Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
sobota, 27 lutego 2010

Wiosna idzie! Kupy wychodzą na światło dzienne...

 

Małż wyszedł rano po świeże drożdżówki dla łakomej małżonki. Po chwili przesyła mi smsa:

Małż: Pan chodzi z wiadrem i zbiera psie kupy. Aż chciałem zapytać "co robisz chłopczyku?"

Ja: [Odpłynęłam w wewnętrznym śmiechu]

 

Dobrze, że flag polskich nie wtykał w guano.

Swoją drogą, jednak ktoś próbuje ogarnąć ten polski psi syf?

 

A kto zna Raczkowskiego, ten od razu zna odniesienie.

Życzę rozpoczynającej się wiosny bez podmokłych min na drodze. Howgh!

 

Tagi: scenki
08:19, aeidenn
Link Komentarze (8) »
czwartek, 25 lutego 2010

Dzisiaj byłam na przesłuchaniu u Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w sprawie błędnego rozpoznania ciąży obumarłej i nieeleganckiego mnie potraktowania przez lekarza z NFZ.

Ogólnie konkluzja jest taka, że mogę im naskoczyć.

Nie mam wielkiej woli walki i nie chcę odszkodowań czy wielkiego procesowania. To na czym mi zależało, to to, aby moja sprawa stała się przyczynką do jakiegoś spotkania lekarzy czy wydania okólnika o traktowaniu kobiet w gabinetach i przekazywaniu niepomyślnych informacji. Niestety nic takiego się nie stanie. Nie mam na to wpływu.

Chamstwo jest bowiem niemierzalne - tak wynikło z rozmowy. Usłyszałam, że gdyby lekarz mnie wyzywał, albo gdyby się do mnie dobierał - wówczas byłaby podstawa do działania. To, że odburkiwał, nie odpowiadał w pełni na moje pytania, to że wyszłam w histerii z gabinetu nie ma żadnego znaczenia. Bo nie ma na to świadków i nikt nie zmusi lekarza do życzliwości.

Według przygotowanych mi przez Anetę (dziękuję!) paragrafów lekarz złamał następujące zapisy:

  • Ustawę o prawach pacjenta  i Ustawę o wykonywaniu zawodu lekarza - gdzie znajdują się paragrafy o konieczności wykonywania czynności z należytą starannością, konieczności przystępnego udzielania informacji oraz poszanowania godności pacjenta
  • Kodeks etyki lekarskiej - gdzie mamy zapisy o życzliwym i kulturalnym traktowaniu, poszanowaniu prawa do intymności i prywatności, udzielaniu zrozumiałych informacji, przekazywaniu niepomyślnych informacji z taktem i ostrożnością oraz ponoszeniu odpowiedzialności za dziecko w trakcie opieki nad kobietą w ciąży.

Niestety ponieważ nie mam świadków na burczenie i lekceważenie lekarza, odbieranie smsa w trakcie wizyty i olanie moich łez, sprawa się prawdopodobnie zakończy.

Wskazałam jednak tego, że oczekuję przeprosin lekarza i wyjaśnień dotyczących powodu pomyłki lekarskiej. Jeśli to stary wadliwy sprzęt to niech go do cholery usuną, bo niejedna pacjentka może mieć potem problem!

Mam jednak satysfakcję, że facet został wezwany na przesłuchanie i mimo, że pewnie przy kawce sobie porozmawiał i poklepali się po kolankach, to jednak otrzymał feedback odnośnie swojego zachowania. Na pewno się tym nie przejmie. Ale prawdopodobnie będzie musiał podpisać przeprosiny i to mu sprawi wieeeelki ból...

środa, 24 lutego 2010

Ruszam z moim projektem dla dzieci i rodziców z Poznania.

Jakiś czas temu postanowiłam uruchomić bloga zbierającego informacje przydatne rodzicom i dzieciom z Poznania.


Dzisiaj ten serwis - miniPoznań.pl rusza w fazie testowej.

Zamierzam zamieszczać w nim aktualności z naszego miasta dotyczące tematów okołodziecięcych, informacje o wydarzeniach ciekawych dla Rodzin, recenzje testowanych przeze mnie produktów czy spotkań na jakich byłam.

Chętnie zamieszczę także recenzje czy informacje nadsyłane przez inne osoby prywatne oraz organizatorów wydarzeń czy firmy.

Oczywiście po selekcji!

Zapraszam!

(ciekawe na ile mi wystarczy sił i zapału...)

--

P.S Zaczynam dziś 5 miesiąc. Trudno w to uwierzyć... Brzuch nadal niewielki, dziecko nadal nie kopie przez co wciąż jest nieco wirtualne.
Choć staje się bardziej realne, gdy próbuję być trochę bardziej aktywna. Wczoraj szukałam butów na wiosnę (a oczywiście dziś spadł ohydny śnieg...). Przeszłam deptak i padłam z bólu i zmęczenia w centrum handlowym. Skutkiem tego kupiłam pierwsze z brzegu saszki zamszowe Wojasa i będę płakać jak mi zamokną...

12:23, aeidenn
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 lutego 2010


Zaczynam śnić o ciąży. Nieuniknione z pewnością zjawisko.
Szkoda tylko, że sny mnie męczą i rzucają w pustkę lub lęk.

Dziś obudziłam się cała mokra. A brzuch bolał.

Dlaczego?

Przyśnił mi się scenariusz rodem z "Dziecka Rosemary". Moje Dziecko okazało się potomkiem szatana, rozwijało się przynosząc mi ból i lęk. wiedziałam, że muszę je usunąć... Całość była wiernym odwzorowaniem scenariusza filmu.


Być może ten sen jest spowodowany a) nadmiarem Polańskiego w mediach :P b) niedawną projekcją Antychrysta von Triera, jaką sobie urządziłam?

Mało to znowu przyjemne treści. Wycinanie łechtaczki nożyczkami można zapamiętać na długo, choć oprócz drastycznych scen film pod płaszczykiem poruszania wątków kobiecej natury, zła, siły przyrody nie wnosi nic wartościowego. Charlotte Gainsbourg zmarnowała swój talent i wysiłek na tego gniota. (no spójrzcie sami na scenę z lisem).

Parę dni temu śniło mi się z kolei, że zarówno ja, jak i moja mama i siostra byłyśmy w ciąży. Leżałyśmy w szpitali czekając na poród. Pierwsza urodziła moja mama. Nie urodziła jednak dziecka - a LASSO. Tak. LASSO. Pętlę ze sznura. Pokazała mi je stwierdzając - OTO TWÓJ BRAT.

Nie muszę dodawać, że obudziłam się totalnie confused?

Ciekawe co Freud na to? Lasso można interpretować nie tylko dosłownie jako pętlę, uwiązanie, niemoc. Ale może także jako symbol kobiecości, otwartości? Jako okno przez które wchodzimy w nowy wymiar życia?

Ile jeszcze marzeń a ile koszmarów?

poniedziałek, 22 lutego 2010

Głosujemy! I pomagamy!

Jakie imię Ty jej dasz? Raz-dwa-trzy wybierz Ty!

View Results
Create a Poll

niedziela, 21 lutego 2010

Dzisiaj nawet mój fryzjer stwierdził, że przytyło mi się. Te 4 kg gdzieś musiały się uwidocznić... ;/

Dlatego walczyłam ze sobą o to, czy zjeść kolację. Na dodatek wizualizowałam sobie kanapki z pysznym domowym smalcem, jaki zrobiłam... Walka była z góry skazana na przegraną.

Małż wrócił z miasta.

Ja: Wiesz kochanie, walczę ze sobą o kanapki ze smalcem...

Małż [ze stoickim spokojem, kierując się prosto od drzwi wejściowych do kuchni]: Już Ci robię...

Ja: Ale ja ciągle walczę!

Małż: Ale ja widzę, że Ty tę walkę przegrywasz...

Ja: No dobrze, to jedną...

 

Wchodzę do kuchni. Małż robi trzy kanapki.

Ja [ze śliną do pasa, przytulając się] : Ale Ty jesteś wyrozumiały dla mojego łakomstwa smalcowego...

Małż [tonem samca opiekuńczego]: No wiadomo...

Ja [usprawiedliwiająco się i płaczliwie]: Bo to nie ja wcale chcę, tylko DZIECKO!

Małż [z naukową pasją]: Wiadomo! Dzieci i smalec równa się masakra! Przeprowadzono pewne badania. Małe dzieci instynktownie pełzną do smalcu! Postawiono im do wyboru lizaka, matkę karmiącą i smalec i zawsze do niego wyciągają rączki!

[a mi opadły rączki ze śmiechu]

Wiosna człapie. Kapie wszystko, ptaki się nadzierają jakoś inaczej, śnieg rozmięka odsłaniając mało poetyckie psie kupy na trawnikach. W butach chlupie, czas na wyrzucenie zeszłorocznych kozaków i poszukanie jakichś saszków.

Ale o czym ja to chciałam? O egoistycznej radości z wiosny. Bo wiosna to nie tylko WIOSNA. Kwiatki, motylki, listki, słońce.

Wiosna to też lżejsze ubrania, mniej swetrów, szalów i ciężkich płaszczy. A to oznacza, że ciąża stanie się nieco bardziej widoczna dla otoczenia.

I do biurwy nędzy nie będę zaliczała rozwścieklonych spojrzeń dziarskich staruszek, kiedy zajmę miejsce w tramwaju. A może będę nadal, ale będę się czuła usprawiedliwiona i uprawniona do lokowania zadka na siedzeniu?

Kurde, mam prawo usiąść, mam prawo być zmęczona. Ale wyglądam chyba niedostatecznie w ciąży i niedostatecznie staro, niedostatecznie zmęczona, by siedzieć bez słyszenia kwękania nad uchem.

Ustępuję. Wstaję. Stoję. Bo szlag wewnętrzny mnie podnosi. I kultura osobista, kurna rzesz mać.

Czas się dochamić. Olać. Nie przejmować. Siedzieć całą mocą dupska i rozkoszować się widokiem smieci wystających z trawy całkiem polskowiosennie.

sobota, 20 lutego 2010

Oglądam w sieci łóżeczka drewniane.

Mówię do małża: OO, to jest ciekawe - łóżeczko jakie można przerobić później na tapczanik!

Małż [zaglądając na ekran laptopa, z udawanym zaskoczeniem]:  I na klatkę!

---

Niedawno było o kneblu, teraz klatka... Odbija nam w połowie ciąży, ciekawe co będzie po narodzinach?

Małż wchodząc do domu zawsze woła od progu "Misiak!" oznajmiając głośno swoje wejście.Właśnie zrobił to samo, przy czym nie odpowiedziałam, bo zaczytałam się w  forum.

Małż powtórzył. Tonem domagającym się czułego zauważenia obecności: MISIAK!!!!

Ja [znad laptopa]: Tak, tak. .. Misiak. [klikam dalej]

Małż. NO!!! Bo poczułem się jak w Silent Hill!! Wchodzę do domu i mnie nie widać!

Tagi: scenki
18:28, aeidenn
Link Dodaj komentarz »

Ktoś tu mieszka...

17 tydzień i 3 dzień.

Tagi: ciąża
15:37, aeidenn
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers