Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
piątek, 30 kwietnia 2010

Zostałam zaproszona do wzięcia udziału w akcji Mama Wraca do Pracy, któremu patronuje Bebilon. Pisałam o niej ostatnio, zwracając uwagę na to, że jest to projekt komercyjny i nie do końca wartościowy merytorycznie - jak to z akcjami PR bywa.

Jednak zaskoczyło mnie właśnie zaproszenie dla blogerek, wśród których się znalazłam, do rozmowy o tym, co jest ważne przy powrocie do pracy. Nasze głosy zostaną wzięte pod uwagę i posłużą do stworzenia swego rodzaju manifestu. Spróbuję przedstawić to własnym okiem, choć tak naprawdę wszystko jeszcze przede mną i dopiero czekamy na Ninę. Ale znając moje kombinowanie, wiadomo ile czasu poświęcam na analizy "co będzie gdy"...

Co zyskuję w zamian za przystąpienie do akcji i umieszczenie logo na stronie? Drobny upominek. Nie mam więc dylematu moralnego dotyczącego potencjalnego "sprzedania się":)

Choć wiem, że robię to w ramach akcji PR - cieszę się, że temat jest podejmowany przez duże marki. A to może być mini zaczątkiem poważniejszych działań i zmian. W końcu to marki dysponują gotówką i szum generowany wokół ich działań, jeśli jest szumem w słusznym celu - wart jest uwagi.

A poza tym - jesteśmy świetną grupą docelową dla wszelkich akcji. Niemniej wolę takie akcje od słodzenia o maluszkach, brzuszkach itd. Podoba mi się akurat w akcji Mama Rozmawia normalny język pisania artykułów. Zobaczymy co dalej z tego wyniknie.

Chciałabym dodać, że na stronie akcji odbywa się też konkurs dla mam małych dzieci. Biorąc w nim udział można wygrać metamorfozę z pomocą stylistki, personal shoppera i sesję zdjęciową. Myślę, że nagroda jest atrakcyjna i fajnie pomyślana, szkoda tylko, że odbiór w Krakowie - najdalszym miejscu w Polsce...

środa, 28 kwietnia 2010

Wczoraj na spotkaniu Mama Rozmawia rozglądałam się na boki. Wiele mam - w tym ja - gładziło swoje brzuchy, zapewne odpowiadając na ruchy dziecka. Jestem ciekawa jak wygląda relacja z dzieckiem?

Czy zawsze instynktownie dotykamy brzucha, czując, że dziecko domaga się pieszczoty?  Czy można zupełnie zignorować ten ruch?Czy można się skupić na czymś innym?

I czy można nie myśleć o ruchach, kiedy dziecko przez dłuższy czas pozostaje nieaktywne i ich nie prowokować?

Czy zazwyczaj są stałe pory szaleństw? A może są typowe? Sprawdźmy:

Kiedy Twoje dziecko jest najbardziej aktywne

View Results
Create a Poll


Czy dziecko równie mocno reaguje na dotyk ojca?

My przeżyliśmy bardzo wzruszające chwile, kiedy bezczelnie przedwczoraj przyciągnęłam rękę Małża do brzucha, mówiąc "poczuj!".
I co się stało? Usłyszałam z jego ust okrzyk zaskoczenia. A potem? Przytulił głowę do brzucha i przez 15 minut nie chciał się ruszyć, pukając i otrzymując kopniaki, całując te miejsca. Tak kochanie, to Twoja córeczka, ten mały robaczek, mały bokser...Małż stwierdził, że nigdzie nie idzie, i tak może zostać, czując te ruchy...

Myślę, że to jedna z chwil przełomowych - kiedy partner może rzeczywiście nawiązać kontakt dotykowy z dzieckiem, poczuć jego małe ciało pod ciepłą dłonią. Już wtedy rodzi się początkowa intymna, ojcowska więź.

Moment, kiedy ruchy dziecka stają się bardziej wyczuwalne, kiedy jesteśmy w stanie poczuć przesuwające się ciało jest zupełnie niezwykły. Myślę, że będę za tym tęsknić. Nina kiedy piszę te słowa właśnie do mnie kopie.
Czasem są to pojedyncze puknięcia i wypychanie czasem przetaczanie całego ciała. Niepowtarzalne kombinacje, które tylko cieszą i świadczą o dobrostanie.

Obserwujecie coś takiego? Jestem w 27 tygodniu, a najlepsze przede mną...

 

 

Tagi: ciąża
16:13, aeidenn
Link Komentarze (8) »

Wczoraj miałam przyjemność być na kolejnym spotkaniu z cyklu Mama Rozmawia. Gościem specjalnym był Paweł Zawitkowski, marketingowo obwołany "zaklinaczem dzieci" i autor książki i płyty DVD o przewijaniu, noszeniu, karmieniu i tego typu technicznych aspektach rodzicielstwa.
Zawitkowski "wykorzystując" kilkumiesięcznych modeli Oskara i Nikodema zademonstrował technikę przewijania na kolanach, wkładania śpiacgo dziecka do wózka, przekazywania innej osobie w ramiona, noszenia.

Ciekawa była cała otoczka - tłum ciężarnych babek wpatrzonych jak w obrazek w faceta, który nie tylko fachowo trzyma dziecko, ale także zwyczajnie nie boi się do niego zagruchać, dotknąć jego stópkami swojej brody, zagadać innym tonem.A wszystko robi szanując podmiotowość tej małej istoty, nie robiąc nic z zaskoczenia.

I to jak sobie pomyślałam - oto właśnie cała tajemnica tego zaklinania. Czy bycie normalnym, nieprzesadzającym, zrównoważonym opiekunem płci męskiej (ważne!) to właśnie dobry pomysł na biznes?

Tak naprawdę poza podstawową wiedzą o właściwościach ciała dziecka liczy się przede wszystkim wsłuchanie w jego mowę ciała, poznanie jego zwyczajów, reagowanie na jego ruchy, kwilenia.
Małż kiedy odwiedziliśmy dwumiesięczną Sonię po bez żadnej lekcji wziął ją na ręce podtrzymując główkę. Kiedy zaczęłam go głośno podziwiać, stwierdził zdziwiony: "ale przecież to oczywiste".

Czy wystarczy zatem stłumić w sobie kobiecy lęk przed kruchością dziecka, by móc omijać rodzicielskie rafy opieki nad niemowlęciem?

Z drugiej strony - czy kobieta całkiem może pozbyć się tego lęku?I czy wszystkie matki go przeżywają?


A może po czasie lęk przeradza się w zwyczajną ciekawość i obserwację rozwoju małego ssaka?


Może to kwestia wyczucia się siebie nawzajem, nauczenia siebie? I każda matka po kilkumiesięcznym "okresie próbnym" bez opcji wypowiedzenia staje się supermatką?


poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Kolejna ze znajomych dziewczyn rozpakowała się za wcześnie - miesiąc przed terminem. Tego typu wieści zaczynają mnie lekko stresować.

Nie boję się porodu - boję się tego co będzie po nim. Nie boję się jednak kąpieli, karmienia i nowych obowiązków - ale utraty wolności i tego czy sprostamy być rodzicami na jakich mała zasługuje.

Czy nie powinno być przypadkiem obligatoryjnych szkół dla rodziców?

A może testów psychologicznych badających stan psychiczny?

Może ludzie zakompleksieni, niezaradni nie powinni mieć dzieci podobnie jak autorytarne świry? Podobno znaczna część ludzi w Polsce  to DDA albo potomkowie DDA - to również wpływa na różne dysfunkcje.

Czy możliwe jest zdrowe rodzicielstwo? I jak jest w ogóle definiowane? Ile osobowości, ile konfiguracji w związkach tyle wypaczeń i problemów transmitowanych na dzieci.

Czy naprawdę dorośliśmy do tego, by brać odpowiedzialność za kogoś do końca życia, jeśli sami nie umiemy zadbać o siebie?

Moje dziecko oczekiwać będzie absolutnego wsparcia i miłości. Jak mam je do głębi kochać, jeśli nie potrafię pokochać siebie? Jak mam mu zapewnić równowagę, jeśli nieustannie się czymś martwię? Jak mam zapewnić dziecku przyszłość, jeśli sobie nie umiem zapewnić teraźniejszości? Jak mam dać dziecku oparcie, jeśli sama grzęznę?

A może za dużo myślę i analizuję?

Ale nie wierzę, że wystarczy tylko być, by dawać.

 

piątek, 23 kwietnia 2010

Wczoraj dotarła do mnie wygrana wanienka Flexi Bath - która na żywo wygląda identycznie jak na zdjęciach i filmach. Wybrałam kolor żywo zielony.

Wanienka doszła złożona i w tej pozycji zajmuje mało miejsca. Wykonana jest z elastycznego tworzywa, jest bardzo lekka. Wydaje mi się, że będzie się sprawdzać jako wanienka kąpielowa, a w przyszłości też jako pojemnik na zabawki. Wydaje się też idealna dla osób podróżujących autem, można ją łatwo transportować. Spokojnie wstawiłam ją za pralkę w łazience, dzięki czemu zaoszczędzę sporo miejsca. Ale o szczegółach powiem więcej za parę miesięcy:)



Dotarła także wygrana płyta DVD z gimnastyką przygotowana przez Szkołę Rodzenia Przed Porodem.

Oczywiście od razu ją przetestowałam.

Zawartość ma dość surowy charakter - nie ma intro czy bajkowej scenerii. Wszystko odbywa się w szkole rodzenia z udziałem położnej i nieco speszonej milczącej przyszłej mamy, a polega na prostym instruktażu do ćwiczeń. Ale paradoksalnie - to jest atutem płytki. Nie ma mizdrzenia się, słodkiego słownictwa typu brzuszek, maluszek (oprócz jednego, które mnie rozbroiło:"skurczyk":) i zbędnych wprowadzeń. Dlatego płyta idealnie się nadaje do codziennego ćwiczenia z nią. Po prostu włączasz i ćwiczysz.

Ja - największy leń na świecie - włączyłam plytę na laptopie i przerobiłam cały zestaw, oprócz ćwiczeń w parach (nie było niestety Małża) i ćwiczeń zalecanych po 36 tygodniu. Spodobały mi się też ćwiczenia oddechowe zalecane bezpośrednio w czasie skurczów.

Ćwiczenia ogólnorozwojowe mają prosty charakter, nie wymagają wysiłku, napinania, wielkiej aktywności. Są bardzo spokojne i powtarzane są tylko po kilka razy. A jednak wydaje mi się, że pomagają - dzisiaj rano wstałam z nieco mniejszym bólem pleców niż zwykle. A bezpośrednio po ćwiczeniach Nina szalała w brzuchu. To na pewno była dla niej nowość i szok:)

Szybkość przerobienia zestawu ćwiczeń (ogólnorozwojowe - około 15-20 minut) zachęca do regularności. Oby moja mobilizacja nie spadła...

Myślę, że płytkę można polecić dziewczynom niechodzącym do szkół rodzenia. Jednak obniżyłabym nieco jej cenę (42 zł) lub dołożyła jakieś bonusy - chociażby instrukcję masażu ciężarnej. Zwłaszcza, że wiele ćwiczeń i pozycji jogi można znaleźć w sieci. W przypadku takiej konkurencji warto pomyśleć o jakichś wyjątkowych atutach płyty.

W każdym razie - jeszcze raz dziękuję za obie nagrody. Tym bardziej cieszą, że jestem ogólnie fanką wszelkich konkursów. Mam nadzieję, że po porodzie nie ogarnie mnie matczyny szał i nie będę wysyłać fotografii Niny na każdy możliwy konkurs kasz, zup i pieluch...

czwartek, 22 kwietnia 2010

Co jest dla mnie wiadomością dnia?


Infomacja Rzeczpospolitej (a Wyborczej za nią) o tym, że zakładając działalność gospodarczą przed urlopem macierzyńskim i podnosząc do maksimum składkę zdrowotną kobieta zyskuje możliwość otrzymania zasiłku macierzyńskiego nawet w wysokości 5,7 tys zł do samego jego końca. Sąd Najwyższy stwierdził, że ZUS nie może kwestionować tego rozwiązania.

Drugą wiadomością wartą uwagi jest news o tym, że ojcowie nie chcą przechodzić na urlop ojcowski zwany potocznie tacierzyńskim. Niektórzy próbują to tłumaczyć tradycyjnym podziałem ról w rodzinie.  (Pomijam tutaj kwestie pozostałych kruczków prawnych, które sprawiają, że taki zasiłek jest pewnie fikcją, obwarowany jest wieloma ograniczeniami i stanie się jedynie faktem medialnym budzącym niesamowity oddźwięk. Prawdopodobnie wysokość podatków i składek jakie trzeba odprowadzić by otrzymać taki zasiłek sprawia, że nie warto się starać.)

No właśnie.

A może trzeba by zacząć od innej strony?

Pierwszy news przekonuje, że oficjalnie popiera się w naszym kraju krętactwo i kombinowanie, które w tym wypadku jest niezwykle wręcz kuszące. Media powielają tę informację, dając kobietom zachętę do szukania bocznych rozwiązań. Sytuacja budzi ogromne zaciekawienie niebagatelną pulą do zdobycia.

Skąd takie zainteresowanie jednak wynika?

Czy naprawdę jesteśmy tak przedsiębiorcze i dlatego będziemy się rzucać hurtowo by zakładać własny biznes?
A ojcom wystarczy zmienić mentalność, by masowo zgłaszali chęć wzięcia rzeczonego urlopu tacierzyńskiego?



Śmiech na sali.

Clue jest bowiem ogólna sytuacja prawodawstwa dotyczącego świeżo upieczonych rodziców, a nie nasza mentalność. Wydaje mi się zresztą, że poziom świadomości społecznej w zakresie roli ojca w młodszym pokoleniu stale rośnie dzięki odpowiedniej propagandzie.
A zakładanie własnego biznesu w ciąży i użeranie się z formalnościami jest chyba naprawdę ostatnią rzeczą o jakiej chciałaby myśleć wtedy kobieta.

Pomijając kwestie kruczków i faktów medialnych...

  • gdyby regularny zasiłek macierzyński był wyższy niż obecnie...
  • gdyby sam zasiłek był dłuższy...
  • gdyby becikowe nie było jak splunięcie (nie wystarcza nawet na wózek)...
  • gdyby matka karmiąca miała więcej czasu w pracy na ściągnięcie mleka...
  • gdyby ochrona kobiety po powrocie do pracy była wiarygodna...
  • gdyby młodzi rodzice nie byli postrzegani przez pracodawców jako szkodniki...
  • gdyby były dostępne państwowe żłobki i przedszkola...
  • gdyby pracodawcy zakładali przyzakładowe żłobki i przedszkola...

...to

Polska byłaby drugą Szwecją, w zakresie przywilejów rodziców miodem i mlekiem by płynęła, nie skarżyłaby się na słaby przyrost naturalny i może splajtowałaby...

Ale oferowałaby legalne, korzystne rozwiązania zachęcające do powiększania rodziny i zapewniające stabilność finansową na początku jej funkcjonowania, kiedy najtrudniej jest stanąć na nogi. Nie wspierałaby chociażby tego fikcyjnego zakładania działalności gospodarczej przez matki.

No chyba, że w tym działaniu państwa jest głębszy sens - na przykład chęć pochwalenia się rosnącymi statystykami samozatrudnienia w Polsce wśród młodych kobiet... A ten tydzień urlopu ojcowskiego ma nas np. promować w Unii jako kraj próbujący nadążać za trendami?

Marzy mi się kraj przyjaznego prawa, w którym uczciwi nie są karani jako ci naiwni...

środa, 21 kwietnia 2010

Moje dziecko na pewno będzie genialne - tak myśli zapewne każda młoda mama.
I ten geniusz ma być oczywiście wrodzony po rodzicach, jak również stymulowany na różne sposoby.

Ja też oczywiście eksperymentuję. Puszczamy małej jeszcze w brzuchu muzykę. Przez parę ostatnich dni testowaliśmy jej reakcje na grę Małża na gitarze. Początkowo dwa razy naprawdę szalała, ożywiała się przy niej. Ale wczoraj nie zareagowała. Możliwe więc, że był to przypadek. Podobnie oczywiście musiałam wdrożyć eksperyment z latarką - skoro dzieci koło 26 tygodnia otwierają oczy... Oczywiście nie było reakcji.

Jak ze wszystkim, także ze stymulacją dziecka w łonie i małych dzieci nie można przesadzać, aczkolwiek rozliczne strony i organizacje promują tego typu podejście.

Niebawem będę miała okazję uczestniczyć w kolejnym spotkaniu Mama Rozmawia, gdzie gościem - oprócz "zaklinacza dzieci" Pawła Zawitkowskiego będą panie z firmy Dzieci Logos, która zajmuje się stymulacją rozwoju dzieci.

Wystarczy obejrzeć film na stronie programu Pytanie na śniadanie by się lekko zestresować:

"Trzyletni Jurek jest świetny z geografii, zna nazwy greckich bogów, umie czytać i rozumie po angielsku, zna nazwy historycznej broni palnej. Czy jest geniuszem, czy każdego trzy latka można tego nauczyć?"

Czy taka intensywna stymulacja nie jest dla dziecka szkodliwa? Jego mózg jest chłonny jak gąbka, ale czy potrafi już samodzielnie się oczyszczać, relaksować? Czy to nie jest przede wszystkim przejaw nadgorliwości rodziców i ich ambicji? Mały Jurek ledwo wymawia głoskę R a już musi znać nazwę dinozaura - brachtiozaur - którą na pewno nie wszyscy dorośli wymówią poprawnie. Czy to nie przesada? Te pytania na pewno zadam na spotkaniu.

Jednocześnie wiem, że będę chciała wspomagać w sposób naturalny rozwój dziecka. Zainteresowało mnie bardzo miganie ułatwiające podstawową komunikację.



Niesamowita jest również umiejętność czytania - o ile jego naukę można przekształcić w zabawę.



Interesująca wydaje się również opcja wczesnej nauki jedzenia stałych pokarmów - baby led weaning. Musiałabym jednak więcej doczytać na ten temat. I obudzić w sobie cierpliwość i tolerancję dla jedzenia rozrzuconego po calym pokoju...

Niewątpliwie jednak kwestią podkreślaną przez żywieniowców jest rosnąca niechęć młodzieży i dzieci do pokarmów twardych, chrupkich, o wyraźnej konsystencji, do świeżych warzyw i owoców (polecam tekst Agnieszki Kręglickiej: "Miękki kotlet, miękka parówka, miękka bułka i ryba panga - przyzwyczajanie do tego, co miękkie i jałowe w smaku, jest powszechne w szkolnych stołówkach. Dzieci nigdy nie rozsmakują się w razowym chlebie, kaszach, morskich rybach, jeśli będziemy je karmić tym, co łatwo pogryźć i czego smak powstaje w laboratorium chemicznym lub w intensywnej hodowl"). Jedną z przyczyn jest dostępność przetworzonej żywności, ale może gdzieś przyczyna leży też w tworzeniu upodobań poprzez długie podawanie papek, słoiczków, kaszek?


Jestem ciekawa jak inne mamy widzą kwestie różnego typu wczesnej stymulacji rozwoju dziecka?

niedziela, 18 kwietnia 2010

Ostatnio przyszła mi do głowy myśl związana z etymologią słowa "ciąża".

Jak się okazuje i jak łatwo skojarzyć - "słowo "ciąża" pierwotnie oznaczało: "ciężar, brzemię", "podatek", "ucisk, dolegliwość" oraz przenośnie "ciężar na duszy, troska, strapienie". Dopiero w XVIII wieku pojawiło się znaczenie współczesne "brzemienność, odmienny stan kobiet". Etymologia tego słowa jest zatem równie wymowna jak pochodzenie i pierwotne znaczenie przymiotnika "brzemienny", oddającego oczekiwanie na dziecko jako dopust: "obciążony, naładowany czymś, ciężki"." Jak wiemy, rzeczywistość i język są ze sobą zwrotne sprzężone. Nic dziwnego więc, że kobieta w ciąży postrzegana jest właśnie jak we wpisie Kominka omówionym w poprzednim poście - jako ktoś odstręczający, ciężki, trudny w obcowaniu.

Pojawiają się jednak także inne określenia: "ciąża bywa również określana mianem "stanu błogosławionego", "stanu łaski", co świadczy o próbach jej odmaterializowania, jakby była stanem duchowym, a nie fizycznym."  (obszerny cytat z artykułu Językowy obraz macierzyństwa autorstwa Anny Golus, który gorąco polecam). Jednak czy ktokolwiek używa dzisiaj tych uduchowionych określeń?

Mnie osobiście dotyka negatywnie nacechowane określenie, że "zaciążyłam". Kiedy usłyszałam je w stosunku do siebie, poczułam się bardzo uprzedmiotowiona. Natomiast sympatią darzę określenie "ciężarówka", które wydaje mi się ciepłym neologizmem, pomimo skojarzeń z wiadomym pojazdem:)

Jestem ciekawa jak to wygląda w codziennym użyciu? Jakie sformułowania padają najczęściej?

A jak wyglądają ciążowe określenia w innych językach? Po angielsku mamy "baby bump" jako określlenie brzucha, czy "bun in the oven" jako określenie ciąży. A w innych?

 

sobota, 17 kwietnia 2010

Właśnie przed chwilą dowiedziałam się, że zostałam nagrodzona w konkursie Szkoły Rodzenia Przed Porodem na blog miesiąca.

Ogromnie się cieszę i dziekuję szkole i Pani Izabeli Lenkiewicz za wyróżnienie - nie tylko bloga, ale także mojego projektu minipoznan.pl, który mam zamiar rozwijać w miarę możliwości i sił.

Nagroda jest bardzo wartościowa - to nie tylko nietypowa wanienka firmy Mablo (Małż by powiedział, że to wanienka "z telewizorem", jak nazywa przedmioty wyposażone w dodatkowe funkcjonalności), ale także e-learningowa szkoła rodzenia i płyta z ćwiczeniami.

W tym momencie za jednym zamachem rozwiązały się moje dwa problemy - pierwszy wynikający z mikroskopijnej łazienki, w której brak jest miejsca na tradycyjną wanienkę i drugi związany z dylematami pt. "wydać żywą gotówkę na szkołę rodzenia czy nie i jaki będzie ROI czyli zwrot z inwestycji".

Ze szkoły rodzenia i ćwiczeń na pewno skorzystamy i wrażenia opiszemy, a po narodzeniu Ninki opiszemy także przeboje kąpielowe w nowej wanience.

Dziękujemy i gratulujemy pozostałym dziewczynom wyróżnienia akcesoriami niemowlęcymi.

Parafrazując nielubianego Pospieszalskiego, który twierdzi, że "warto rozmawiać" - stwierdzę, że "warto pisać". Siedzimy w globalnej wiosce na wirtualnej ławeczce przed domem i wymieniamy się radami, uwagami. To takie neoplemię stworzone na bazie wspólnych doświadczeń.  Chociaż sieciowe współuczestnictwo i współodczuwanie jest złudne - to fajnie, że zwyczajnie jest. Dziękuję tym, którzy odwiedzają to moje internetowe poletko.

P.S a to świat z perspektywy mojeg brzucha. Te czarne punkty to stopy:)

piątek, 16 kwietnia 2010

Nie czytam bloga Kominka, ale jego istnienia nie sposób nie zauważyć. Niedawno popełnił jak zwykle ironiczny wpis o brzydocie kobiet w ciąży.

Nie będę komentować, bo myślę, że nie warto. Kominek ma z pewnością wiele traumatycznych przeżyć za sobą, szkoda chłopa w sumie. Życie musi być dla niego bolesne.

Jednak ciekawi mnie kwestia postrzegania kobiet w ciąży przez mężczyzn.

Czy faktycznie jesteśmy w ich oczach trzecią płcią?

Skrzyżowaniem inwalidy, wieloryba i hipopotama?

W supermarketach są osobne kasy dla kobiet w ciąży i niepełnosprawnych. Czy jesteśmy podobnie jak oni klasyfikowane jednym spojrzeniem jako przezroczyste? Przezroczyste - czyli nie warte uwagi i szacunku - poza taksowaniem z ciekawością brzucha.

Czy kobieta w ciąży może być seksowna? Z pewnością zależy to w dużej mierze od samopostrzegania oraz stroju, poziomu zadbania. Ale może to jakiś atawizm steruje mężczyznami i w ich mózgach generuje się impuls "ta samica jest już zajęta i zapłodniona, w tym momencie nie przyjmie twojego materiału genetycznego i nie pomoże ci przedłużyć rodu" ergo "ta samica jest nieatrakcyjna"?

A może to inny atawizm? Kobieta w ciąży jest dowodem na jej aktywne życie seksualne. Nie zawiera już w sobie tej tajemnicy "uwiodę ją czy nie uwiodę?". Jej seksualność jest oczywista. I nieciekawa?

Co najlepsze - ze strony kobiety w ciąży często wzrasta poziom libido. A tu proszę - na starcie męska blokada erotyzmu. A może dotyczy ona tylko obcych samców, a samiec - sprawca zachowuje swoje instynkty? A może czasem jednak traci on część zainteresowania seksem i zamienia się z łowcy w opiekuna i żywiciela dla swojego stadka? Materiał genetyczny przekazany, teraz trzeba pielęgnować zasiane ziarenko?

Co na to socjolobiologia? Co na to życie?

 
1 , 2 , 3

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers