Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
RSS
niedziela, 29 stycznia 2012

Ninka dostała w prezencie od kolegi pana męża książkę pt. 3 baśnie o księżniczkach. Gest oczywiście przemiły. Ale oko matki mnie zabolało, kiedy ją przejrzałam.

Książeczka cała różowa. Na okładce obrazek z efektem trójwymiaru i portretami księżniczek. A w środku - skrócone do kilkunastu zdań trzy baśnie.

Oczywiście poniższe opisy należy czytać z przymrużeniem oka:)

Niemniej mocno zastanawiająca jest wizja kobiecości i kobiecego losu w baśniach...

Po skondensowaniu bowiem baśni historyjki sprowadzają się do tego, że:

  • w Królewnie Śnieżce książę był napalonym nekrofilem - pedofilem (zakochał się w umarłej śnieżce i dobierał się do jej ciała, a księżniczka na obrazku ma jakieś 12 lat)
  • w Księżniczce na ziarnku grochu królewicz miał obsesję na punkcie szlachetnej krwi wybranki i pokochał ją oczywiście dopiero kiedy się okazała prawdziwą królewną (ciekawe, czy ten test z ziarnkiem grochu to alegoria wymogu dziewictwa?).
  • w "Pięknej i bestii" dochodzi do mafijnego handlu żywym towarem - ojciec wysyła córkę do towarzystwa bestii, by nie dostać wpiernicz za zerwanie kwiatu z jego ogrodu.
  • w każdej z opowieści faceci padają jak muchy z powodu urody wybranek, oświadczają im się, a te "rodzą im mnóstwo dzieci". 

Ktoś powie - to klasyka, to tylko baśnie, nikogo to nie skrzywiło....

Ale mam nadzieję,  że jeśli kiedyś Ninka zapragnie być księżniczką, to taką indywidualistką, która raz ubierze suknie, a raz skopie parę tyłków.:)

Póki mam wybór, nie będę jej kupowała tych różowo - słodkoksiężniczkowych książek.

A baśnie tego typu pozna może þóźniej - w pełniejszych adaptacjach i wtedy, kiedy będzie można o nich porozmawiać. W tych straszliwie skróconych wersjach wszystko się sprowadza do jednego zdania - i śmierć, i miłość, i niebezpieczeństwo, i zawiść, i lęk... A kobieta ma być tylko piękna i pachnąca.

Aczkolwiek jedno trzeba przyznać gwoli prawdy - te dość kiczowate i ociekające lukrem ilustracje przyciągnęły uwagę małej na dłuższą chwilę... Może więc moje wizje pójdą do kosza i złamię się, chcąc mieć chwilę spokoju:)

Bo dzieci niewiele sobie robią z rodzicielskich wizji:)

czwartek, 26 stycznia 2012

Niedługo skończę 19 miesięcy.

I nie za bardzo wiem czego chcę...

Chcę się czasem przytulić do mamy, ale kiedy ta mnie obejmie, wyrywam się do taty.

Chcę się tulić i chować w jego ramionach i być jego maleństwem. Ale jednocześnie tęsknię za wolnością, wyrywam się i chcę biegać, szaleć i oddalać.

Jestem odważna i chcę i zwiedzać świat. Ale kiedy coś mnie przestraszy, natychmiast truchtem przybiegam i chowam się za nogę rodzica.

Nienawidzę usypiania mnie. A jednocześnie płaczem i krzykiem domagam się obecności rodziców w trakcie zapadania w sen i w nocy. Kiedy się obudzę i ich nie ma, wpadam w histeryczny krzyk.

Chcę robić wszystko sama, ale jeszcze nie potrafię. Dlatego co chwila stękam domagając się podniesienia, podania mi czegoś, pokazania.

Umiem już dużo powiedzieć i kocham być za to chwalona. Kiedy rodzice czegoś nie zrozumieją i dopytują o coś, wpadam w złość.

Uwielbiam sama jeść, domagam się samodzielnego trzymania łyżki i picia z dorosłego kubka. Ale kiedy się oblewam czy jedzenie spada mi ze sztućca, wściekam się i domagam zakończenia posiłku.
 
Taka jest teraz moja Ninka.

Widzę jednocześnie, ile dały mi warsztaty dla rodziców. Dały mi narzędzia do komunikacji. Jestem z natury niecierpliwym  cholerykiem. Ale dziecku nie możesz powiedzieć "nie to nie" i zrobić focha... To ty masz być jego ostoją i tłumaczyć mu świat i świat własnych emocji.

Wczoraj Ninka siedząc mi na kolanach nagle zaczęła się wyrywać, stękać i kwękać. Nie wiedziała chyba po co. Ja też zresztą nie. Wzięłam ją  Zajrzałam w oczy i łagodnym tonem powiedziałam "Biedactwo kochane, sama nie wiesz, czego chcesz, prawda? Nie wiesz, czy się złościć, czy cieszyć. chcesz iść, czy się tulić? Mama Cię bardzo kocha i pomoże Ci przez to przejść."

Nina zamarła zdziwiona moją tyradą. Uspokoiła się. Zobaczyła, że z nią nie walczę, że ma wybór, ale że wyciągam ku niej ramiona, jestem jej spokojną ostoją. Po chwili się przytuliła... Miód i duma z moich postępów rodzicielskich zalały mi serce:P

To naprawdę nie jest łatwe.

Być może inni mają tak dużą intuicję (wzorem bywa dla mnie często pod tym względem pan mąż), że łagodnie płyną przez rafy humorów malucha. Dla mnie za każdym razem jest to dodatkowa walka ze swoim ciśnieniem, by nie podpalić lontu...



poniedziałek, 23 stycznia 2012

Wczoraj wylądowaliśmy w teatrze Atofri w Poznaniu na przedstawieniu dla dzieci pt. Lulajka.

Muszę przyznać, że dla mnie spektakle dla maluchów są nużące. Powtarzalność, przerysowanie - odwykliśmy od takiej ekspresji. Jednocześnie przez swoją formę są trudne dla dorosłego - ciężko się oderwać od dorosłej wizji świata i wejść w świat zdziwienia i wyobraźni dziecka.

Wyobrażałam sobie, że Ninka będzie zachwycona spektaklem. Kiedy miała dokładnie roczek byliśmy na innym przedstawieniu. Wówczas była oczarowana.

Wczoraj - bała się!

Moja dzielna zazwyczaj dziewczynka przed spektaklem chowała się za nogę taty, oszołomiona ilością dzieci, głosów, ruchem wokół niej. Na spektakl nie chciała wejść ze mną - wyrywała się do taty. A podczas niego - siedziała wtulona we mnie i wbita w poduszkę. Parę razy piszczała z przerażenia podczas  oglądania ekspresyjnych ruchów aktorek i tańca z rekwizytami.

Chyba sobie na razie dam spokój z teatrzykiem - do czasu kiedy Ninka będzie nieco większa, będzie można jej pewne sprawy wytłumaczyć. Mam wrażenie, że teraz ma okres przejściowy między malutkim dzieckiem a małą dziewczynką. Wiele rzeczy ją oszałamia, łatwo przechodzi od radości i zaciekawienia do wielkiego lęku, by szybko wrócić do swojej dzikości.

Musimy ją oswajać ze światem - ale nie na siłę. A teatr wczoraj się ewidentnie nie sprawdził.

Za to kołysanka była przepiękna! 

Udało mi się wygooglać, że jest to jedna z melodii odnalezionych przez Anię Brodę, która prowadzi warsztaty kołysankowe.

środa, 18 stycznia 2012

Nie mogę się powstrzymać przed wklejeniem - jedna z koleżanek z forum znalazła na joe monster grafiki prezentujące konfiguracje rodziców i dziecka śpiących w jednym łóżku. (dzięki!)

Bardzo realistyczne.

U nas najczęstsze są te poniższe.:)) A u Was?

Więcej w serwisie

Tagi: dzieci humor
09:35, aeidenn
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012

Ninka przeszła na czarną stronę mocy. Mama jest teraz tą niedobrą czarownicą, a tata czarującym królewiczem.

Tata ma ostatnio więcej możliwości do przebywania z nią. Ja dodatkowo rozpoczęłam w miniomy weekend półroczny program szkoleniowy. Tym samym jestem ciągle nieobecna - i Ninka odreagowuje swoje rozczarowanie na mnie.

Kiedy obudzi się w nocy, nie ma opcji, żebym to ja ją uspokoiła. Jest krzyk i wyrywanie się, prostesty, do momentu kiedy wejdzie tata. Wystarczy, że weźmie ją na ręce i ryk od razu milknie. 

Chcę tatęęęęę!

Podobnie kiedy budzi się rano - wtula się kurczowo w tatę z pretensją patrząc na mnie i triumfując swym dziecięcym fochem. Tylko tata może ją przytulić. Ja czasem zostanę zdzielona małą łapką, odepchnięta.

Idź sobie!

Kiedy przychodzę z pracy - wyrywa się i chowa za nogą taty. Nie chce się do mnie przytulić. Zajmuje jej dłużą chwilę, aby się oswoić i wymaga to zachęt taty. Mama nie gryzie...

Po co wracałaś, może zostań już na zawsze w tej pracy?

Kiedy ją próbuję usypiać, co chwila wstaje w łóżeczku zwrócona w stronę drzwi i woła ojca. Nie chce spać i krzyczy.

Tata ma mnie utulić!

Matka popadła w niełaskę.

Mówię sobie, że to naturalne i normalny pewnie etap rozwoju.
A także konsekwencja mojego trybu dnia i nikłej ilości czasu z nią. Czasu niskiej jakości - bo jestem zmęczona i robię pięć innych rzeczy na raz. A jeszcze chcę ukraść czas dla siebie...

Miłe to wszystko jednak nie jest.

Ale kiedy ją udaje mi się wreszcie zmęczyć i i utulić do snu wieczorem, siada jeszcze półprzytomna w łóżeczku i przez szczebelki zbliża twarz do mojej całując mnie. A potem wysuwa rączkę z łóżeczka i zaciska piątkę wokół mojego palca.

Damy radę.

Tagi: scenki
09:12, aeidenn
Link Komentarze (6) »
wtorek, 10 stycznia 2012

Oglądamy książeczkę Małgorzaty Strzałkowskiej

ja: Ninko, to jest kasztan. Powiedz "kasztan"
Ninka:( z dzikim uśmiechem): SZATAAAAAAN!!!

Podsumowuje to ewidetnie szatański charakter mojej córeczki.

---

Oglądamy Reksia.
Ninka zobaczyła figurki świątków i zakrzyknęła pytająco "TATA??????


Czas chyba powiedzieć mężowi, aby się ogolił...

--

Ninka nauczyła się dzięki naszemu konsekwentnemu powtarzaniu mówić "proszę" i "dziękuję".
W jej ustach brzmi to jak "prosię" i "dzinki".


Mylą się jej jednak okoliczności, w jakich się uzywa tych zwrotów - podaje nam coś mówiąc dziarsko te swoje "dzinki".


Niemniej jej kurtuazja napawa nas rodzicielską dumą...

--
Matka równa się książeczki i zakazy.


Tata równa się dzikie harce i zabawa do późnej nocy. Np. wczoraj uprawiali  zjeżdzanie z  opartego o sofę ustawionego pionowo jak zjeżalnia materaca, pokrzykiwanie pod nosem "danaj danaj" (dawaj, dawaj) przy wspinaniu i "ziuuuu" przy zjeżdżaniu.

Moje próby przytulenia małej i wyciszania jej przed snem skończyły się dramatycznym wrzaskiem, opdychaniem mnie z agresją i fochem.

Nie nadaję sie na kaowca.

--

Ninka to mały empatyczny stworek i przebiegła aktorka.

Do perfeksji opanowała kwękanie i popłakiwanie o charakterze wymuszenia rozbójniczego. Gdy pokazujemy jej na obrazku płaczącego chłopczyka, potrafi idealnie wyemitować z siebie te dźwięki.

Potrafi także naśladować sztuczny śmiech - np. zobaczywszy rozanieloną na billboardzie babkę, wydaje z siebie demoniczne MHAHAHAHAAA

Kiedy ma focha potrafi także zademonstrować niesamowite spojrzenie spod byka ze smrużonymi oczami i groźną miną, będącą skrzyżowaniem tych poniższych.

Czekamy kiedy oświadczy, że chce zostać aktorką.

Tagi: scenki
18:51, aeidenn
Link Komentarze (5) »
niedziela, 01 stycznia 2012

Ninka ma od jakiegoś czasu "manję nazywanja". Non stop uczy się języka nazywając po swojemu wszystko dookoła.

Na spacerze każdy pies jest obszczekany, każda kobieta czy mężczyzna nazwani panią (panowie bywają dla niej na zmianę panami i paniami), każda lampa pokazana i nazwana pampą, każde auto otrąbione itd.

I oczywiście domaga się pochwał. Powtarza wyraz do momentu, kiedy zostanie pochwalona, zauważona. Czasem sama sobie nawet bije brawo i potakuje...

Jej radość z nazywania świata i uczenia się języka jest rozbrajająca. Widzę, że zaczyna rozumieć coraz więcej próśb i poleceń, potrafi pokazywać elementy na obrazku, mimo, że nie potrafi wymówić ich nazwy. Komunikacja z nią jest też coraz ciekawsza i coraz bardziej efektywna. Poza tym podchwytuje zasłyszane słowa i delektuje się nimi jak słodyczami.

Nigdy nie wiemy, co akurat jej zadźwięczy w uchu. Dziś  było to słowo "styczeń"(stisien), znamienne "sama" (siamia) przy jedzeniu i ... stanik (sianik).

Czeka nas rok pełen wrażeń dostarczanych przez tego stwora, oby już tylko dobrych...

Czego i Wam życzę.

Zima jest brzydka i odrapana, ale Ninka zawsze wesoła i ciekawa świata. I to jest moja wskazówka na ten rok!

Właśnie zauważyłam, że Kiddie powstało 4 stycznia 2010!  I jak bardzo sama się zmieniłam i moje myślenie o dziecku, ciąży, rodzicielstwie. Pamiętnik swojej naiwności i ewolucji - bezcenny...

P.S Rok temu Ninka przespała fajerwerki. Wczoraj obudziła się przerażona o północy i przetrwała półgodzinną kanonadę na osiedlu w ramionach męża, wczepiona kurczowo i wtulona w jego policzek. Widziałam plakaty apelujące o ograniczenie wystrzałów z powodu niepokoju zwierząt domowych. Nie widziałam nic takiego o małych dzieciach...

Sylwestra spędziliśmy z Trójką i smakołykami, a potem obejrzeliśmy film "Drive" (nie zrobił na mnie wrażenia, raczej spłynął po mnie jako pokaz wizualnej sprawności i miałkiej warstwy treściowej, do której chce się dorobić głębię muzyką, małomównością i anonimowością bohatera). A Wy?

 

środa, 28 grudnia 2011

Nadszedł czas wielkich ucieczek Ni.

Moje dziecię, jak wiadomo, ma zainstalowany na stałe silnik rakietowy. Wszystko co robi, robi z werwą i głośno.

Tak też rozpoczęła uciekanie nam, które odkryła momentalnie po uświadomieniu sobie jak szybko może się przemieszczać wysadzona z wózka i uwolniona z więzów pasów.

Wczoraj byłam z nią w sklepie i mierzyłam jej kilka kombinezonów na zimę. Bożesz Ty mój, jakby rzekła kultowa starsza pani w nie mniej kultowym Klanie, ile ja się przy tym upociłam... Mała odkryła, że genialną zabawą jest uciekanie przez całą długość sklepu na bosaka, z jedną nogawką dyndającą, a drugą założoną. Z głośnym rechotem i tupotem wiała przy każdej możliwej okazji ściągając na siebie karcące spojrzenia obsługi, sarkastyczne parsknięcia lub dla odmiany życzliwe uśmiechy pań.

Dziś na placu zabaw uciekała przez przeszkody i wywracała się tak, że wróciłyśmy całe uwalone mokrym piachem. Jak dobrze, że kupiłam ciemnoszary kombinezon... Oczywiście przy okazji wspinała się na wszystkie ślizgawki, drabinki i siatki. Matka przezorna zabrała tetrę do wycierania, dzięki czemu Ni mogła się choć chwilę pohuśtać z radosnym śmiechem.

Śmiech to jedno.

Jest jeszcze druga strona ucieczek - krzyk, wyginanie się, darcie gardła do znudzenia, kładzenie się na ziemi w akcie protestu, kiedy próbuję ją wsadzić do wózka czy upilnować. Ni ma już zadatki na prawdziwego charakternego dwulatka. Na tyle buntowniczego, że wrzaskiem i pokazówkami kaskaderskimi z rzutem na chodnik ściąga uwagę wszystkich nobliwych pań i panów z pieskami na spacerze. Oczywiście potrafi w sekundę z ryku przejść w czarujący uśmiech aniołka i zagadywanie do pieska. Ewidentnie ćwiczy i bada granice.

Na szczęście zaliczyłam warsztaty dla rodziców o mówieniu nie i radzeniu sobie bez klapsa. Teraz już jestem dyplomowaną matką z zaświadczeniem...:)) Próbuję wdrażać omawiane metody, zobaczymy co wyjdzie z tego w praktyce przy moim nieszablonowym dziecku.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Ninka pod choinką znalazła sporo książeczek, także zabawkę interaktywną od mojej koleżanki, czy m.in. flecik od dziadków. W paczce od niani natknęła się za to na dziecięce ciasteczka owsiane w wielkim pudle a w pakach od dziadków dodatkowo na miśkopty. I to właśnie ciastka stały się świątecznym hitem.

Nie książeczki, nie flecik, nie brzęcząca zabawka (choć jej też poświeciła uwagę, narażając cierpliwość na szwank naciskając uporczywie jeden klawisz wywołujący jedno nagranie), ale ciastka.

Biegała po domu z kartonikami domagając się wyciągania ciastek i protestując przy próbach ich odebrania. Drugim jej odkryciem była prosta, nieposiadająca bajerów, ale siusiająca po napojeniu lalka, której proces fizjologiczny można podglądać i wysadzać ją na nocnik.

Na dzisiejszym spacerze jej uwagę przykuła zaś ławka z wgłebieniem, w której zbierała się woda i sosnowe igły. Ze skupieniem wrzucała pozostałe igły do dziurki i moczyła palce w wodzie. Czy czegoś więcej trzeba? Nie chciała stamtąd odejść.

I zastanawiam się, czy ktokolwiek decydując się na kolejne dzieci ulega konsumpcyjnej propagandzie i modzie na wszelkie interaktywne zabawki? Po obserwacji własnego dziecka te wszelkie opisy o stymulowaniu motoryki małej, koordynacji, równowagi itd. śmieszą. Czy oprócz zupełnie zielonych rodziców ktoś się na to łapie?

Nie dajmy się zwariować. I tak w rankingu zabawek wszechczasów wygra patyk:) 

czwartek, 22 grudnia 2011

Czytaczki i czytacze, dziękuję za to, że ze mną tutaj jesteście, zaglądacie i zostawiacie swój ślad.

Z okazji tegorocznych świąt życzę Wam zachowania iskierki świątecznej magii na co dzień.

Abyśmy na co dzień, w tym pędzie, mogli znaleźć czas na małe wzruszenia, odpoczynek, bycie razem, z dala od mediów, zgiełku, spraw do załatwienia.


Aby czasami było miejsce na swoistą stop-klatkę, kubek gorącej czekolady, myśli otulające jak ciepły koc. I życzę bliskich, którzy są naprawdę bliscy. I obcych, którzy stają się mniej obcy...

Tego Wam życzę ja, i mąż i pozwolę sobie założyć, że także Ninka vel Buba vel Myszka vel Pyszczorek.

Która to właśnie wrzuciła mi smartfona do wanny pełnej wody z radością małego odkrywcy...

Jak Pulpecja w Kwiecie Kalafiora Musierowicz, która ukradkiem wrzucała wszystko do zlewu, w tym pieniądze (które zapchały kolanko) i relacjonowała to w listach nieświadomej mamie leżącej w szpitalu:

" Mamo. Kacka lubi pływać. Głupia kacka bo tonie. Pa, "Mamo. Ja pisę. Miś nie lubi pływać. Głupi miś bo tonie. Pulpa" 

"Mamo! Tu ja. Piniondz nie lubi pływać. Głupi piniondz bo tonie. Pulpa. Już kończę, tą notkę, papapa..."

"Mamo. Ja pisę. Mis nie lubi pływać. Głupi mis bo tonie. Pulpa."

"Mamo! Tuja. Piniondz nie lubi pływać. Głupi pmiondz bo tonie. Pulpa."

A potem: 

"Co robisz? - spytała, widząc siostrzyczkę schyloną nad umywalką.
- Patrzę - brzmiała odpowiedź. Z kranu ciurkała żwawo zimna woda i Pulpa
miała mokry przód sukienki.
- Na co patrzysz? Chodź na obiad szybko.
- Patrzę, że to nie tonie.
- Co nie tonie? - zdziwiła się Gabrysia.
- Pieniądz nie tonie. A zawsze tonął. Kaczka utonęła i miś, i dużo rzeczy utonęło.
A pieniądz nie tonie.
Tknięta dziwnym przeczuciem, Gabrysia niemal nieświadomie zbliżyła się do
umywalki. Była ona pełna wody. W wodzie pływały różne drobne przedmioty - od maskotek,
poprzez plastykowe koraliki, do znaczków pocztowych. Pulpa zaś, nachylona
nad tym wszystkim, ze skupieniem badała zachowanie dwustuzłotówki, wirującej na
powierzchni wody. Ponieważ w rzeczy samej banknot nie tonął, popychała go szczotką
do zębów w stronę odpływu.
- A!!! - wrzasnęła Gabrysia, co Pulpę tak przestraszyło, że omal nie zleciała ze
stołka między obiekty swych badań naukowych.
- Co, Gabuniu?
- Dawaj to!
- Które?
- To, to - jęczała Gabriela, łowiąc dwusetkę jedną ręką, a drugą gorączkowo
macając po dnie umywalki w poszukiwaniu zatyczki. Należało jak najszybciej opanować
odpływ wody, której strumień mógł unieść ze sobą jeszcze jakieś fragmenty ojcowskiej
pensji.
- Teraz rozumiem - powiedziała Gabrysia do ojca, który stanął w drzwiach łazienki
z prośbą o ocet zamarłą na ustach. - Teraz rozumiem, dlaczego tak źle tu woda
spływała. Tato, trzeba odkręcić kolanko. Znajdziemy zapewne górę forsy."
 

Ja też zaraz wyląduje w szpitalu przez Buby pomysły i wściekłość na siebie... Zdążyłam naszykować wodę do kąpieli, gdy wpadł tajfun i zrobił "bam!!!!"

Moja rada - nie dawać dzieciom telefonu do zabawy i nie rajcować się, jak pięknie mówią "haloo", bo to może być ostatnie "haloo" w zyciu. Telefonu lub Waszym, jeśli zejdziecie na zawał...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36


Lilypie Second Birthday tickers

kontakt: aeidenn@NOSPAM.gazeta.pl