Wokół rodziny, dziecka, partnerstwa i życia. Rzeczywistość na opak i niepoprawnie.
Blog > Komentarze do wpisu

Hipokryzja

Kiedy czytam zdanie rodzica o swoim dziecku, które bardzo często pojawia się chociażby w wywiadach z celebrytami

"wolałbym aby był szczęśliwym sprzątaczem niż sfrustrowanym biznesmenem" przecieram oczy z niedowierzania i ogarnia mnie irytacja.

Naprawdę trudno mi uwierzyć w takie deklaracje.

Słowa te (niedosłowne - brak mi egzemplarza GW na stole) pojawiły się w  weekendowej Gazecie Wyborczej w ciekawym tekście o publicznej i niepublicznej edukacji.

Autor sugeruje m.in., że powinno się ograniczyć ilość szkół niepublicznych aby klasa średnia, jaka ucieka do nich przed szarzyzną i fabrycznym systemem szkolnictwa polskiego nie miała już wyboru i zmuszona była pozostawiać dzieci w szkołach publicznych. I aby dzieci tejże aspirującej klasy średniej, o lepszym kapitale społecznym i kulturowym emanowały udowodnionym pozytywnym wpływem na dzieci gorzej uposażone. Dzięki czemu mimo gorszego startu będą one ciągnięte w górę. I aby rodzice  z klasy średniej wreszcie wzięli sprawy w swoje ręce i zadziałali na rzecz szkół państwowych, ponieważ ci obecnie w nich pozostający w dużej mierze nie mają kompetencji, sił, chęci zaangażowania się by cokolwiek zmieniać.

Mocno to kontrowersyjne - bo któżby chciał eksperymentować na swoim dziecku?

Pomimo świadomości wagi tego tematu i przypuszczalnie słuszności argumentów już widzę ten "las rąk" rodziców, którzy Swoich Stasiów i Amelki gotowych posyłać na pożarcie Kewinom i Wanessom. Sama odgórna idea likwidacji szkół prywatnych kojarzy mi się z socjalizmem, ten z przymusem, a całość - z nieuchronnym buntem wobec opresji. Poza tym jak wskazuje jeden z komentatorów pd artykułem - zawsze żywa gotówka pozwoli wyróżnić dzieci i zapewnić im lepszy start - w wielu pewnie przypadkach snobstwa szkół niepublicznych i kreowania enklaw-wydmuszek i cieplarni dla bananowej młodzieży.

Z drugiej strony - gdyby nie odgórne działania takie jak przymus szkolny nie zlikwidowano by analfabetyzmu.
Podobnie z tematem parytetu i praw kobiet.
Mentalność sama się nie zmieni. Potrzebne są regulacje prawne, by zmieniać rzeczywistość, a potem wpływać na sposób myślenia.

Tylko, że "nic o mnie beze mnie. Nie chciałabym aby o moich wyborach edukacyjnych dla Ni decydowało dobro szeroko pojętego ogółu.

Bo może publiczna edukacja w Polsce to tragedia wspólnego pastwiska? Otwarty dostęp powoduje brak poszanowania i dążenie do realizacji własnych interesów kosztem innych? I potencjalna likwidacja szkół niepaństwowych zrobiłaby więcej szkody?

Co ważne autor sam przyznaje przy tym wszystkim że jest hipokrytą. Pomimo wszelkich argumentów sam posłał swojego syna do szkoły społecznej, choć jednocześnie irytuje go jego ucieczka.

Postawy obywatelskie przegrywają z interesem prywatnym, choć tak naprawdę przy  odpowiedniemu nadaniu toru sprawie i zaangażowaniu sprawa prywatna staje się społeczną - jak na przykład temat szkół dla sześciolatków.

---


Ale ja nie o tym w sumie chciałam.

Chciałam wrócić do tematu z początku posta, który mnie często dręczy.

Czyli deklaracji dziennikarza "wolałbym aby był szczęśliwym sprzątaczem niż sfrustrowanym biznesmenem". W kontekście jego posłania dziecka do szkoły niepublicznej nabiera to znamion dodatkowej hipokryzji. Gdyby był tak wyluzowany względem przyszłości dziecka, po co mu elitarna szkoła i inteligenckie towarzystwo?

Nie mogę uwierzyć, że są świadomi rodzice, którzy nie mają marzeń czy rozmarzonej projekcji względem jego przyszłości, którzy nie życzą mu sukcesów, zdobycia świata, samorealizacji, rozwoju, a także co bardzo ważne,  stabilności finansowej czy wręcz zamożności. Którzy łatwo godzą się z ewentualnym wyborem mało ambitnej i niedochodowej ścieżki życiowej.

Wiem, że to tylko przenośnia i podkreślenie wolności wyboru ścieżki życiowej przez dziecko. Ale nie wierzę w przykładowych szczęśliwych i nisko opłacanych, nieszanowanych sprzątaczy czy roznosicieli ulotek na umowach śmieciowych, żyjących za minimalne wynagrodzenie, i ich dumnych rodziców.


A Wy? Co myślicie?



poniedziałek, 17 września 2012, aeidenn

Polecane wpisy

  • Newsy z pola boju

    Śpieszę donieść, że mała żłobkowiczka już po 4 dniach pobytu w żłobku okraszonym płaczem i wielką niechęcią doń postanowiła zachorować... A jak już, to porządni

  • Żłobkowe przygnębienie

    PLASK! Wielki szary plaster medyczny wylądował wczoraj z mlaśnięciem na plecach Ni. A na nim - napis długopisem z jej imieniem i nazwiskiem. Taki to sposób iden

  • Żłobkowicze na start

    Kapciuszki (o które była wojna, bo Ni biegała po całym sklepie i nie chciała mierzyć), Krem do pupsk, chustki nawilżane i pieluchy, których nie udało nam się je

  • kolumb odkrywca

    M: "Ale jestem zmęczony... W ogóle nie odpocząłem... W zasadzie to my teraz wcale nie odpoczywamy... Tak naprawdę to odpoczywamy dopiero w pracy." Niedzielne wi

  • Mikołaj

    Próbując w piątkowe popołudnie wrócić z pracy do domu, mimowolnie byłam świadkiem takiej sytuacji. W tramwaju, na miejscach przede mną siadła mama i chłopiec w

Komentarze
2012/09/17 21:55:25
a ja myślę, że czym innym jest stwarzanie dziecku szerokich możliwości , a czym innym ostateczne wybory samego zainteresowanego; rozumuję to tak - ja jako rodzic stwarzam najlepsze z możliwych możliwości rozwoju dziecka m. in. wybór "dobrej" szkoły, a do czego to ostatecznie doprowadzi młodego człowieka - cóż może po skończeniu elitarnej szkoły, 5 fakultetów i zdobyciu X dyplomów renomowanych uczelni rzeczywiście postanowi zająć się np. wyrobem chleba, bo w tym odnajdzie swoje spełnienie - i ja jako rodzic zaakceptuję to, mimo wszystko
-
2012/09/17 22:14:35
Ja akurat używam innych przykładów "wolę żeby był szczęśliwym hydraulikiem niż nieszczęśliwym neurochirurgiem". Tyle, że mnie chodzi w tym zdaniu o to, że nie chcę swoim dzieciom nakładać sztucznych cięzarów. Że jak nie skończą elitarnej uczelni na snobistycznym kierunku to mamusia będzie rozczarowana. I co z tego że oni chcą być stolarzami czy kucharzami.

Ale mam zamiar też wtłoczyć im do głowy, że nie planuję ich utrzymywać do końca życia. Więc mają realizować swoje marzenia tak, żeby znaleźć zawód który pokochają i z którego będą mogli się utrzymać. Bo jeśli wybiorą tylko jedną opcję to na koniec dnia nie będą szczęśliwi.
-
2012/09/17 23:13:41
Właśnie o to mi chodzi dziewczyny:) Freedom of choice ale z pełnymi konsekwencjami. Pieczenie chleba jest genialnym hobby, może być pięknym zawodem, byleby za tym szła i satysfakcja i możliwość godnego życia. I to musimy dzieciom wpajać.
-
2012/09/18 08:50:36
Nie wiem czy to dobrze, że odgórnie zlikwidowano analfabetyzm. Teraz zgraja i tak funkcjonalnie analfabetycznych kretynów wykorzystuje daną im (niczym małpie zegarek) umiejętność czytania i pisania do tego, by głosować na polityków wybranych im przez Fakt i Super Express.

Sad but true.
-
2012/09/18 13:57:17
eksperymenty ostatnich w polskim szkolnictwie pokazują jak bardzo wielką krzywdę wyrządzono dzieciom. Czasy zmieniły się owszem. Teraz coś innego wiedzie prym. Jest to prestiż, zasobność portfela, pseudo intelektualny bełkot, niezliczona ilość skończonych uczelni.Bo dobre życie to życie na poziomie czyli z pieniędzmi. Do życia niektórzy podchodzą filozoficznie, żeby doceniać to co się ma, cieszyć się z każdego okruszka dnia. Jednak nikt tak naprawdę tego nie robi. Sami wpędzamy siebie nawzajem w tą pogoń. A dzieci to nic innego jak nasze lustrzane odbicia. To kim się jest, nie liczy się zupełnie, najważniejsze jest teraz gdzie się pracuje, ile zarabia. Rodzice przenoszą swoje frustracje, niespełnione ambicje na dzieci, pod płaszczykiem "aby lepiej mu/jej się żyło", "to dla twojego dobra". Jako rodzic nie oszukuję siebie, na pewno nie chciałabym aby mój syn był szambiarzem czy też śmieciarzem. To kim będzie w dużej mierze zależy ode mnie. Czy wychowam go na zmanierowanego snoba, czy na dobrego człowieka. Moi rodzice starali się wychować mnie i rodzeństwo jak najlepiej. Pewne rzeczy nam narzucali np. lekcje języka angielskiego, cała nasza trójka odkąd skończyła parę lat chodziła na język angielski, co zaowocowało teraz, że biegle nim władamy. Jako rodzice nie przesadzali, nie obkładali niebotyczna ilością zajęć dodatkowych, dali nam dodatkowy wybór co chcemy jeszcze robić: ja wybrałam grę na gitarze, brat basen itp Ważne jest aby zachować balans, nie przesadzać w drugą stronę. Obserwuję niekiedy rodziców, którzy za wszelką cenę próbują zrobić z dziecka geniusza,albo wmawiają mu kompleksy np. "ona/on jest taki nieśmiały jak ja", "ona/on nie lubi ludzi", "ona/on będzie lekarzem", "ona/on chce być...". Mój syn nie jest mną, ani moim mężem, jest odrębną istotą, inaczej czuje, ma inny charakter, owszem jakieś cechy dziedziczy, ale bez przesady. Szkoda mi naprawdę niektórych dzieci, są po prostu biedne emocjonalnie. Za kilkadziesiąt lat zamiast szczęśliwych dzieci, będziemy mieli "dzieci inteluktualne" do porzygu...snobów bez uczuć, gotowych dla pieniądza sprzeniewierzyć wszystko. Pieniądz jest ważny, nie zaprzeczam, ułatwia życie,ale rzygać mi się chce na takich ludzi, którzy oceniają mnie i uważają, że jestem dnem, bo nie pracuję w wypasionej firmie, nie zarabiam kokosów, nie bywam, mieszkam w małej mieścinie. W dzisiejszych czasach trzeba nawet udowadniać "szczęście", bo ktoś i tak wie lepiej.
-
2012/09/18 14:31:48
To ja chyba się z tobą zgadzam, bo podpisuję się pod cytowanym fragmentem i pod twoim komentarzem - nie chcę obarczać dziecka na starcie scenariuszem życia, zaakceptuję (mam nadzieję) jej wybór drogi życiowej, byle dał jej satysfakcję i godne życie. Czy to zawsze musi się łączyć ze studiami? Wydaje mi się, że nie.
-
2012/09/18 21:06:17
Czytałam ten artykuł i odniosłam wrażenie, że negatywne wrażenie z pierwszego spotkania rodziców w szkole i ich snobizm spowodowały, że dziennikarz uznał, że szkoły publiczne są lepsze.
Ale myli się, bo podziały na lepszych i gorszych są w każdej szkole.
-
2012/09/18 23:02:34
Gosiu- Volaantis, mam nadzieję, że mnie dobrze zrozumiałaś. Mnie razi bełkot osób jak mi się zdaje czasem nieświadomych i naiwnych albo wskroś cynicznych, które deklarują, że nie będą ingerować w wybór drogi życiowej dziecka po czym i tak od początku odpowiednio je ustawiają, inwestują w nie, dbają o rozwój, edukację, wartośc i socjalizują do pożądanych wyborów.
A co dyktatu pieniądza - nie ma co zaprzeczać faktom, jest i się dobrze ma. Ale jednocześnie jest wiele dróg ucieczki od niego, świadomych wyborów i trendów pozwalających iść własną ścieżką.
-
2013/11/22 10:20:06
Temat jest o wiele bardziej komplikowany niż nam się wydaje. I to przynajmniej na kilku płaszaczyznach - m.in. dziennikarza. Sprawa MLM i korupcji jest podobnie skomplikowana. Przez to się nie wypowiadam.

Wstrzymujący się od zdania,
Szczepan
-
2014/09/11 14:35:19
Dzieci powinny mieć dużo wyboru, ale także ich edukacja jest niezmiernie ważna.

KONTAKT I WSPÓŁPRACA: aeidenn@gazeta.pl



Lilypie Third Birthday tickers