Trupek kuraka. Truchełko. Oskubane z mięsa... Szkielet... (w tym miejscu przechodzi mi ochota na gotowanie i jedzenie).

Mąż na to z olśnieniem w głosie: aaaa, to taki template kury, bez contentu!

Amen.

wtorek, 24 kwietnia 2012
...kiedy myślisz, że za chwilę się rozpłyniesz... Kiedy dziecko zasypiając odpływa w inny wymiar. I przyciąga Cię za szyję szepcząc: Musia... (mamusia) Buzi...tuli tuli... Mruży oczy i usypia rozkosznie. Oddech się wyröwnuje, ciałko uspokaja. Mleczny zapach dziecka koi zmęczenie, nerwy. A Ty patrzysz na tego stworka i zalewa Cię fala słodkiej radości, oddania, bliskości. Szczęścia. Miłości abolutnej... W oczach stają łzy wzruszenia. Czujesz w tej chwili, że wiesz po co to wszystko... Gdzie jest sens. Świat składa się nagle w całość jak puzzle. Księźyc pochyla czule nad Wami. Cisza brzęczy. Chwilo trwaj...
piątek, 20 kwietnia 2012

Przed szóstą rano.

W szarości świtania rozlega się stłumione "ekhe, ekhe".

Kotłowanie w łóżeczku.

Do mojej rozkosznie śpiącej świadomości dociera sygnał: Buba się budzi.

Niedobrze.

Mamroczę ratunkowo: "ciii, ciii"

Ekhe, ekhe coraz wyraźniejsze. Zaraz zamieni się w płacz.

Mamroczę wyraźniej: "Mamusia jest, śpij, śpij".

"EEEEEEE" - stękanie zamienia się w marudzenie. Będzie płacz wymuszeniowy.

Próbuję nie otwierając ust zamamrotać jakąś kołysankę.

Ryk.

Oż Ty...

Wstaję.

"Mleczka chcesz"?

"E-E" - przeczące marudzenie zaspanego stwora

"Soczek, soczek!" - woła

Cholera, nie ma soku. Nie ma kubka w pokoju. Nie dam się wykurzyć spod kołdry. Ignoruję zapytanie.

I dobrze. Nagle bowiem następuje skok na równe nogi i wołanie: "TULI TULI!"

No tak, dziecina życzy sobie przytulenia...

Wyjmuję z łóżeczka, tulę ciepłe ciałko małpiatki z zamkniętymi oczami łapiąc resztki snu.

Może się da jeszcze paskud uśpić? Kładę się z nią na sofę.

Marudzenie. płacz. Nie pasuje.

Koniec spania.  

Fuck, jak to możliwe, zasnęła dopiero o 23ciej. A ja o północy!

"Tatuś?Tatuś?" - Dopytuje się dziecina żwawo.

"Tatuś śpi w drugim pokoju. Ciiii." - stękam kątem ust.

"Ciii?" - Zapytuje Bubsztal i leci otwierając sobie drzwi. Biegnie do drugiego pokoju. Staje w progu. Widzi śpiącego ojca. - "Cii" - powtarza - i wraca do mnie.

Uszanowała jego sen. A co z moim?

Zaczyna rozrabiać, a ja nie mogę rozkleić oczu. 

Masz tu dziecino mamusi telefon komórkowy.

Ekrany dotykowe ma opanowane do perfekcji.

"Halooooo?" Dzwoni i pstryka minutę.

Cisza.

Po chwili już skacze mi po brzuchu.

"Mleczko???? Mleczko???" Zapytuje energicznie i słodkonatrętnie.

Robię mleczko z wody z termosu. Za zimne.

Pluje. Robię kolejne.

Ok.

Będzie 3 minuty spokoju.

Udaję, że śpię. Nie ma mnie.

"Dosyć, dosyć!" - woła mała, mając w zwyczaju oddawać mi butlę po skończonej degustacji.

Takkkkk, dosyć, rzucam butlę w kąt łóżka. 

"Śpij, błagam!!!".

Nie da się... Energy mode on.

" Idź do tatusia" - postanawiam jako rasowa wiedźma pozbyć się dziecka na chwilę. Buba wspina się na tatę. Ja mam parę kolejnych minut letargu.

Kotłują się i przytulają. Ojciec dochodzi do siebie po szoku obudzenia.

Dzień jak co dzień. Tylko konfiguracja rodziców się zmienia.

I w ilu domach jest tak samo...

Walka o resztki snu przebiegłymi metodami...

Pozdrawiam niedospanych:)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Czy tylko ja mam dziecko, które wymaga 100% uwagi?

Nie usiedzi sama 5 minut. Owszem, w czasie tych paru minut bywa skupiona - albo coś broi, wylewa, rysuje po ścianie, albo - co mnie zachwyca - czyta książeczkę.

A w pozostałym czasie - wdrapuje się na nas kiedy siedzimy i ukradkiem próbujemy sprawdzić pocztę czy przeczytać zaległe gazety sprzed półrocza... Kiedy biorę ipada do ręki, moje dziecko gramoli się nie patrząc na to, że miażdży wszystko po drodze, wciska wiadomy guzik wyłączając mi przeglądarkę i włącza sobie ulubioną aplikację. Kiedy odmawiam jej tego, rozlega się dziki ryk wymuszacza.

Czy tak małe dziecko można uczyć i nauczyć, że rodzice mają prawo do chwili dla siebie?

Czy też prawidłowością jest skupianie się wyłącznie na dziecku?

Zasadniczo jedno z rodziców zajmujących się Bu nie ma absolutnie czasu dla siebie. Czytamy i bywamy sami w jedynych możliwych chwilach intymności np. wannie lub w tramwaju. Co troszkę frustruje, w końcu czytanie jest sexy :P

Podobno dzieci samodzielnie się bawiące podobnie jak zasypiające nie są legendą miejską i naprawdę istnieją, ale moje do nich nie należy... Choć przecież poza domem śmiało wybiega poznawać świat, tak, że za nią nie nadążamy.

Na pewno w ten sposób nadrabia naszą nieobecność i zaspokaja ciekawość świata, chęć poznawania nowych słów.

Wspaniałe to i upajające, ale fajnie byłoby czasem móc odetchnąć na kanapie i słuchać jak Ni np. karmi lalki... To jest cena za brak ogłupiającego telewizora i pokazanie dziecku, jak genialne jest wspólne czytanie książek:)

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wysokie Obcasy podjęły temat projektu "Super Dziecko" - pracy rodziców nad talentami dzieci i wykorzystywaniem ich naturalnych talentów i zainteresowań.

Nie nadaję się na mamę Montessori, ślęczącą nad pomocami edukacyjnymi - choć je podziwiam szczerze. Ale jednocześnie zrobię wiele, by wspierać zainteresowania Ninki i podążać za jej rozwojem

Widzę zachwycające nas oznaki jej rozwoju intelektualnego. Zaczyna się interesować literkami i cyframi - przynosi literki ze swojej tablicy magnetycznej i próbuje je nazywać. Na obrazku próbuje liczyć przedmioty "raz... tsy... penc" i nazywać kolory "nebeski, cyrwony, zony". Wyciąga wnioski - na wieść, że nie ma już ciasteczek w pudełku zapytuje władczo "kupić???". Czuję (pewnie jak każda mama), że ma w sobie niesamowity potencjał, który warto eksplorować i karmić.

Aktualnie wydaje mi się, że rozwój Ni przebiega harmonijnie - jest niesamowicie sprawna fizycznie i nieustraszona dzięki tacie. Zasuwa jak pershing, a gdy się przewróci woła "bam", otrzepuje rączki i biegnie dalej. Jednocześnie zna dziesiątki wyrazów, świetnie werbalizuje i komunikacja z nią jest bezproblemowa. Jest otwarta i społeczna, a jednocześnie wykazuje odpowiednią nieufność przed obcymi. A do tego jest czuła, emocjonalna, empatyczna, rozumie i nazywa podstawowe emocje.

Niemniej  dostarczając jej bodźców i pokazując świat często pytam siebie, gdzie przebiega granica między zabawą a przestymulowaniem.

Dlatego Ni na pewno nie będzie dzieckiem, które chodzi na chiński, judo i pianino. Ale będzie miała mnóstwo książek - już teraz przesiaduje na nocniku "czytając", pójdzie z tatą oglądać ślimaki na łące, Wielki Wóz na tajemnej wyprawie nocnej i pozna zwierzęta gospodarskie na jakiejś farmie. Ubrudzi się w kałuży, dostanie kiedyś pałę ze sprawdzianu, bo zamiast się uczyć będzie czytała nocą fascynującą książkę za zezwoleniem rodziców.

O ile zechce.

Bo to chyba najważniejsze - jasne, że trzeba wspomagać rozwój dziecka, ale trzeba sprawdzić, czy ono naprawdę, szczerze tego chce, czy robi to dla nas... I trzeba pozwolić na błędy i poluzować ten kołnierzyk obowiązków, ocen... Ja do dziś pamiętam wielki stres towarzyszący formalnej edukacji - i tego będę chciała małej oszczędzić.

Mam nadzieję, że w naszym projekcie super dziecka nie będziemy srogimi demiurgami, tylko czułymi obserwatorami służącymi pomocą i inspiracją. 

20:45, aeidenn
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 kwietnia 2012

Wiosny w sercu i wbrew prognozom słonecznego świątecznego weekendu życzy Wam ekipa Kiddie!

Do usłyszenia!

środa, 04 kwietnia 2012


Ninka jak każde dziecko jest czułym i bystrym obserwatorem i łatwo wyłapuje rozmaite okazje, nasze niekonsekwencje i korzysta z nich.

Ostatnio stosuje swoje "metody" do uzyskiwania tego co najbardziej lubi - spania z rodzicami!
Jak pisałam jakiś czas temu - śpimy na zmianę z Bubiszonem w pokoju, reagując na ewentualne płacze i lęki. Tracy Hogg nazwałaby nas  koszmarnymi "przypadkowymi rodzicami".

(Oczywiście wszystkie dobre rady rodziców, których dzieci ładnie śpią można rozbić o kant... To se ne da z naszym dzieckiem. Tu by się przydał treser lwów...)

Ale to post nie o tym...

Ninka coraz ładniej się komunikuje i widzi, jaką magiczną moc mają słowa. 

Zatem obudziwszy się ostatnio w nocy już nie zawołała tradycyjnie "Mlekooo!" tylko "Boooli!" Oczywiście poleciałam do jej łóżka na złamanie karku.

Potwór już czyhał przy szczebelkach na baczność.

"Co Cię boli Myszko?" - zapytałam stroskana.

"Kolano!!!" -  wyjęczała Ninka, pokazując wiadome miejsce i natychmiastowo wyciągnęła rączki rozpaczliwie wołając "Tuli, tuli!"

Oczywiście musiałam ją wyjąć i utulić, wycałować, wypieścić, ale próba odłożenia do łóżeczka skończyła się wyciem. Ni wylądowała więc ukontentowana w pościeli z mamusią, kładąc się na brzuszku, wypinając kuperek do góry i zasnęła momentalnie.

Cel osiągnięty!

Oczywiście kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że mnie przechytrzyła, rozbawiło mnie to niesamowicie. Z drugiej strony mam świadomość, że przy kolejnym razie muszę odpowiednio zareagować i nie utrwalać tych zachowań...

A Wasze dzieciaki, kombinują?

poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Wczoraj byłam świadkiem takiej oto scenki:

Mama i córka w pewnym sieciowym sklepie z tanimi produktami, zabawkami, ubraniami. Stoją przy zabawkach.

Córka pokazuje palcem pudełeczko z plastikowym ni to konikiem ni to kotkiem i mówi ironicznie, ale i z nadzieją w głosie: "Mama to są PODRÓBY wiesz? To nie są prawdziwe petshopy, gdybyś mi chciała kupić wiesz?"

To zdradza marzenie dziewczynki - chce mieć zabawki Pet Shop, chce naprowadzić matkę na zakup, ale jednocześnie - to muszą być oryginalne produkty, nie chińskie imitacje.

Nic dziwnego. Nie będę pisać o sile reklamy, napisano już o tym grube tomy i nic nie dodam nowego.

Ale pokażę tylko ciekawostkę - skąd dzieci wiedzą, co jest podróbą, co oryginałem? Dlaczego to jest takie ważne? Wszystko to sprawnie przemyślana machina napędzana przez moich kolegów po fachu.

W serwisie branżowym natknęłam się w piątek na nowy magazyn - Top Model. Jak głosi notka prasowa: 

"Główne bohaterki pisma - tytułowe Top Models - będą przybliżać nowości ze świata mody, pokazywać co jest trendy, a co passe, jakie ubrania z czym zestawić. Na poszczególnych stronach znajdują się również  porady dotyczące makijażu, fryzur, samego ubioru, dodatków i akcesoriów. W piśmie będą publikowane też pomysły na wykonanie ozdób, czy lekcje rysunku, które mogą przydać się  przy projektowaniu strojów. Oprócz tego będą zagadki, horoskop, test osobowości i komiks. W środku magazynu znajdują się dodatki: sztancowana tektura z dwoma zabawami - "Uwaga! Flirt" i "Przyjaciółka bez tajemnic".

Dla kogo jest ten magazyn? Kto jest grupą docelową? Pismo adresowane jest do dziewczynek w wieku od 6 do 12 lat. !

Uwaga flirt? Trendy w modzie? Makijaż? Akcesoria? Fryzury?

Wiem, że to znak naszych czasów, ale wkurza mnie, że jakiś cyniczny dorosły to produkuje, a bezmyślny dorosły kupuje swojemu dziecku.

W zasadzie to nie wiem w takim razie po co zwalczamy obecność nastoletnich modelek w magazynach i na wybiegach czy walczymy z anoreksją, skoro w oficjalnych kanałach funkcjonuje coś takiego, a na przykład jakiś czas temu padł kultowy magazyn dla dzieci "Miś", moja ukochana za czasów nastoletnich Filipinka, która zdążyła się jeszcze kompletnie zepsuć (żałuję, że wyrzuciłam archiwalne numery z lat 90tych), "ZygZak" czy "Jestem" dla nieco starszych. (kto pamięta te magazyny?)

Mam nadzieję, że uda mi się jak najdłużej chronić Ninkę przed zalewem tandetnej komerchy. Zresztą tym bardziej takie sytuacje utwierdzają mnie w słuszności decyzji o nieposiadaniu telewizora (vide reklamy - ostatnio reklama lalki Natalki została uznana za nieetyczną przez radę etyki reklamy - mówiła o wyjątkowej lalce dla wyjątkowych dziewczynek).

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers