Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
Blog > Komentarze do wpisu

Żłobkowe przygnębienie

PLASK!

Wielki szary plaster medyczny wylądował wczoraj z mlaśnięciem na plecach Ni.

A na nim - napis długopisem z jej imieniem i nazwiskiem. 

Taki to sposób identyfikacji maluszków wprowadzono pierwszego dnia w żłobku.

Rzeczy Bu wylądowały w oldkulowej szafce pamiętającej na pewno 1989 rok, kiedy to ta placówka powstawała. Reszta wyposażenia z pewnością też. A i spora część kadry również. Na pewno zaś starsze panie kucharki w kwiaciastych fartuchach palących fajury pod oknami kuchni...

Kątem oka przy wejściu zauważyłam koszmarną plastikową lalkę rzuconą w kąt, rodem z tandetnych horrorów klasy C.  Puste czarne oczy wpatrywały się w przybrudzoną gołą łapkę. Na ścianie nad umywalką opatrzoną napisem "prosimy nie wieszać się na umywalce podczas mycia rąk" widniała smętna gazetka z bibuły głosząca bodajże radość świąt zimowych. Taka jaką i ja robiłam ku czci w podstawówce i przedszkolu.

Ścisnęło mnie w dołku.

Tym bardziej kiedy po wejściu "na oddział"  obrazu nędzy dopełnił łkający samotnie przy stoliku chłopaczek i widok pań opiekunek w fartuchach pielęgniarskich krzątających się i wydających numerki.

Bo dziecko jak na razie jest tożsame z numerkiem szafki i plasterkiem na plecach.

Istny oddział dla wariatów.

Zrobiliśmy dobrą minę do bardzo złej gry. Bubsztal wtulił się w nasz nogi, ale po wyjaśnieniu, że idziemy do pracy potuptał na salę.

Przy jej odbiorze wczoraj przyszła do mnie zaspana ale pogodna i zaczęła szczebiotać. Powiedziano mi że płakała jak inne dzieci, ale nie powiedziano - ile...

Lekko mi ulżyło.

Ale dzisiaj...

Dziś miła i serdeczna młoda pani odprowadzająca ją do szatni powiedziała mi,  że nie będzie mnie okłamywać. Że było źle. Okazuje się, że cały dzień od ósmej do czternastej płakała. Z przerwą na sen spowodowany płaczem. No i o dziwo jakimś cudem zjadła obiad.

Zobaczyłam spuchnięte od płaczu stworzonko prawie bez oczu. Stworzonko rzuciło się na mnie z okrzykiem "mamusia przyszła!!". Ale po chwili już radośnie z uśmiechem na twarzy opowiadała mi o mijanych psach i ptakach, cieszyła się na widok soczku i przytulała.

A mi serce się rozpada na kawałki, kiedy słyszę, że żadne tłumaczenia nie pomogły i wisiała z płaczem to na jednej pani to na drugiej przez cały dzień.

Przy usypianiu powiedziała mi smutnym głosikiem : Nie chcę iść do żłobka...

A potem w półśnie wtulając się we mnie kurczowo powtórzyła z dziesięć razy: Mamusia przyszła do Ninki...

Nie wiedziałam, że to będzie aż tak cholernie trudne.

I że żłobek ze swoim wyglądam i procedurami rodem z późnego przaśnego PRL mnie tak przygnębi. 

Przeczekać trzeba mi... Musimy dać radę.

wtorek, 04 września 2012, aeidenn

Polecane wpisy

  • Hipokryzja

    Kiedy czytam zdanie rodzica o swoim dziecku, które bardzo często pojawia się chociażby w wywiadach z celebrytami "wolałbym aby był szczęśliwym sprzątaczem niż s

  • Potęga wyobraźni

    Zastukaj palcem w ścianę z dębowego klocka wyskoczy kukułka wywoła drzewa jedno i drugie aż stanie las zaświstaj cienko - a pobiegnie rzeka mocna nić która zwią

  • Żłobkowicze na start

    Kapciuszki (o które była wojna, bo Ni biegała po całym sklepie i nie chciała mierzyć), Krem do pupsk, chustki nawilżane i pieluchy, których nie udało nam się je

  • kolumb odkrywca

    M: "Ale jestem zmęczony... W ogóle nie odpocząłem... W zasadzie to my teraz wcale nie odpoczywamy... Tak naprawdę to odpoczywamy dopiero w pracy." Niedzielne wi

  • Mikołaj

    Próbując w piątkowe popołudnie wrócić z pracy do domu, mimowolnie byłam świadkiem takiej sytuacji. W tramwaju, na miejscach przede mną siadła mama i chłopiec w

Komentarze
2012/09/04 20:56:44
przykro czytać
domniemam, że jeszcze trudniej z taką świadomością odprowadzić w to samo miejsce Córkę jutro, pojutrze, za tydzień...
myślę, że czas tutaj zrobi swoje
co nie zmienia faktu, że póki co serce pęka
-
2012/09/04 21:08:33
:( współczuję i Tobie i Nince :(
-
2012/09/04 21:12:58
cholewcia, dlaczego tak czasem bywa? Tak ciężko i przytłaczająco. Współczuję. Cholernie ciężko jest robić coś wbrew sobie, kiedy całe rodzicielskie serce pęka na tysiąc kawałków; kiedy swojemu dziecięciu z różnych powodów trzeba zaserwować takie "bagienko". posyłam moc wspierających myśli serdecznych
-
2012/09/04 21:38:18
Bardzo współczuję. Słyszałam, że w innych regionach nie am w ogóle okresu adaptacyjnego. To dla mnie dziwne. Wczoraj i dzisiaj byłam z Zochaczem (w sensie że ja cąły czas byłam) 2 godziny. Jutro pierwszy raz zostaje sama, na 2 godzinki. Jak będzie dobrze to może w czwartek będzie spać. Choć procedury warszawskiego żłobka mówią, że przez 2 tygodnie mamy ją odbierać o 12, przed spaniem. Tylko jak wtedy pracować? I tak cały ten tydzień musiałam wziąć urlop. Ech, nie ma dobrego rozwiązania.
-
2012/09/04 22:17:49
O rety, a gdzie tak koszmarnie jest??? Moje dziecko co prawda w prywatnym i pod Poznaniem (w całej gminie nie ma żłobka państwowego...), ale znajomi w Poznaniu chwalą żłobki, że kolorowe, że miłe panie, że fajnie - i to w różnych lokalizacjach: Pod Lipami, Przyjaźni, Czecha, Winklera...
-
2012/09/04 23:08:23
Krecik na Chrobrego. W sieci możesz zobaczyć zdjęcia...
-
2012/09/05 07:08:05
Bardzo mi przykro... Aż mam łzy w oczach...
Ale musicie przetrzymać to najgorsze, za chwilę Ninka zaprzyjaźni się z innymi dziećmi i będzie juć chętnie chodzić do złobka. Trzymam za Was mocno kciuki!!!
-
2012/09/05 09:02:59
U nas w złobku podobnie. Żłobek pamieta czasy PRLu. Wychowawczynie wszystkie po 60tce, chyba czekaja na emeryturę. Dzieci tak strasznie plakały. Ja nie wiem jak sobie poradze z tym, ze moja córeczka tam chodzi. Chyba to jest bardzo straszne niż dla niej. Narqzie daje sobie czas, zobaczymy jak bedzie za dwa tygodnie... trzymaj sie!!!!
-
2012/09/05 12:15:50
będzie dobrze! przyzwyczai się :)
a co do warunków - nie jest tak najgorzej;] widziałam w galerii, że piłeczki do skakania maja i inne fajne zabawki, co do wystroju to też nie najgorzej (kuchnia nowoczesna :>)
szkoda że na stronie naszego żłobka nie ma galerii - pokazałabym Ci, że u nas podobnie.
wszystko kwestia czasu. Mam nadzieję, że w niedzielę się spotkamy to mi pokażesz "na żywo"
pozdrawiam i ściskam Ninkę!
-
2012/09/05 14:47:13
cholernie, cholernie przykro to czytać:(
na zdjęciach Krecik nie wygląda tak źle, chociaż klimat późnych lat osiemdziesiątych czuć, no i plastrów nie pokazali;)
Ninka to mała mądrala, mam nadzieję, że się odnajdzie w nowej rzeczywistości. trzymam kciuki.
-
2012/09/05 15:51:42
Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia:) niestety dziś Ni znów cały dzień płakała, jest podobno jednym z trojga dzieci, które pozostały jako te płaczące...
-
2012/09/05 16:00:53
Ale mi przykro. Biedactwo. Ty biedactwo i mała Ni. Myślałam, że w tym żłobku będzie szał kolorów, panie chętne do zabawy, stosy zabawek i mały Bubiszon, który nie będzie chciał wracać do domu. Trzymam kciuki, żeby coś się zmieniło, bo to dopiero początek, więc może to tylko tak wygląda:]
-
2012/09/05 16:06:23
Strasznie przykro czytać Twoją relację i komentarze, że wcale nie jest to odosobniony przypadek....bardzo mnie to dziwi, że w państwowych żłobkach w różnych miastach tak to różnie wygląda. Nasza, młodsza trochę od Ninki, córka dostała się do państwowego w warszawie - najpierw był dzień otwarty jeszcze w czerwcu, potem spotkanie z paniami i psychologiem w sierpniu, teraz 2 dni adaptacyjne, gdzie byłam z nią 2 godziny. Dziś została pierwszy raz sama na 1,5godz i tylko dlatego, że wszystko było ok może jutro zostać na dwie. Ale pierwsze dwa tygodnie nie ma szans na odbieranie po 12stej. Ciężko to zorganizować z pracą, ale z drugiej strony weszła i wyszła uśmiechnięta. Od drugiego spotkania wszystkie panie znały jej imię(nie ma żadnych plastrów ;-) ), przez pierwsze dni obserwowały jak rodzice się z dziećmi bawią, próbowały zagadywać, ale nie nachalnie. To zawsze mniejszy szok dla dziecka. Spokojnie się z nimi oswoiła. Nasz żłobek, mimo, że w budynku większym i do ogrodu trzeba wychodzić naokoło ( co znaczy, że dzieci wychodzą na dwór tylko raz dziennie:( ) ma naprawdę ładne zabawki, kolorowe ściany, dobre wyposażenie. Wprawdzie wiele to dary rodziców po swoich dzieciach i na zebraniu dostaliśmy litanię potrzeb (rękawiczki, chusteczki, materiały plastyczne)jakbyśmy mieli "dodatkową gotówkę", ale naprawdę nie widziałam różnicy pomiędzy nim a płatnymi salami zabaw...to, co mnie najbardziej dziwi to to, że słyszałam od pań, że wielu rodziców z adaptacji nie korzysta i chce jak najszybciej zostawić dziecko na jak najdłużej. A przecież wiemy, że nawet w najlepszych warunkach dzieci ogromnie przeżywają taką rozłąkę z rodzicami i wejście do dużej ( u nas grupa liczy prawie 30 dzieci!!!) grupy kompletnie nieznanych osób...trzymam kciuki.
Nam powiedziano, że nie ma dzieci, które nie przeżywają żłobka- czasem po tygodniu kiedy jest super nadchodzi kryzys i histerie. Wczoraj na zebraniu dla rodziców usłyszałam mnóstwo historii o najróżniejszych problemach na początku z dziećmi(histerie, moczenie się, nie jedzenie itd). Ale w końcu podobno wszystkie się adaptują, znajdują kolegów/koleżanki, ulubioną panią, zabawkę itd. i wtedy podobno rodzicom jest przykro, bo dziecko płacze jak ma wyjść ze żłobka ;-))) Będzie dobrze - sobie też to powtarzam :)pozdrawiam
-
2012/09/05 16:26:43
Wiesz , jak panie w zlobku sa mile to az tak wielkiego znaczenia nie ma wyglad placowki. Bo dla mnie jako matki najwazniejsza jest opieka mojego dziecka, zeby czulo sie dobrze i bezpiecznie i zeby nikt krzywdy nie zrobil i jedzenie, jedzenie jest wazne. Nie musi byc jakies egzotyczne i wymyslne, wazne zeby bylo zdrowe , swieze i smaczne.
Mam nadzieje, ze chociaz to ma tam Ninka zapewnione.
Pamietam moja corke jak szla pierwszy raz do przedszkola w wieku 3 lat ( syna nie bede opisywac, bo on od razu sie zaadoptowal i nie zaplakal nawet w pierwszy dzien).
Tyska miala to "szczescie" , ze trafila na okres zmian w przedszkolach, czyli wzmozonej ochrony, wiazalo sie to z ostrym rygorem odprowadzania i odbierania dzieci. Byl zakaz odprowadzania dziecka do klas, wchodzilo sie do "biura" tam czytali imie i nazwisko dziecka po czym podchodzila pani i zabierala dziecko.
Zarowno rodzice jak i dzieci przezyly szok. Byl straszny placz, krzyk istna histeria a ja stalam jak sparalizowana i ogladalam caly ten proces jak zza szyby. Kiedy podeszla pani "zabrac" mi moje dziecko dalej nie moglam sie ruszac, Tysienka zaczela plakac i sie wyrywac, to wszytsko wygladalo jak z jakiegos koszmarnego filmu a ja stalam jakby obok, gdzies cos slyszlam , cos do mnie dochodzilo ale bylo dziwnie daleko.
Z tego marazmu wyrwalo mnie jedno slowo wypowiedziane przestraszonym glosem: mamusiu.
Monentalnie wyrwalam kobiecie moja corke , zarzadalam widzenia z dyrektorka i poszlam stoczyj wojne z systemem.
Aeidenn, wiem co przezywasz , kazda z nas wie. To jest straszne przezycie dla wszystkich, pierwsza lekcja zycia dla rodziny.
Kiedys ktos mnie zapytal, czy to dobrze tak mocno kochac, czy nie za bardzo sie zatracam. Wiec ja sie pyatam, czy mozna kochac mniej?
Ninka jest silna, Ty jestes silna , dopoki krzywda sie nie dzieje dopoty jest dobrze. Pierwsze dni sa najtrudniejsze a to wszystko minie, najwazniejsze jest okazywanie sobie uczucia i mowienie Ni , ze sie kocha. A to wiemy tez wszystkie, ze Ninka ma.
Trzymam kciuki. Za cala Wasza trojce.
-
2012/09/05 19:55:04
Wiecie co, świta mi w głowie pewien pomysł organizacyjny... Mam nadzieję, że mój zapał do niego nie osłabnie. Muszę nad nim posiedzieć chwilę i dam znać
Cieszę się, że nie jestem sama i znacie ten ból, choć nie powinno go być...
-
2012/09/06 08:06:47
Jull....płakać mi się chce po tym wpisie... jednak mam ogromne szczęście, bo"nasz" żłobek jest czyściutki, ładny kolorowy, ciocie oazy spokoju, cierpliwości itd. a jednak dzisiaj nasza żłobkowa weteranka płakała. Ciągnęła mnie w stronę drzwi które prowadzą do 1gr, do "dzidzi", niestety nasza milusińska ma fioła na punkcie maluszków, które można pobujać w leżaczku i nakryć kocykiem...uwielbia wózki i niemowlęta" tititititi" Trzymam kciuki żeby było dobrze, ucałowania dla Ciebie i Ninusi i "howgh" dla małża ;) dacie radę
-
2012/09/06 10:48:32
Dacie radę. Jak nie ma wyjścia, to pozostaje chyba czekać, aż czas zrobi swoje i Nina się przyzwyczai. A jesli taka sytuacja będzie trwała, to może jest jakaś możliwośc zabierania jej wcześniej? Może Wasza wspaniała niania?
-
2012/09/09 18:41:41
Niestety nasza niania znalazła nową pracę, bo jest po prostu super.

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers