Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
środa, 29 lutego 2012

Dlaczego na aukcjach internetowych musi się wylewać różowy budyń? (mam tu na myśli nie tyle kolorystykę ubranek, bo o tym już pisałam, ale nazwy aukcji nadawane przez użytkowników).

Wystarczy zajrzeć do kategorii ubranka dla dziewczynek. 

A tam: "zestawiki"  odzieży dla:

  • małej księżniczki
  • ślicznej córuni
  • cudnej modeleczki
  • niuni
  • uroczej damuni
  • cudownej dziewczynki
  • słodkiej królewny

A poza tym nie wiedziałam, że na aukcjach można kupić obrandowane dzieci (vide tytuł aukcji "cudna markowa dziewczynka")...

 

"Zaraz odwiozą mnie do Tworek"... :)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Nadszedł czas czasowników.

Moje dziecko zaczyna ich używać w różnych sytuacjach. Oczywiście nie mając pojęcia o gramatyce i czasem nas dokumentnie rozbrajając.

Słyszy piosenkę w radiu. Zaczyna tańczyć, pokazuje na radio i pyta miękkim dziecięcym głosem "Tańccyyy?"

Wdrapuje się na kanapę koło mnie, mówiąc sama do siebie "Siadaj!!". Rozkazuje tak też ludziom w autobusie (wydaje się jej chyba, że stwierdza fakt ich siedzenia).

Kładzie lalkę w łóżeczku, przykrywa kołderką mówiąc "płossie" (proszę).

Konsumuje kawałek kanapki z Nutellą. Po konsumpcji wychyla się z fotelika w moją stronę z pretensją "Jesssce! Sisiszys? Sissisz?" (jeszcze, słyszysz).

Sadza lalkę na nocniku mówiąc "Siedziii".

Po chwili przytula lalę, kołysząc ją szepcząc "Tuli, tuli".

Ucieka przed odkurzaczem, kiedy zbliżam się za bardzo z ryczącą rurą, wtula w  kąt fotela z piskiem "bojjji" (boję się).

Kiedy widzi otwarte drzwi łazienki biegnie do wanny nastawiając ręce do mycia i krzycząc "myja myja".

Rozumie polecenia typu przynieś książeczkę, wrzuć pieluchę do kosza, zostaw.

Kiedy chce się napić z kubka stęka domagając się go, a po usłyszeniu "Co trzeba powiedzieć, kiedy chcesz się napić?"  mówi ładnie "płossie".

A na koniec dnia kładzie się wreszcie padnięta na podłodze komunikując nam zmęczenie i mówiąc "piiii" (śpi).

Po włożeniu do łóżeczka kiedy pięćset razy wstaje i szaleje, sama zaczyna już powtarzać moją mantrę "połóż się" co w jej wykonaniu brzmi "pośsie".

Nasza wielka mądra dziewucha...

Tagi: dzieci scenki
22:03, aeidenn
Link Komentarze (3) »
środa, 22 lutego 2012

W książce "Drugi i trzeci rok życia dziecka" występuje piękna podręcznikowa typologia usposobienia dzieci. Niuńka ewidentnie pasuje do opisu dziecka nadaktywnego. 

Ciągle w ruchu, ciekawska wiercipięta. Nauczyła się biegać zanim zaczęła chodzić. Potrzebuje wielu bodźców i ich zmiany. Łatwo się denerwuje kiedy coś nie idzie po jej myśli, potrzebuje wiele ruchu na świeżym powietrzu - jak młody chart :)

I to wszystko przekłada się na jej trudności ze snem.

Zasypia teraz po 22giej... Wciąż wałkujemy nocne pobudki po 2-3 razy na mleko. Albo pobudki ni z tego ni z owego z histerycznym płaczem wymagającym natychmiastowego utulenia. Nie śpimy już zbyt często razem w naszej małżeńskiej alkowie - nocne wędrówki do jej pokoju uprawiane od miesięcy są wykańczające... Śpimy więc na zmianę obok jej łóżeczka, przy czym pan mąż wykazuje na tym polu większą cierpliwość i chęci niż ja. Jak mówi mój kolega z pracy, ojciec bliźniąt, pan mąż "bierze nocki". Bo to jest czasem jak praca w fabryce... Ryk, smoczek, mleko, utulić, wpaść w letarg do następnego razu...

Usłyszałam ostatnio od znajomych rodziców, że z dzieckiem jest właśnie jak z psem - raz pozwolisz i zawłaszczy sobie twój czas i przestrzeń. Okrutne to i bezobcesowe, choć pewnie jest w tym ziarno prawdy. Jako maluch przez pewien Ni przecież sypiała dobrze i samodzielnie. Dziś nie zaśnie bez nas w pokoju głaszczących ją po plecach i nie uśnie ponownie sama po wybudzeniu w nocy. Może to jest wciąż efekt traumy szpitalnej, a może efekt naszej czułości i troski po tym zdarzeniu, spaniu z nią i kojeniu lęków. jej i własnych.

Ale przecież nie można mierzyć wszystkich dzieci tą samą miarą... Ni chyba nigdy nie będzie dzieckiem padającym elegancko i samodzielnie spać po kąpieli i ładnie przesypiającym noc. Zazdroszczę innym rodzicom - ale wiem, że z tą jej nadaktywnością w pakiecie dostaję wiele pięknych cech, które w niej kocham. Ciekawość świata, śmiałość, sprawność fizyczną, przebojowość,  bezpośredniość, zaczepianie uśmiechem ludzi, kochaną hałaśliwość. A jednocześnie wielką czułość, "przytulastość", głaskanie nas i całowanie, wtulanie się, wielką potrzebę bliskości.

I kiedy kolejny raz nie mogę jej uśpić przez godzinę, bo co chwila wstaje by dać mi buzi, albo opowiedzieć mi w swoim języku o minionym dniu myślę, że będę kiedyś tęsknić za tymi chwilami.

Bo kiedyś wyrośnie z tej wczesnodziecięcej zależności od nas i ogromnej potrzeby bliskości i pobiegnie odważnie w świat, zdobywać go i badać. 

Mam nadzieję, że zawsze będzie wiedziała, że jestem obok i może wrócić się wtulić...

wtorek, 21 lutego 2012

Kto ma węch pumy i zwinność gazeli?

Kto z odległości kilometra wyczuje czekoladę i przybiegnie w te pędy do ukrywającej się matki z poczuciem winy wsuwającej pierniczka?

Kto odmawia jedzenia kolacji, ale na szelest odwijanego cukierka przybiegnie z drugiego pokoju z otwartą paszczą gotową do wrzutu?

Kto wyrzuca naleśnika z warzywami a na widok naleśnika z Nutellą wpada w kosmiczną ekstazę?

Kto ma wzrok sokoła?

Kto trzymany na rękach będzie usilnie pokazuje  półkę z książkami drąc się "pan, pan!!!", a rodzice po chwili rozumieją, że chodzi o sylwetkę Napoleona na grzbiecie książki?

Kto natychmiast dostrzeże w uszach mamy dawno nie noszone mikro kolczyki i będzie próbował je wyrwać rodzicielce razem z tzw. małżowiną uszną?

Kto jadąc autobusem zobaczy po drugiej stronie ulicy odrapany plakat i będzie się darł "hahahah" na widok sfotoszopowanej babki z fałszywym uśmiechem, której rodzice nie dostrzegli?

Kto ma sen królika?

Kto zasypiając wymaga obecności rodziców i budzi się natychmiast z niby to głębokiego snu, gdy tylko się poruszą na paluszkach po godzinie czuwania przy łóżeczku?

Kto śpi trzymając jedną ręką przez szczebelki kontrolnie na grzbiecie rodzica?

Zgadnijcie...

 

Tagi: humor scenki
19:53, aeidenn
Link Komentarze (5) »
piątek, 17 lutego 2012

Tatuś Świnki Ninki obchodził 14 lutego urodziny. Z tej okazji już o północy dostał prezenty od Ninki i jej mamy.

Otrzymał wymarzoną książkę o wielkim i zapomnianym bohaterze - rotmistrzu Pileckim (zaskoczenie na Jego twarzy bezcenne. Tatuś zapomniał, że dwa miesiące temu podszepnął mamusi dyskretnie jej tytuł...) i pen drive z odpowiednimi grafikami, okładką magazynu People z dnia kiedy się urodził,  ironicznymi kartkami z someecard, elektroniczną kartką od Ninki i piosenką. Szkoda, że Mamusia Świnka nie wiedziała, że Unforgettable Fire u2 to nie jest piosenka o miłości, tylko wybuchu bomby atomowej... Co jednak tym bardziej pozwala jej być metaforą związku mamusi i tatusia...

A co do Tatusia Świnki - tego animowanego.

Ninka uwielbia świnkę Peppę - oczywiście uwielbia ją pewnie dlatego, że jest to jedna z nielicznych bajek puszczanych jej przez rodziców obok oldskulowych klasyków typu Reksio. Kiedy Ninka widzi pumputer (komputer) chrumknięciami domaga się zapodania wiadomej bajeczki. Z przyjemnością włączamy jej Peppę i mamy 5 minut oddechu. Co najlepsze, czasem Buba już nie chce oglądać danego odcinka, a my go wspólnie kończymy...

Gdzie tkwi ta magia?

W ukłonie twórców w stronę rodziców, w przymrużeniu oka w pokazywaniu rodzicielskich wad i relacji w rodzinie. W odniesieniach do realnego świata - np.  sklepu z plastikowymi antykami na których nie można siadać. W zabawie dzieci w kraje świata, podczas której czekoladowy Pedro Kucyk przebrany za USA wykrzykuje Yes we can!  na zarzut: "Wy nie możecie bawić się w tej piaskownicy". W Ziemniaczanym Miasteczku, które miało być miasteczkiem edukacyjnym a okazało się tandetnym wesołym miasteczkiem z ziemniakami i dinozaurami od czapy ("bo dzieci lubią dinozaury"). W ciepłej ironii w pokazywaniu Tatusia Świnki - wodza stada, który ciągle popełnia błędy.

No właśnie zbyt często.

[Ostatnio czytałam o tym pewien felieton, nie pamiętam gdzie - chyba nawet w postrzeganym ironicznie piśmie Uważam Rze, a mającym często ciekawe artykuły społeczno  kulturalne.]

Animowany Tatuś Świnka deklaruje się, że przyniesie wielką choinkę do domu z targu - donosi ją wieczorem, ledwo żyjąc i pada z nóg. Tatuś kiedy przybija obrazek do ściany, rozwala ścianę. Gubi się we mgle w drodze na plac zabaw. Okłamuje rodzinę, że ćwiczy pompki, w tym czasie odliczając i siedząc na kanapie. ma wielce uświniony (sic!) samochód. Wywołuje pożar podczas grillowania z kolegami. Gubi okulary, które są w jego kieszeni i oczywiście ma wielki brzuch będący nieustającym przedmiotem żartów rodziny.

To chyba mało wychowawcze...

Tym bardziej, że mama świnka jest oczywiście zdolna, utalentowana i wszystko robi jednym paluszkiem...

Tymczasem... Coś antywalentykowego od Ninki:)

niedziela, 12 lutego 2012

Ninka jak jej tatuś jest odporna na wszelkie warunki atmosferyczne i niezniszczalna...  Przy minus dziesięciu szaleje na dworze niestrudzona. W przeciwieństwie do mnie - ja przechodzę zimą w postać przetrwalnikową.

Rozkoszna dwójeczka spędziła zatem weekend na świeżym powietrzu, a ja przy komputerze dziobiąc prezentację do pracy i w duchu chwaląc sobie ciepłe zacisze domu.

Z tytułu nadejścia zimy w lutym, która jak co roku notabene zaskoczyła drogowców Ni zaliczyła w sobotę kulig za koniem. Oczywiście jak to nasza Ni - poganiała zwierza, śmiejąc się i podskakując na sankach, podczas gdy czterolatek siedzący przed nią uciekł z płaczem do mamy oszołomiony wrażeniami.

Mała z tatą wybrała się dzisiaj także do lasu, tuptając dzielnie przez hałdy śniegu. Pan mąż zadbał o dokumentację fotograficzną, dzięki czemu mogę się z Wami podzielić kilkoma zdjęciami, które dużo mówią o mojej odważnej córeczce:)

Ninkowy zaprzęg - Ni postanawia sama pchać sanki

Mały człowiek i bezmiar śnieżny

Starsi wymiękają, Ni pogania konia

Ninkowa zabawka - większa od niej

Pozdrawiamy śnieżnie!

A Wy, spacerujecie zimą czy zaszywacie się w domu?

Tagi: dzieci scenki
14:42, aeidenn
Link Komentarze (7) »
środa, 08 lutego 2012

Wpis ten ma charakter okazjonalnego, nienarracyjnego i w domyśle - ma uratować to, co ulotne i łatwo przepadnie wraz z poszerzaniem słownika Buby. 

Przechodzimy aktualnie wzmożony rozwój mowy u Ninki - powtarza po nas praktycznie każdy krótki i dźwięczny wyraz. Domaga się oczywiście chwalenia i zachwytu w związku ze swoim produkowaniem się.

Bardzo często wyrazy oczywiście przeręca w sposób absolutnie rozbrajający. Widzi i rozumie nasz zachwyt, przywołując chętnie nasze ulubione wyrazy,

Największym hitem jest słowo SZATANNNN czyli kasztan oraz " MA NI" czyli "nie ma" - które powtarza często i gęsto, ewidentnie z zamiarem rozbawienia nas i wprawienia w ekstazę. 

Potwarza po mnie TONAN!!! jako "kocham". Ale jeszcze nie wie, co to oznacza.

Mamy też swoje inne hity i ulubione scenki. 

Kilka poniżej. 

-- 

Ninka nauczyła się mówić bunć czyli bunt i siania czyli sama. "To nam źle wróży" - skwitował pan mąż.

--

Mała siedziała dzisiaj ze swoją pierwszą encyklopedią i wyglądała rozczulająco pochylając się nad tomiszczem.

Ja z zachwytem do pana męża: Czy Ty zdajesz sobie sprawę, że to NASZE dziecko?

Nina (znad książki z dzikim uśmiechem): SZATAAAAAN!!

-- 

"Czyta" sobie także książki. Siedzi nad kartkami i słyszymy gęste i opowiadane z przejęciem zbitki "kaci kaci kuli haha pandra kudi dudi kałdra nio nio" itd.

--

Mała "rozmawia" też przez telefon. Porywa moją komórką i  chodzi z nią przy uchu  naśladując mnie w skupieniu: "Halooo, nio... nio..." 

--

Ni także umie powiedzieć "płosze" czyli "proszę" i "dzinki" czyli dziękuję. Oczywiście myli okoliczności i kolejność - ale próbuje.  Ostatnio jest bliska nauczenia się proszenia o kubek i dziękowania po podaniu go. Kiedy z jej ust wydobywa się grzeczne "płosze" wymiękam...

Nauczyła się także "tu" i "tutaj". Na powitanie rzuca "cesc" i podaje rękę. Mówi także "papa" na do widzenia. Ja jestem dumna, że zaczyna rozumieć te wszystkie zależności. 

--

Jest typem przebojowym. Kiedy przewróci się w locie, wstaje szybko rzucając tylko "ojjjj" i leci dalej z głośnym tupotem i piskiem.

-- 

Inne Ninkowe hity (nie spisuję tu wyrazów wymawianych super poprawnie np. banana) to np.

  • sunici - samolot
  • pumputer - komputer
  • bujosus - autobus
  • papa - czapa
  • bandri - balon
  • ciuf ciuf - pociąg
  • dzyn dzyń - rower
  • cyt cyt - zegar
  • pum pum - żaba
  • pampa - lampa
  • dudi - wózek
  • dundi - domek
  • siaty - kwiaty 
  • api - jabłko
  • mlekuuu - mleko
  • piii (podparte gestem dłoni) - śpi, łóżko
  • trandra - tramwaj
  • drrrrrn - auto
  • siusiu - nocnik (zaczyna komunikować, że chce do toalety)
  • chopiec - chłopiec
  • cinka - dziewczynka
  • buju buju - huśtawka
  • ziuu - zjeżdżalnia
  • suuł - stół
  • łoda - woda
  • chep - chleb
  • buli - buła, buuli - boli
  • ponie - spodnie
  • ara ara - papuga
  • mii - myszka
  • ka ka - ptak (kra kra i kawa kwa)
  • ksiącia - książka
  • myji myji - kąpiel
  • mniam mniam - jedzenie
  • pada - deszcz
  • błuzi - bluzka
  • sońci - słońce
  • tuujkąt - trójkąt

I wiele innych:)

środa, 01 lutego 2012

Wysokie Obcasy piszą o tym, że Lego wprowadza nową serię klocków dla dziewczynek o nazwie Lego Friends. Podobnież podniosły się protesty oburzonych rodziców, ponieważ dziewczynki mogą zbudować w ramach serii kawiarnię czy salon piękności.

Jak czytamy na blogu societypages: seria jest krytykowana za "powielanie stereotypów nt. kobiet i dziewcząt - domatorstwa, próżności, materializmu i obsesji nt. pastelowych kolorów".(tutaj ciekawe przykłady różowych wersji gier planszowych dla dziewczynek).

Oczywiście afera dla mnie w dużej mierze efekt działań public relations - gdyby nie podniósł się stymulowany prawdopodobnie przez specjalistów marki protest, nie usłyszelibyśmy o tych produktach aż na taką skalę.

Blog societypages przytacza analizy Business Week, z których wynika, że Lego przez dziesięciolecia komunikowało neutralną zabawkę jaką zasadniczo są klocki jako zabawkę dla chłopców. A teraz chcą pozyskać kolejną zaniedbana, żeńską część rynku. Zatrudnili antropologów i socjologów do badań, by "odkryć" jak bawią się dziewczynki.
Co ciekawe nie mówi się o stereotypizowaniu chłopców przez Lego - większość zestawów kręci się wokół bitew, wojen, bohaterów fikcyjnych i miejskich...

Na szczęście w tym roku Lego wypuściło także serię kolorowych klocków bez przeznaczenia i nie upakowanych w żaden temat. Zirytowani rodzice mogą odetchnąć:) Należy jednak zaznaczyć - każdy może teraz wyprodukować takie zwykłe klocki a'la Lego, stąd Lego nadal musi skupiać się na brandingu i zestawach, by oferować wartość dodaną usprawiedliwiającą cenę.

Zajrzałam na stronę serii i oczywiście, oprócz wspomnianych zestawów, znalazłam także dwa świetne zestawy o nazwie Warsztat Wynalazcy oraz Szkoła Projektowania (ale oczywiście projektowania mody) a także Domek na drzewie, Scenę z pianinem (a'propos protestów - laleczka jest czarnoskóra) czy Weterynarza. Nie jest źle - pomyślałam.

 

Faktycznie jednak laleczki są wyższe, szczuplejsze i biuściaste w porównaniu do starych figurek.

zdjęcie z artykułu ze strony Thinking Brickly - znajdziecie tu ciekawą socjologiczną analizę Lego

Zmiana figurek w Lego to zresztą element procesu seksualizowania zabawek jaki można zauważyć od jakiegoś czasu - polecam przejrzenie pokazu zdjęć na Huffington Post zestawiającego jak zmieniły się dane zabawki w czasie - np. Trolle, Kucyki Pony (co za nazwa), Dzieci z Grządki Kapuścianej i in.

Co  myślicie?


Zaciekawiła mnie sama dyskusja w Norwegii i argumenty przytaczane przez rząd jako przemawiające za produkcją zabawek neutralnych płciowo np."dzieląc rzeczy według płci buduje się wzorce, które powinny zostać w przeszłości. Poza tym, konsekwencje tej sytuacji już ponoszą rodzice, zwłaszcza ci mniej zamożni. Muszą kupować więcej rzeczy. Dziewczynki nie mogą nosić niebieskich ubrań po swoich braciach, bo dokuczają im inne dzieci." Ponadto "jeśli przyjrzymy się ile zabawek i ubrań jest dostosowanych do płci zobaczymy, że podział na role męskie i żeńskie powstaje bardzo wcześnie. To wzmacnia stereotypy - mówi Sunnivie Oerstavik, norweska rzecznik ds. równouprawnienia i dyskryminacji."

Dla porównania poniżej przedstawiam kilka neutralnych reklam z lat 80tych:

A u nas?

Chciałam ostatnio Nince kupić kuchenkę, która sprawdziłaby się bardziej niż nasza hand made kartonowa.

Te ze średniej półki cenowej - no name i w przeważającej większości w różowej tonacji lub jaskrawe. Są też bardziej "zabawkowe", odrealnione. Im wyższa cena, tym bardziej neutralne, stalowoszare, obrandowane realnie istniejącymi markami i naśladujące prawdziwy produkt - wychowujące przyszłych konsumentów.
Musimy zapłacić więcej za zabawkę neutralną płciowo i de facto przypominającą realny przedmiot.

Bardzo to wszystko ciekawe dla mnie.

A na koniec moja ulubiona mała feministka nt. różowości.

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers