Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
środa, 31 marca 2010

Czy ja się stałam kurą ciążową????????

Małż dzisiaj dyskretnie wskazał: dawno nie napisałaś nic na ""... (tu padła nazwa mojego bloga branżowego). Oczywiście dopowiedziałam sobie resztę pt. straciłaś inne zainteresowania i obraziłam się za to, co sama wymyśliłam.

Mój Małż Racjonalista mnie skarcił za dopowiadanie nieistniejących oskarżeń słowami: "Pytając mnie czy bardzo się uwsteczniłaś zadajesz pytanie w stylu "Czy to dobrze, że mi oko wypłynęło". Oba są absudalne i zakładają rzeczy nieistniejące..."

Jednak to prawda, straaasznie  dawno nic nie napisałam. Niegdyś prawie codziennie publikowałam na tamtym blogu  jakiś komentarz e-marketingowy. Od jesieni straciłam zapał. Nie zrobiłam też  prócz jednej ani jednej sesji zdjęciowej. Kiedyś robiłam prawie co tydzień.

Czyżby ciąża rzeczywiście padła mi na mózg?

Czy ja rzeczywiście ubrzuchowiłam i udzieciowiłam się na amen?

Czy hormony mnie przesterowały i niedługo zacznę gdakać?

A może to sprawka natury? Ten pęd do dziecięcych ubrań, oglądanie się za wózkami, rozanielony uśmiech jako reakcja na dyskotekę kopnięć w brzuchu zamiast okrzyku przerażenia wobec małego pasożyta?

Tak, zrzucę to wszystko na naturę.

To podła małpa. Tak mnie urządzić!

Pocieszam się, że w ostatnich tygodniach przeczytałam kilka książek nie na temat. Przeglądam prasę branżową.

Taaa i co jeszcze?

Czuję, że złapałam strasznego doła i siadła mi w jednej minucie samoocena.

Głupie, nudne, tłuste krówsko.

Szare komórki, do boju!

Ostatnio poszukuję odzieży niemowlęcej .

W Internecie można dostać zestawy zagranicznych marek takich jak Mothercare, Next, Primark, Bay.

Przygotowałam tabelę - ściągę rozmiarów odzieży niemowlęcej, jaka pomoże w doborze ubranek.

Pogrubiona czcionka to nasz polski rozmiar. A powyższe w kolumnach to odpowiadające im oznaczenia innych firm z odzieży z UK i IE. Wiersze to oznaczenia jednej firmy. Mam nadzieję, że się przyda innym mamom.

WIĘKSZA TABELA DO POBRANIA

wtorek, 30 marca 2010


Była sobie Wenus z Milo.
A potem przytyła plus minus 10 kilo.
I wygląda i czuje się jak Wenus.

Ale z Willendorfu.




Wczoraj Małż otworzył jakiś katalog ze zdjęciami PRZED. A potem zobaczyłam swoje zdjęcia Z TERAZ.

I czuję się nieswojo.

Nigdy w życiu nie ważyłam ok. 60 kg. Przybyło mi faktycznie ok. 10 kg. Wiem, że 60 kg to relatywnie mało - ale chodzi właśnie o skalę rośnięcia.

I tę pełność, obfitość ciała. Nie czuję, że to esencja mojej kobiecości.

Do tego moje ciało od niedawna nie chce mnie słuchać. Pobolewania, strzykanie, trudności z obracaniem się z boku na bok w łożku, zasapanie, trudności ze schylaniem się i głębszym oddychaniem...

A to dopiero początek 6 miesiąca. I wcale nie mam dużego brzucha.

Poetyka ciąży na tym się chyba kończy i zaczyna sie fizjologia słonia.

Kiedy widzę inne babeczki w ciąży o perfekcyjnych  figurach, odziane w rurki i balerinki szlag mnie trafia. Jak to napisała Musierowicz w Szóstej Klepce - rośnie we mnie mały grzybek zawiści ;)

Tak, wiem. To minie.

I uciążliwości i kilogramy.

Ale trudno zaakceptować na wiosnę te 103 cm w biodrach...

Coś tu nie gra. Motyl przekrztałca się w poczwarkę.

Czy tylko ja mam stan wewnętrznego buntu?

(Przy jednoczesnym braku poskromienia apetytu...)

niedziela, 28 marca 2010

Oglądam łóżeczka na Allegro.

Pokazuję na GG Małżowi link do łóżeczek, gdzie można dobrać sobie pościel. Cena przystępna, pełen zestaw wraz z materacem, ale żadna pościel mi nie pasuje.

Ja: Kochanie, który zestaw Ci się podoba?

Małż odklikuje po chwili:  Kaczuszki

Ja: Naprawdę????????????????????

Małż: No prawdę mówiąc, dlatego, że były pierwsze... Nie znam się na tym. Co wybierzesz, będzie dobre.

Ja: Bo mi się te paseczki podobają, tylko są droższe. Co myślisz?

Małż: No fajne.  Takie więzienne. Stylówa bezbłędna...

--

Kto oglądał Hitlera w poszukiwaniu electro, ten wie o co chodzi...

 

piątek, 26 marca 2010

Zastanawiam się czasami, na jaki świat sprowadzam Ninkę. Świat to może za dużo powiedziane - w jaką Polskę.

Wyczytałam w Polityce, że tylko 6% rodaków ma w domu powyżej 100 książek (uświadomiliśmy sobie wtedy z Małżem, że powinniśmy czuć przynależność do elity ze swoim księgozbiorem :)), a aż 60% ma tylko kilka książek (założę się, że to Biblia, biografia papieża i książka z jakiegoś dodatku gazetowego za złotówkę...). Dzisiaj usłyszałam  tez na przykład w radiu o konferencji akademickiej na temat zidiocenia studentów - profesorowie omawiali między innymi to, że obecni studenci nie wiedzą nawet, że w Polsce był stan wojenny.

Od lat nie mamy telewizora, a każdy kontakt z nim przy okazji wyjazdów do rodziny mnie przeraża. Są oczywiście programy i stacje dla "potrzebujących", ale gros programów w polskiej TV tworzonych jest wyłącznie dla oglądalności mas, skutkiem czego ich poziom zakrawa na tańcw na lodzie ze śpiewającymi gwiazdami i lodówkami. Czego się spodziewać po oglądających to masowo ludziach?

Oczywiście ja konsumuję popkulturę i nie gardzę nią. Jednak to co się liczy to umiejętność selekcji i dystansu do tych treści.

Miłości do książek jestem w stanie nauczyć córeczkę - jak wskazują badania przytaczane w Polityce, to wyłącznie z domu wynosi się to zamiłowanie. Ja pamiętam czytanie mi książek przez rodziców i odsyłanie do encyklopedii i słowników, kiedy poszukiwałam poszerzonej wiedzy. Między innymi stąd moją ulubioną książką był trzytomowy słownik medyczny, gdzie  z patologiczną lubością oglądałam wszelkie choróbska i deformacje:)

Wracając do meritum - jestem w stanie wpoić szacunek do książek, wybrane filmy puszczać na komputerze. Ale potem wpuszczam dziecko w świat przedskozla i szkoły, gdzie będzie aspirować do grup rówieśniczych, gdzie liczą się inne priorytety. I jestem świadoma, że będę robic wiele, żeby dziecko nie czuło się izolowane i inne w gorszym sensie.

Czy to znaczy, że będę się musiała godzić na furę, skórę, komórę, posiadanie telewizora, emo i lans?

A może moje dziecko mając wpojone wartości będzie samo umiało wybrać i stanąć po tej dobrej stronie mocy?

 

środa, 24 marca 2010

Wczoraj miałam przyjemność być na spotkaniu przeznaczonym dla kobiet w ciąży pt. Mama Rozmawia.

Byłam bardzo miło zakoczona poziomem spotkania. Tak jak pierwsze pod względem merytoryki i organzacji czasowej pozostawiało troszkę do życzenia, to wczorajsze było świetne.

Udało mi się nawet wylosować mały zestaw kosmetyków Pharmaceris dla siebie i małej. Upominki od sponsorów były tym razem mniejsze niż ostatnio, ale merytoryka to wynagrodziła.

Gościem była  Karolina Laskowska, położna z Akademii Aktywnej Rodziny, która odpowiadała na nasze pytania dotyczące porodu i pielęgnacji - ja zadałam wiele nurtujących mnie pytań.
Znalazło się miejsce nawet na instruktaż mycia i ubierania noworodka, porady dotyczące higieny.

W przypadku tematów porodowych rozmawiałyśmy o ochronie krocza, torbie do szpitala, prawach pacjentki, przebiegu porodu i jego objawach, roli położnej i lekarza w czasie porodu.
Reprezentantka firmy Respisense prezentowała strasznie drogie urządzenie (prawie 500 zł) do monitoringu oddechu, co stało się przyczyną rozmowy o bezdechu niemowlęcym.

Najtrudniejsze były fragmenty dotyczące ochrony krocza (o co ja pytałam), roli położnej i lekarza oraz praw pacjentki (pytałam o plan porodu).

Jak to było do przewidzenia - sama położna potwierdza jak niski jest poziom przestrzeganai praw pacjentki w szpitalach. Zwyczajnie brakuje czasu na to, by pacjentkę traktować jak człowieka. Stąd zdawkowe odpowiedzi, przedmiotowe traktowanie jak na taśmie, rutynowe nacinanie krocza.

Zaczęłam zastanawiać się, czy na pewno chcę rodzić w największym kombinacie położniczym czy nie zaryzykować pójścia do mniejszego szpitala, gdzie nie brakuje personelu. Zwłaszcza latem, w okresie urlopów...

Istotne jest także to, jak wskazana została rola lekarza przy porodzie. Podbija pieczątki, decyduje o lekach na podstawie info od położnej, czasem szyje krocze i jest obecny w aktywnej fazie porodu. Coś tam mruknie pod nosem zapytany o cokolwiek.

Ale całość procesu nadzoruje położna. To ona powinna być przyjaciółką na sali. I jeśli mamy inwestować finansowo w czyjąś obecność, to na pewno jest to położna.

Nad czym się rzeczywiście, podobnie jak nad zmianą szpitala, zaczęłam zastanawiać.

Jakie są Wasze doświadczenia i przemyślenia?

poniedziałek, 22 marca 2010

Zastanawiam się, czy należę do wyjątków, które z zapałem oglądają krwawe relacje video z sal porodowych i operacyjnych, czy jest to szersze zjawisko?

Zanim jeszcze zaszłam w ciążę oglądałam liczne filmy na You Tube prezentujące porody w całej ich fizjologii - z krwią, nacinaniem, krzykiem -  których jest cała masa, a także filmy dokumentalne o tym traktujące.

Oglądam zarówno filmy z porodów naturalnych - szpitalnych i domowych jak i operacyjnych. Mam wrażenie, że teraz coraz mniej mnie może zaskoczyć. Jestem wstępnie psychicznie przygotowana na to, na co tak naprawdę nie można się przygotować - utratę kontroli nad psychiką i ciałem, na ból, fizjologię, strach i stres często przeradzające się w przemęczenie i agresję.

Małż został już uprzedzony o tym, że może zostać zbluzgany na sali porodowej. Przyjął to z wrodzonym stoicyzmem i miłością w głosie: "Wiem kochanie. Ja wszystko rozumiem". Wiem, że trudno mu będzie znieść wszelkie fizjologiczne przejawy porodu, dlatego zostawiam mu decyzję odnośnie obecności w trzeciej fazie. Jednak nie wyobrażam sobie, żeby nie było go ze mną podczas wielu godzin oczekiwania. Jego logiczne myślenie, spokój, rozsądek połączone z czułością i troską ratowały mnie już niejeden raz. Pamiętam, że kiedy skręciłam boleśnie nogę i oczekiwałam w szpitalu na przyjęcie, nie tylko wszystko pozałatwiał w biegu, ale zdążył mi kupić w locie loda w McDonaldsie na pocieszenie...

Katować partnerów filmami z porodów nie radzę, ale myślę, że wtajemniczanie w różne aspekty tego zdarzenia ma sens. Czy to przez szkołę rodzenia, czy przez sspokojne rozmowy czy literaturę.

A głównym uczestniczkom zdarzenia mogę polecić, pomijając filmy bezpośrednio z porodów, dokumenty:

- film na You Tube - Porodowy biznes - o systemie opieki społecznej w USA generującym ogromną liczbę cesarskich cięć i znieczuleń ZO versus porodach domowych

- First Scream - film dokumentalny pokazujący porody w różnych częściach glpbu - poruszają sceny w szpitalu w Tajlandii, gdzie kobiety rodzą po kilka w salach i leżą na korytarzach, na podłodze, a lekarz w trakcie rozmawia przez komórkę

- Orgasmic Birth - o naturalnych porodach w ekstazie - wszystkich w warunkach pozaszpitalnych...

Chętnie poznam inne polecane filmy.

 

 

niedziela, 21 marca 2010

Wyprawkowe łowy można zacząć...

Pierwsze 8 par śpiochów i bodziaków, przed których kupowaniem trudno się opanować czeka na właścicielkę, która właśnie dałą mi puknięciem o sobie znać. Na półce czeka butelka, smoczek, otrzymany od Gosi laktator, który zdążył już wywołać przerażenie Małża po sekundowej demonstracji na sucho przez ubranie jak to mniej więcej się stosuje...

Na Allegro zamówiona cegła o pielęgnacji niemowląt i pieluchy, akcesoria higieniczne dla mnie i małej.

Pierwsze koty za płoty. Pierwsze ważniejsze wydatki, nie licząc tych na lekarzy i badania. Lista wyprawkowa zweryfikowana przez dwie kumpele zaliczyła jednak liczne wykreślenia zbędnych wydatków.

Wszystko to prowadzi do myśli: Jak nasze mamy dawały sobie radę? Urodziłam się na początku stanu wojennego, kiedy w sklepach nie było dosłownie nic. Gdyby nie kochana babcia zdobywająca cudownymi metodami towary deficytowe i rozsądek młodych rodziców byłoby krucho. Były to czasy palenia w łazienkowej "kolumience" węglem, gotowania pieluch w wielkim garze i suszenia ich na podwórku. A także czasy, gdzie w szpitalu brakowało środków higienicznych i kobiety po porodzie dostawały strzępki ligniny od naburmuszonych położnych...

A jednak nasze mamy dawały sobię radę. Nie było rynku wzbudzającego zbędne potrzeby. Było dużo trudniej z wieloma rzeczami -  np. z dostępem do wiedzy pediatrycznej - ale czy rzeczywiście gorzej?

Klęska urodzaju doprowadza do amoku. Wózek wybierałam na podstawie pliku excela z wpisanymi parametrami kilkunastu modeli. Czy to nie przesada? Gile z nosa zamiast usunąć naturalnie lub gruszką zasysa się urządzeniem za pomocą odkurzacza. W sklepach online można kupić kaski dla dzieci, aby nie uderzały się w główki. Zamiast zalania butelki wrzątkiem można ją wstawić do sterylizatora. Zamiast ceramicznego naczynia na kaloryferze jest nawilżacz powietrza.  Zamiast płatków mydlanych - trzy razy droższy proszek. I tak dalej.

Postanowiliśmy z Małżem się nie dać propagandzie.

Choć bardzo łatwo jej ulec - w końcu to propaganda miłości...

sobota, 20 marca 2010

Troszkę górnolotny tytuł postu sygnalizuje moje przemyślenia, jakie pojawiły mi się po lekturze ostatnio czytanych książek.

Ale najpierw słowo wprowadzenia.

Ogólnie rzecz biorąc uwielbiam książki z gatunki literatury faktu. Czytam pamiętniki, reportaże, biografie, wspomnienia, literaturę podróżniczą. Uważam, że najciekawsze scenariusze i często najbardziej nieprawdopodobne pisze samo życie.

Ostatnio wciągnęły mnie pamiętniki polskie ukazujące obyczajowość i życie wyższych warstw społeczeństwa (ziemiaństwo, arystokracja, bogate mieszczaństwo) na przełomie wieków. 
W ciągu ostatnich 2-3 tygodni wchłonęłam więc te pozycje:



  • 'W ogrodzie pamięci' Joanny Olczak Ronikier - nagrodzona Nike opowieść o historii zamożnej warszawskiej zlaicyzowanej i spolszczonej rodziny żydowskiej austriackiego pochodzenia od początku wieku do współczesności
  • 'Ostatni Mazur' Andrew Tarnowskiego - historia rodzinna rodu ziemiańskiego Tarnowskich i burzliwych ich dziejach w czasie II wojny światowej,
  • Na tapecie obecnie - 'Czas pokaże. Wspomnienia' Marii Tarnowskiej, z domu Światopełk- Czetwertyńskiej (spokrewnionej przez męża z Adrew Tarnowskim!) , arystyokratce, która w czasie wojny stała się sanitariuszką i działała w AK,
  • W kolejce - tomiszcze 'My i nasze siedliska' Matyldy Sapieżyny (ponad 800 stron) - podobne wspomnienia na tle zagmantwanych kolei życiowych.

 

Czytam te książki będące świadectwami minionej mentalności i obyczajów. Wielokrotnie pojawiają się tam kwestie dotyczące posiadania i wychowywania dzieci. Po pierwsze - małżeństwa dobierane przez rodziny, nie zawsze z miłości. A potem liczne zdrady i romanse, potomstwo z nieprawego łoża. Dzieci - niezwykle liczne i wychowywane na wierne rodzinie, karne, lojalne, patriotyczne, na obytych poliglotów. Jednocześnie to dzieci żyjące w zbytku, nieświadome autentycznych relacji społecznych poza domem rodzinnym, od najmłodszych lat oddawane mamkom i guwernantkom. A potem wkraczające w świat pełen zamętu, świat przełomu wieków i wojen. Jako dorosłe osoby często nie potrafiące się odnaleźć, nie kochające własnych dzieci, w matni między arystokratycznym wychowaniem a okrucieństwem i prozą życia.

Niesamowite wrażenie robią wszystkie wojenne rozstania, tułaczki po całym świecie. Nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji - gdy mąż jedzie na wojne, zostaje ciężarna kobieta lub kobieta z małym dzieckiem. Rodziny się rozstają i spotykają za granicą w najbardziej egzotycznych krajach.  Śpią w rowarch, w paryskich burdelach ale i u książąt. Spotykają osobistości i przestępców. Walczą. Przemycają. Kłamią. Ukrywają się lub innych. A do tego kochają, rodzą dzieci... A po wojnie z arystokracji stają się wyrzutkami społeczeństwa z powodu swojego pochodzenia.

Czytam obgryzając paluchy i myślę, jak niewielkie są moje problemy na tle zamętów historii...

środa, 17 marca 2010

Czy Wasi partnerzy rozmawiają z brzuchem?

Mój probuje nawiązać interakcję na wiele rozbrajających sposobów, m.in.:

  • Przytulił się do mnie od tyłu i zapytał - "co u moich dziewczyn?"
  • Puknął mnie w plecy, robiąc mi masaż po ciężkim dniu mówiąc, że "puka do Niny od kuchni"
  • Kiedy mył mnie relaksująco w wannie myjąc mi brzuch stwierdził, że myje "domek Niny"

Do  sposobów wywołujących atak śmiechu u mnie nalżały dzisiejsze metody wywołania puknięć i ruchów córki.

Małż przyłożył usta do brzucha  i rozpoczął nawoływanie:

  • Halo, tu Tata mówi!Tata!
  • We are sinking, we are sinking (z pamiętnej reklamy poniżej)

  • Mayday, mayday!
  • Umiesz robić radio? Halo, halo, halo. halo (ze skeczu Halamy poniżej)

  • That's one small step for a man, one giant leap for mankind!

  • a także szereg odzew nawiązujących do historii wojskowości (Halo! Ile oddziałów ma papież?)

 

Niestey Nina ani drgnie...Chyba zbyt się zestresowała dzisiejszym tempem pracy w biurze i moją małą ilością snu.

Tylko mi brzuch faluje ze śmiechu.

Dobrze mieć Małża, który umie odstresować po bardzo ciężkim dniu.

Małżu, dziękuję Ci!

19:17, aeidenn
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers